Identyfikacja celu i szturm. Chińczycy ćwiczyli uderzenie "dekapitacyjne"

Chińscy żółnierze
Ćwiczenia Chin w okolicy Tajwanu
Źródło wideo: Reuters
Źródło zdj. gł.: China Military Online/Li Shilong
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Chińskie siły specjalne przeprowadziły ćwiczenia uderzenia "dekapitacyjnego", symulującego fizyczne usunięcie wrogiego przywództwa – podał w sobotę japoński portal Nikkei Asia. Według ekspertów to jasny sygnał wobec USA, które w podobnej operacji pojmały ostatnio przywódcę Wenezueli. Celem Chin ma być z kolei administracja Tajwanu. Administracja wyspy donosi tymczasem o naruszeniu jej przestrzeni powietrznej przez chiński dron.

Po operacji wojskowej USA w Wenezueli i uprowadzeniu prezydenta Nicolasa Maduro, na Tajwanie nie ustają obawy, czy Pekin byłby zdolny do podobnego precyzyjnego uderzenia wymierzonego we władze wyspy. Chiny uznają Tajwan za własne terytorium, a prezydenta tego kraju Laia Ching-te za "separatystę". W grudniu przeprowadziły niedaleko Tajwanu ćwiczenia z użyciem ostrej amunicji, polegające polegające na blokadzie głównych portów oraz jej okrążeniu.

Japońskie media informują w sobotę o kolejnej sytuacji budującej napięcia w regionie. Siły specjalne Chin przeprowadziły ćwiczenia uderzenia "dekapitacyjnego", symulującego fizyczne usunięcie wrogiego przywództwa - podał portal Nikkei Asia.

Identyfikacja celu i nocny szturm

Z analizy materiału wyemitowanego przez kanał wojskowy państwowej telewizji CCTV wynika, że manewry chińskich służb specjalnych obejmowały identyfikację celów za pomocą drona oraz nocny szturm na budynki. Komandosi po cichej eliminacji wartowników, między innymi za pomocą kusz wojskowych, w niespełna dwie minuty zneutralizowali czterech "terrorystów".

Nie ujawniono lokalizacji, czasu ani nazw konkretnych jednostek biorących udział w ćwiczeniach Jak podał portal Nikkei Asia, ta demonstracja siły ma na celu zastraszenie administracji prezydenta Tajwanu. Pekin, zaniepokojony rosnącym napięciem w regionie, chce udowodnić, że posiada zdolności operacyjne analogiczne do tych, które zaprezentowali Amerykanie w Wenezueli. Dwa tygodnie temu siły specjalne USA uprowadziły z Caracas prezydenta tego kraju Nicolasa Maduro i jego żonę. Przewieziono ich do Stanów Zjednoczonych, gdzie usłyszeli między innymi zarzuty udziału w zmowie narkoterroryzmu.

Chiński dron zwiadowczy w przestrzeni powietrznej Tajwanu

Tymczasem rząd w Tajpej poinformował o naruszeniu przestrzeni powietrznej Tajwanu. "Chiński dron zwiadowczy naruszył w sobotę rano przestrzeń powietrzną kontrolowanych przez Tajwan wysp Dongsha (Pratas) – podało ministerstwo obrony narodowej.

"Wojskowy bezzałogowiec wleciał w strefę powietrzną wyspy o godz. 5.44 czasu lokalnego (godzina 22.44 w piątek w Polsce - red). Mimo nadawanych przez tajwański garnizon ostrzeżeń radiowych na częstotliwościach międzynarodowych, maszyna utrzymywała kurs przez cztery minuty, po czym opuściła strefę" - podała szczegóły tajwańska agencja CNA.

Źródło: Google Maps

Zdaniem resortu obrony, "takie wysoce prowokacyjne i nieodpowiedzialne zachowanie komunistycznej armii poważnie naruszyło regionalny pokój i stabilność". W komunikacie podkreślono, że agresywne działania Pekinu "stanowią naruszenie norm prawa międzynarodowego i z pewnością spotkają się z potępieniem".

Jak podała agencja CNA, "dron operował na pułapie przekraczającym zasięg broni przeciwlotniczej znajdującej się na wyposażeniu wojska stacjonującego na wyspie".

Wyspy Pratas, zwane również Dongsha, leżą w strategicznie ważnym północnym krańcu Morza Południowochińskiego. Uważane są jednocześnie za wrażliwe na potencjalny atak ze strony Chin ze względu na znaczną odległość od Tajwanu. Znajdują się one około 400 kilometrów na południowy zachód od głównej wyspy i niecałe 300 kilometrów od terytorium Chin. Atol ten, będący jednocześnie tajwańskim parkiem narodowym, nie posiada jednak poważnych zdolności obronnych.

Źródło: tvn24.pl, PAP, Reuters
Autorka/Autor: mgk/akr
Czytaj także: