Media: rosyjski ślad we francuskich protestach

TVN24


W związku z protestami we Francji zorganizowanymi przez ogólnokrajowy ruch tak zwanych "żółtych kamizelek" francuskie władze zarządziły pilną weryfikację niektórych kont na Twitterze. Zdaniem brytyjskiego dziennika "The Times", rosyjskie służby za pośrednictwem tego portalu społecznościowego podsycają emocje wokół wciąż trwających protestów.

Przypuszcza się, że około 200 kont na Twitterze aktywnie rozprzestrzenia nieprawdziwe wiadomości (tak zwane fake news) i nagłaśnia treści mające na celu eskalację napięć społecznych nad Sekwaną. W ocenie brytyjskiego dziennika "The Times" fałszywe konta są kontrolowane przez rosyjskie służby specjalne.

Zadanie Sekretarza Generalnego

Zadanie sprawdzenia najbardziej agresywnych z punktu widzenia cyberbezpieczeństwa kont powierzono Sekretariatowi Generalnemu do spraw Obrony i Bezpieczeństwa (SGDSN). W sobotę eksperci wojskowi i policyjni z tego ośrodka zajmowali się kontami, na których pojawiły się szczególnie drastyczne zdjęcia osób - domniemanych uczestników ruchu "żółtych kamizelek" - które rzekomo zostały ranne w sobotnich starciach z policją.

W ocenie dziennika "The Times" fotografie te nie mają jednak nic wspólnego z wydarzeniami we Francji - ani ze starciami, do jakich doszło przed tygodniem, ani tym bardziej z tymi, które miały miejsce 8 grudnia.

Jak podkreślił minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner, "liczba rannych była dziś (w sobotę - red.) niższa niż przed tygodniem. Ucierpiało łącznie 135 osób, z czego 118 to cywile, a 17 przedstawiciele sił porządkowych".

Przed tygodniem rany odniosło 485 osób. Większość poszkodowanych stanowili przedstawiciele policji, żandarmerii, straży pożarnej i służby ochrony metra. Ich liczbę szacuje się na 284 osób, co znacznie przekracza liczbę rannych cywilów szacowaną na 201 osób.

Tak wysoki odsetek rannych wśród funkcjonariuszy należy wiązać z decyzją MSW sprzed tygodnia o dysproporcjonalnym użyciu sił porządkowych do ochrony siedziby prezydenta Francji oraz budynku Zgromadzenia Narodowego przy wysłaniu mniejszego stosunkowo kontyngentu do kontroli manifestacji.

Chaos, sprzeczne rozkazy

Funkcjonariusze nie zostali właściwie wykorzystani przed tygodniem. Panował chaos, rozkazy były sprzeczne i wydawane z opóźnieniem - twierdzi opozycja.

8 grudnia siły porządkowe były znacznie lepiej przygotowane. Do ochrony i czuwania nad bezpieczeństwem manifestacji antyrządowych, w których łącznie wzięło udział około 125 tysięcy "żółtych kamizelek" zmobilizowano 89 tysięcy funkcjonariuszy służb porządkowych w całej Francji. W Paryżu do akcji skierowano 8 tysięcy policjantów, żandarmów i ochroniarzy. Użyto również 14 bojowych transporterów opancerzonych (BTR), które znajdują się na stanie żandarmerii.

"Po raz pierwszy w historii Paryża tego typu pojazdy pojawiły się na paryskich bulwarach, koło Łuku Triumfalnego na avenue Friedland i ulicy Rivoli" - zauważa w komentarzu agencja AFP.

Oprócz Paryża przypominający pospolite ruszenie ruch "żółtych kamizelek" zmobilizował do wyjścia na ulice kilka tysięcy demonstrantów w Bordeaux, gdzie pod koniec spokojnego początkowo marszu doszło do gwałtownych zamieszek, a także w Tuluzie, gdzie policja próbowała zaprowadzić porządek w centrum miasta używając gazu łzawiącego wobec "żółtych kamizelek" protestujących przeciw podniesieniu podatków i licealistów niezadowolonych z reformy egzaminu maturalnego.

Zamknięte stacje metra, zamknięta Wieża Eiffla

W Nantes manifestowało około 3 tysiące przedstawicieli ruchu, w Marsylii 2 tysiące (oprócz 10 tysięcy manifestujących przeciw polityce klimatycznej ONZ), w Montpellier - 600, a w Nicei - 500 osób.

Jak ocenił szef ministerstwa spraw wewnętrznych Francji Christophe Castaner sobotnie protesty były łagodniejsze niż przed tygodniem i mniej liczebne. Udało się je wziąć "pod kontrolę" - zapewnił.

Minister podał, że w Paryżu w sobotę demonstrowało około 10 tysięcy "żółtych kamizelek". Ponownie podpalano samochody, atakowano sklepy i próbowano wznosić uliczne barykady. Doszło do starć demonstrujących z policją.

Na polecenie policji zamknięto w sobotę liczne stacje paryskiego metra, przez które pociągi przejeżdżały bez zatrzymywania się. Mimo przedświątecznego sezonu nie otwarto dla klientów kilku znanych placówek handlowych, jak dom towarowy Galeries Lafayette. Zamknięto dla zwiedzających również Wieżę Eiffla.

Policja przesłuchała łącznie 1385 osób, zatrzymano 974.

Do demonstracji doszło pomimo wycofania się rządu z zapowiadanej podwyżki akcyzy na paliwo.

Przemówienie prezydenta

Premier francuskiego rządu Edouard Philippe wyraził w sobotę nadzieję, że pojawiła się szansa, by zasypać głębokie podziały, jakie zaznaczyły się w związku z protestami obywatelskimi, których symbolem są żółte kamizelki, jakie każdy francuski kierowca ma w swoim samochodzie.

- Nadeszła pora, by rozpocząć dialog - oświadczył.

W poniedziałek do narodu ma przemówić prezydent Republiki Francuskiej Emmanuel Macron, który od początku protestów nie ustosunkował się do nich, lekceważąc - jak twierdzi opozycja - szeroki ruch protestu, który, jeśli nadal będzie przezeń ignorowany, może doprowadzić do głębokich zmian na francuskiej scenie politycznej i osłabienia pozycji samego Macrona.

Autor: kz//now / Źródło: PAP

Raporty: