Świat

Berlin spodziewa się ingerencji Rosji. W tle atak hakerski na Bundestag

Świat


Niemcy spodziewają się, że Rosja będzie starała się wpłynąć na wynik wrześniowych wyborów parlamentarnych w tym kraju - poinformował we wtorek niemiecki minister spraw wewnętrznych Thomas de Maiziere, cytowany przez Agencję Reutera. Jak dodał, wykorzystane w tym celu może zostać ujawnienie danych wykradzionych przez hakerów w 2015 roku z izby niższej parlamentu. Berlin spodziewa się takich działań.

- Duża ilość danych została zdobyta podczas ataku hakerskiego na Bundestag w 2015 roku - powiedział de Maiziere. - Spodziewamy się, że część z tych informacji może wypłynąć w najbliższych tygodniach - dodał.

Rosja prawdopodobnie usiłowała wpłynąć na wyniki wyborów w USA i wszystko wskazuje na to, że była zamieszana w kampanię wyborczą we Francji - stwierdził też szef MSW. - W rezultacie nie można wykluczyć, że do podobnych działań dojdzie w czasie wyborów w Niemczech - uznał.

Widmo rosyjskich hakerów

Hans-Georg Maassen, szef niemieckich służb kontrwywiadowczych, zaznaczył, że nic nie wskazuje, by Rosja miała wspierać w ten sposób określoną partię. Równocześnie dodał, że w jego opinii Władimir Putin chciałby widzieć na stanowisku kanclerza kogoś innego niż Angelę Merkel - pisze Reuters.

Maassen podkreślił ponadto, że jego służby nie posiadają wiarygodnych dowodów na to, by atak hakerski, który w zeszłym tygodniu rozpoczął się na Ukrainie i rozprzestrzenił na wiele innych państw, został wywołany przez Rosję.

Winą za cyberatak oskarżyła Rosjan Ukraina. Zarzuciła ona Moskwie chęć zniszczenia jej ważnych danych oraz wywołanie paniki.

Zagrożenie kolejnymi zamachami

Maassen i de Maiziere przedstawili w Berlinie sporządzony przez służby raport o zagrożeniach bezpieczeństwa w kraju za rok 2016.

Maassen wyraził zaniepokojenie stale zwiększającą się liczbą zwolenników konserwatywnego nurtu w islamie - salafizmu i rosnącą gotowością do stosowania przemocy, włącznie z możliwością zamachów.

Z dokumentu omawianego na wtorkowej konferencji wynika, że liczba salafitów przebywających w Niemczech wzrosła w ciągu roku o 1 350 osób, do 9 700. Wraz z innymi ruchami i organizacjami liczbę osób określanych jako "islamiści" niemieckie służby szacują na 24,4 tysiąca. 680 islamistów określanych jest przez policję jako "osoby stanowiące zagrożenie dla bezpieczeństwa". Maassen uznał za zjawisko szczególnie niepokojące rosnącą gotowość przedstawicieli tych środowisk do stosowania przemocy, a nawet dokonywania zamachów terrorystycznych. - Musimy liczyć się z kolejnymi zamachami w Niemczech, przeprowadzanymi przez pojedynczych terrorystów lub grupy terrorystyczne - powiedział Maassen dziennikarzom. Autorzy raportu przypominają, że w zeszłym roku w Niemczech doszło do pięciu terrorystycznych zamachów. W najpoważniejszym z nich - w grudniu w Berlinie - zginęło 12 osób, a ponad 50 zostało rannych. Jednocześnie służbom udało się zapobiec siedmiu atakom terrorystycznym. Szef kontrwywiadu zwrócił uwagę, że coraz częściej zamachów dokonują lub planują je nieletni. W lutym 15-latka ugodziła nożem policjanta na dworcu w Hanowerze. 13-letni chłopiec planował z kolei zamach bombowy na jarmark bożonarodzeniowy. W ocenie służb sukcesy w walce z tak zwanym Państwem Islamskim (IS) w Syrii i Iraku wcale nie zmniejszają zagrożenia terroryzmem. Maassen zwrócił uwagę, że przywódcy IS apelują do swoich zwolenników, by pozostawali w swoich krajach i tam dokonywali zamachów. De Maiziere zapewnił, że "demokracja w Niemczech jest w stanie się obronić" przed zagrożeniami. Podkreślił, że władze zaostrzyły przepisy prawa. Osoby uznane za niebezpieczne deportowane są do krajów pochodzenia - podkreślił szef resortu spraw wewnętrznych.

Autor: mm, adso/jb / Źródło: reuters, pap

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock

Tagi:
Raporty: