TVN24 | Świat

W trakcie pokojowej manifestacji padły strzały. "Ludzie protestują, chociaż się boją"

TVN24 | Świat

Autor:
momo\mtom
Źródło:
PAP, Reuters

Birmańska policja oddała strzały w trakcie piątkowej demonstracji w Rangunie. Manifestanci rzucili się do ucieczki - relacjonuje agencja Reutera. Na razie nie ma doniesień o rannych. Dzień wcześniej miejscowe media podały, że w sobotę funkcjonariusze zastrzelili dwie osoby uczestniczące w manifestacji w Mandalaj. Dotychczas w czasie protestów przeciwko wojskowemu zamachowi stanu zginęło już sześciu demonstrantów.

W piątek w Rangunie, największym mieście Mjanmy (Birmy), odbyła się kolejna manifestacja przeciwko dokonanemu 1 lutego przez armię zamachowi stanu. W trakcie protestu doszło do starć z policją. Jak relacjonuje agencja Reutera, w pewnym momencie funkcjonariusze oddali strzały. Jak dotąd nie ma doniesień o rannych ani zabitych. 

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE NA TVN24 GO >>>

"Ludzie protestują, chociaż się boją"

Podczas protestu w Rangunie zatrzymano japońskiego dziennikarza Yuki Kitazumiego. Kilka godzin później reporter został zwolniony. - Bardzo dziękuję wszystkim moim przyjaciołom. Czuję się dobrze. Jestem bezpieczny - powiedział Kitazumi opuszczając komisariat policji. Dziennikarz prowadzi w Rangunie firmę zajmującą się produkcją materiałów wideo i szkoleniem pracowników lokalnych mediów. Wcześniej pracował dla japońskiego dziennika "Nikkei", a jego artykuły dotyczące Mjanmy regularnie ukazują się w najważniejszych japońskich mediach.

"Ludzie widzą, że dzieją się tu takie rzeczy i że to może ich spotkać, ale nadal protestują, chociaż się boją" - napisał w środę na Facebooku Kitazumi pod filmem pokazującym aresztowanie kobiety, która brała udział w protestach.

Japoński dziennikarz jest drugim obcokrajowcem i pierwszym zagranicznym pracownikiem mediów zatrzymanym po wojskowym przewrocie. Od 6 lutego przetrzymywany jest Australijczyk Sean Turnell, który jest doradcą ekonomicznym przywódczyni rządzącej przed zamachem stanu Narodowej Ligi na rzecz Demokracji (NLD), Aung San Suu Kyi. Liderka, podobnie jak inni politycy NLD, została uwięziona przez juntę na początku puczu.

Brutalne akcje policji

Birmańska policja wielokrotnie brutalnie rozpędzała demonstrantów. W czwartek birmański portal Irrawaddy podał, że sobotę w Mandalaj, drugim co do wielkości mieście kraju, żołnierze i policjanci użyli gazu łzawiącego, gumowych kul i ostrej amunicji przeciwko pracownikom, biorącym udział w ogólnokrajowej akcji strajkowej.

Według doniesień na miejscu zginęły dwie osoby, a 25 zostało rannych. Aresztowano również 83 demonstrantów, w tym ciężko rannych, którym nie udzielono koniecznej pomocy. Portal cytuje lekarkę Aye Nyein Thu z miejscowej organizacji charytatywnej, według której z powodu nieleczonych ran zmarła co najmniej jedna aresztowana osoba.

Łącznie w czasie protestów przeciwko puczowi stanu zginęło już sześciu demonstrantów.

Protesty przeciwko zamachowi stanu

W całym kraju od tygodni trwają masowe protesty i strajki przeciwko wojskowemu zamachowi stanu z 1 lutego. Demonstranci domagają się przywrócenia obalonego rządu Narodowej Ligi na rzecz Demokracji (NLD) i uwolnienia jej przywódczyni Aung San Suu Kyi.

Do kampanii nieposłuszeństwa obywatelskiego przyłączają się nie tylko pracownicy sektora prywatnego, ale również urzędnicy administracji publicznej, co paraliżuje biurokrację i może poważnie utrudnić armii zarządzanie krajem.

Szczególnie dotkliwy dla junty może być strajk urzędników administracji publicznej. Bez nich nie można pobierać podatków, wysyłać rachunków za prąd, badać mieszkańców na COVID-19 i generalnie zarządzać państwem.

- Wojsko musi udowodnić, że potrafi dobrze kierować krajem jako rząd. Ale jeśli my, (…) urzędnicy publiczni, nie będziemy pracować, ich plan przejęcia władzy poniesie porażkę – powiedziała AFP wykładowczyni publicznej uczelni, posługująca się pseudonimem Thida.

Przywódca junty Min Aung Hlaing oświadczył w tym tygodniu, że z powodu strajku nie działa jedna trzecia szpitali w kraju. Skrytykował przy tym personel medyczny za niewywiązywanie się z obowiązków. Państwowe media, lojalne wobec wojskowych władz, niemal codziennie wzywają urzędników do powrotu do pracy, grożąc im konsekwencjami prawnymi. W nocnych nalotach policja aresztuje uczestników kampanii nieposłuszeństwa obywatelskiego. Uruchomiono też specjalne linie telefoniczne do zbierania donosów na osoby nawołujące do strajków.

Autor:momo\mtom

Źródło: PAP, Reuters

Tagi:
Raporty: