Co wiemy o operacji koalicji w Syrii

TVN24

Do ataku doszło w sobotę nad ranem tvn24
wideo 2/20

W sobotę nad ranem samoloty USA, Wielkiej Brytanii i Francji przeprowadziły atak na cele w Syrii. Była to reakcja na akcja odwetowa za użycie broni chemicznej w mieście Duma na wschód od Damaszku. Oto najważniejsze informacje na temat operacji koalicji.

- Wykorzystanie broni chemicznej gdziekolwiek na świecie jest niedającym się wytłumaczyć pogwałceniem prawa międzynarodowego. Stany Zjednoczone nie będą tego tolerować - oświadczyła rzeczniczka Pentagonu Dana White podczas konferencji prasowej, podsumowującej sobotni atak Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników z Francji i Wielkiej Brytanii na cele w Syrii.

Była to akcja odwetowa za użycie broni chemicznej przez reżim Asada 7 kwietnia w mieście Duma na wschód od Damaszku. Zginęło wówczas ponad 60 osób.

Operacja koalicji rozpoczęła się o godzinie 4 czasu lokalnego (godzina 3 w Polsce).

- Jeśli reżim Asada atakuje niewinnych Syryjczyków, to jest to tragiczne i zasługuje na natychmiastową odpowiedź - stwierdziła White.

- Ta operacja (koalicji - red.) była bardzo dokładnie przygotowana, aby zminimalizować straty cywilne - zapewniła White. Poinformowała jednocześnie, że z powodzeniem uderzono we wszystkie zaplanowane cele.

Na konferencji prasowej wielokrotnie podkreślono, że misja USA w Syrii nie ulega zmianie.

- Nie jest to próba usunięcia reżimu Asada, ale odpowiedź na użycie przez niego broni chemicznej. Nasz cel w Syrii pozostaje bez zmian - pokonanie Państwa Islamskiego przez koalicję 70 państw - podkreśliła rzeczniczka ministerstwa obrony USA. Jak dodała jednak, Stany Zjednoczone nie zamierzają "stać z boku i przyglądać się, kiedy Asad wspierany przez Rosję i Iran ignoruje prawo międzynarodowe".

- Przesłaliśmy bardzo jasną odpowiedź reżimowi Asada i mamy nadzieję, że on ją usłyszał - oświadczyła White.

1. Jakie cele zaatakowano?

Jak poinformował generał Kenneth McKenzie uderzenia koalicji skierowane były na trzy kluczowe cele związane z programem broni chemicznej w Syrii.

Pierwszy to centrum badawczo-rozwojowe w dzielnicy Barza w Damaszku. Instalacja miała zostać całkowicie zniszczona, co zdaniem generała "o całe lata cofnie program rozwoju syryjskiej broni chemicznej".

Drugi cel to centrum dowodzenia w bunkrze koło Him Shinhar niedaleko miasta Homs. Jak przekazano, obiekt znajduje się w odległości 7 kilometrów od oficjalnych magazynów syryjskiego wojska i było to zarówno "miejsce składowania broni chemicznej, jak i ważne stanowisko dowódcze".

Placówka naukowo-badawcza Barzah w Damaszku
Pentagon

Generał McKenzie stwierdził, że bunkier został zniszczony, a do ataku wykorzystano siedem taktycznych pocisków manewrujących SCALP.

Bunkier Him Shinshar
Pentagon

Ostatnim z celów był znajdujący się także w Him Shinhar magazyn broni chemicznej. Pentagon ustalił, że w magazynie składowano sarin, choć było to złamaniem międzynarodowych ustaleń poczynionych z udziałem Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej. Przechowywano tu także komponenty, które odpowiednio połączone mogą posłużyć do wyprodukowania gazu musztardowego i sarinu.

W magazyn uderzyły 22 pociski - dziewięć amerykańskich pocisków Tomahawk, osiem brytyjskich rakiet Storm Shadow i siedem francuskich.

Magazyn składowania broni chemicznej Him Shinshar
Pentagon

Według Pentagonu w ostrzelanych miejscach prowadzono badania nad chlorem i sarinem.

CZYTAJ WIĘCEJ O CELACH ATAKU

2. Ilu pocisków użyto?

Jak podał Pentagon, w ataku koalicji użyto łącznie 105 pocisków, które zostały wystrzelone z amerykańskich, brytyjskich i francuskich platform lądowych, powietrznych i morskich w rejonie Morza Czerwonego (ze znajdującego się tam amerykańskiego krążownika rakietowego klasy Ticonderoga wystrzelono 30 pocisków Tomahawk, z niszczyciela klasy Arleigh Burke siedem), Morza Śródziemnego (skąd francuska fregata odpaliła trzy pociski typu SCALP, a z amerykańskiego okrętu podwodnego typu Virginia wystrzelono sześć tomahawków) oraz Zatoki Perskiej (amerykański niszczyciel USS Higgins wystrzelił stamtąd 23 pociski Tomahawk).

Koalicja zaatakowała także z powietrza. Dwa bombowce B1 Lancer wystrzeliły 19 pocisków. Brytyjczycy przy użyciu samolotów Tornado i Typhoon wystrzelili 8 pocisków Storm Shadow. Z kolei Francuzi odpalili 9 pocisków SCALP z samolotów Rafale i Mirage.

Podstawowe dane rakiety Tomahawk Block IV
Artur Tarkowski | tvn24.pl

- Uważamy, że misja zakończyła się sukcesem i jesteśmy przekonani, że w znacznym stopniu udało nam się zniszczyć potencjał chemiczny reżimu Asada - stwierdził generał.

Jak podkreślił McKenzie, sobotni atak był dwukrotnie większy niż ten przeprowadzony przez Waszyngton w kwietniu 2017 roku.

"Uważamy, że misja zakończyła się sukcesem"
tvn24

3. Czy koalicja poniosła straty?

- Żaden z naszych samolotów, ani żaden z pocisków użytych podczas tej operacji nie został skutecznie strącony przez syryjską obronę powietrzną - zapewnił McKenzie.

- Wszystkie nasze samoloty biorące udział w misji bezpiecznie wróciły od bazy - dodał.

Według generała reżim syryjski użył ponad 40 pocisków przeciwlotniczych.

Zdaniem generała nic nie wskazuje na to, żeby uruchomione zostały rosyjskie systemy obrony powietrznej.

Wcześniej ministerstwo obrony Rosji oświadczyło, że systemy syryjskiej obrony przeciwlotniczej przechwyciły i zniszczyły "znaczną część" pocisków manewrujących i pocisków typu "powietrze-ziemia" użytych w ostrzale celów w Syrii przeprowadzonym przez kraje zachodnie.

4. Jak wybierano cele?

McKenzie oświadczył, że Stany Zjednoczone są przekonane, iż naloty w sposób znaczący sparaliżowały zdolności reżimu prezydenta Baszara al-Asada do produkowania broni chemicznej i że "zaatakowano samo serce syryjskiego programu broni chemicznej".

Jak mówił, w wyniku nalotów siły syryjskie straciły dużo sprzętu i materiałów związanych z bronią chemiczną. Chociaż pewna infrastruktura związana z bronią chemiczną pozostała w Syrii, to generał zapewnił, że koalicja zadała jej "poważny cios". Dodał, że sobotnie ataki na lata wstrzymają rozwój syryjskiego programu.

Rzeczniczka Pentagonu Dana White oceniła, że cele w Syrii zostały "wybrane w sposób metodyczny". Sobotnie naloty nazwała "świadomą decyzją" o zaatakowaniu obiektów związanych z bronią chemiczną. Dodała, że Stany Zjednoczone są przekonane, że "znacząco zmniejszyły zdolność do użycia jeszcze kiedykolwiek broni chemicznej".

Pentagon pokazał mapę ataku w Syrii
Pentagon

5. Stanowisko Francji

Informując opinię publiczną o rozkazie rozpoczęcia francuskiej interwencji militarnej w Syrii u boku Amerykanów i Brytyjczyków, prezydent Francji Emmanuel Macron stwierdził, że "nie możemy pozwolić na dalszą banalizację użycia broni chemicznej”. Po przeprowadzeniu operacji w sobotę szef francuskiej dyplomacji Jean-Yves Le Drian powiedział, że cele ataków międzynarodowej koalicji zostały osiągnięte i na tym etapie nie są planowane kolejne ataki. Dodał jednak, że francuskie wojsko jest w pełnej gotowości. Z kolei francuska minister obrony Florence Parly poinformowała, że zdolność reżimu Baszara al-Asada do produkcji broni chemicznej została znacznie osłabiona po sobotnich atakach koalicji. - Misja zakończyła się sukcesem, cele zostały starannie dobrane i co podkreślam nie odnotowano żadnych incydentów między naszymi siłami a innymi siłami, które są aktywne w tym regionie - powiedziała na konferencji prasowej szefowa resortu obrony.

6. Stanowisko Wielkiej Brytanii

Z kolei brytyjska premier Theresa May oceniła w sobotę, że nocne ataki na strategiczne obiekty w Syrii były "słuszne i zgodne z prawem", a także były konieczne dla przestrzegania zakazu stosowania broni chemicznej.

Szefowa rządu podkreśliła, że interwencja Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji była "znacznie większa niż działanie podjęte przez USA rok temu i zaplanowana w taki sposób, aby mieć większy wpływ na możliwości i chęć reżimu (Asada - red.) do używania broni chemicznej". Jednocześnie zastrzegła, że celem operacji "nie było ingerowanie w wojnę domową ani zmiana władzy" w Syrii. Według May było to "ograniczone, starannie wymierzone i skuteczne uderzenie z jasno wytyczonymi ograniczeniami, aby nie doprowadzić do eskalacji i (...) aby uniknąć ofiar cywilnych".

7. Co na to Rosja?

Rzeczniczka White oceniła, że rozpoczęła się już rosyjska kampania dezinformacyjna na temat ataków.

- W ciągu ostatnich 24 godzin o 2000 procent wzrosła liczba rosyjskich trolli - dodała przedstawicielka Pentagonu.

MSZ Rosji oświadczyło, że naloty państw zachodnich miały na celu utrudnienie dochodzenia inspektorów Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW) w sprawie ataku chemicznego w Dumie z 7 kwietnia.

Resort ocenił, że doszło tam do zaplanowanej, "cynicznej inscenizacji" zastosowania broni chemicznej.

Prezydent Rosji Władimir Putin nazwał naloty zachodniej koalicji "aktem agresji przeciwko suwerennemu państwu". Oświadczył również, że działania USA "pogłębiają katastrofę humanitarną w Syrii" i mogą wywołać nową falę uchodźców z tego kraju.

Szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow oświadczył natomiast, że działania Waszyngtonu i jego sojuszników w Syrii są bezpodstawne i nie do zaakceptowania. Dodał, że dowody krajów zachodnich na użycie broni chemicznej w syryjskiej Dumie są "śmieszne" dla ekspertów.

Putin zażądał pilnego zwołania posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie Syrii, którego celem byłoby - jak to ujął - "omówienie agresywnych działań USA i ich sojuszników".

8. Reakcja Syrii

Prezydent Syrii Baszar al-Asad stwierdził w sobotę, że atak USA, Wielkiej Brytanii i Francji na jego kraj "tylko bardziej zdeterminuje Syryjczyków do dalszej walki i zmiażdżenia terroryzmu na każdym centymetrze ziemi".

Według agencji Reutera syryjski dyktator miał dodać także, że do ostrzału doszło, kiedy Zachód uświadomił sobie, iż stracił kontrolę i wiarygodność w syryjskim konflikcie. Z kolei syryjskie ministerstwo spraw zagranicznych potępiło atak koalicji i nazwało go "brutalną i barbarzyńską agresją".

"Syryjska Republika Arabska najmocniej potępia brutalną amerykańsko-brytyjsko-francuską agresję wymierzoną w Syrię, która stanowi rażące naruszenie prawa międzynarodowego" - oświadczył resort.

Autor: momo//kg / Źródło: tvn24.pl, CNN, PAP

Raporty: