W czwartek ulice Kijowa, Lwowa, Charkowa i Odessy zapełniły się protestującymi. To rzadki widok w kraju od pięciu lat pogrążonym w wojnie. Powód? Mychajło Fedorow, 35-letni minister obrony Ukrainy, dzień wcześniej został odwołany z urzędu przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Formalnie stało się to przy okazji szerszej roszady rządowej - dwa dni wcześniej dymisję (zapowiadaną przez prezydenta) złożyła premier Julia Swyrydenko, co automatycznie oznaczało koniec urzędowania całego gabinetu. Ale, jak zauważa wielu komentatorów, ten mechanizm posłużył prezydentowi także jako okazja, by pozbyć się Fedorowa bez osobnego głosowania nad jego losem w parlamencie.
Nie tylko społeczeństwo solidaryzowało się z odwołanym ministrem. Paweł Jelizarow, zastępca dowódcy sił powietrznych odpowiedzialny za obronę przed rosyjskimi dronami, złożył dymisję w geście solidarności z nim, nazywając decyzję Zełenskiego "wielkim złem" dla obronności kraju.
Tekę ministra objął tymczasowo Jewhenij Chmara, dotychczasowy szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, kojarzony z uderzeniami na rosyjską infrastrukturę naftową. Jego oficjalne zatwierdzenie przez Radę Najwyższą ma się odbyć dopiero na sesji w połowie sierpnia.
Skąd zmiana na kluczowym stanowisku w kraju, który toczy wojnę? Dlaczego wywołała protesty?