Twierdzili, że są niewinni. Sąd ich nie wysłuchał, ścięto im głowy

TVN24

Wyroki śmierci wykonuje się w Arabii Saudyjskiej zgodnie z zaleceniami szariatu (rozmowa z września 2015 roku)TVN24 Biznes i Świat
wideo 2/2

W tym tygodniu Arabia Saudyjska przeprowadziła jedną z największych masowych egzekucji w historii tego kraju. Na długo przed tym, nim wykonano wyroki śmierci, część z 37 skazańców zwróciła się z błagalnym apelem do sądów, by oszczędzono ich życie. Wielu z nich przekonywało o swojej niewinności i twierdziło, że ich zeznania zostały sfałszowane lub wymuszone torturami - pisze CNN.

We wtorek saudyjskie MSW podało, że Arabia Saudyjska przeprowadziła egzekucję 37 swoich obywateli skazanych na karę śmierci w związku z terroryzmem. Skazani pochodzili z różnych stron kraju: Mekki, Medyny, Asiru oraz zamieszkanych przez szyitów Prowincji Wschodniej i Al-Kasim.

Sfałszowane zeznania?

Wielu z nich twierdziło, że są niewinni. Przekonywali, że zeznania, w których rzekomo przyznają się do zarzucanych im czynów zostały napisane przez tych samych ludzi, którzy ich torturowali. Niektórzy twierdzili, że mają dowody na nadużycia ze strony przesłuchujących.

Jak wynika z dokumentów sądowych jeden ze skazańców przysiągł lojalność wobec króla Salmana i jego syna Mohammeda, w nadziei na łagodniejszy wyrok sądu.

Jak pisze CNN, żaden z tych argumentów nie przekonał sędziów. Wszystkim skazańcom ścięto głowy. Ciało jednego z mężczyzn po egzekucji zostało ukrzyżowane i wystawione na publiczny widok, by stanowić przestrogę dla innych.

CNN uzyskał wgląd w liczące setki stron sądowe dokumenty z trzech procesów, które miały miejsce w 2016 roku i dotyczyły 25 skazanych. Jak wynika z nich, 11 mężczyzn uznano za winnych szpiegowania na rzecz Iranu - największego wroga Arabii Saudyjskiej. Pozostałych 14 zostało skazanych za organizowanie "terrorystycznych komórek" podczas społecznych protestów w zdominowanym przez szyitów mieście Awamiya, które miały miejsce w 2011 i 2012 roku.

Skazani za udział w protestach

Najmłodszy ze skazanych, Abdulkareem al-Hawaj, był oskarżany o udział w tamtych gwałtownych protestach. Gdy trwały zamieszki, miał 16 lat. Skazanie go na karę śmierci wywołało międzynarodowy sprzeciw. Narody Zjednoczone apelowały do Rijadu o złagodzenie wyroku, jednak bezskutecznie.

Nieco starszy był Mujtaba al-Sweikat. W czasie protestów, które doprowadziły do jego aresztu w 2012 roku miał 17 lat. Został zatrzymany na lotnisku w Dammam, gdzie czekał na samolot do Stanów Zjednoczonych.

Dla władz w Rijadzie procesy osób oskarżanych o udział w tamtych zamieszkach to zamknięta sprawa - pisze CNN, który rozmawiał z przedstawicielem saudyjskiego rządu. Stwierdził on, że oskarżeni przyznali się do winy i "sprawiedliwości stało się zadość".

Gdy w 2017 roku ONZ wyrażała obawy, że saudyjscy śledczy stosują tortury wobec przesłuchiwanych, Rijad wydał specjalne oświadczenie w tej sprawie.

Odpierał w nim zarzuty organizacji i zwracał uwagę, że skazani przyznali się do winy przed sądem.

"To nie są moje słowa"

Jednak, jak wynika z dokumentów, do których dotarł CNN, wielu z oskarżonych wielokrotnie twierdziło w sądzie, że ich zeznania zostały zafałszowane lub wymuszone torturami.

- To nie są moje słowa - miał powiedzieć w sądzie jeden ze skazanych, Munir al-Adam, odnosząc się do treści swoich rzekomych zeznań. - Nic nie napisałem. To oszczerstwo napisane przez przesłuchującego własnymi rękami - twierdził, cytowany w dokumentach.

Większość mężczyzn poddanych we wtorek egzekucjom to szyici, którzy w sunnickim królestwie stanowią mniejszość. Przedstawiciele tego wyznania od dawna protestowali przeciwko ich politycznej i ekonomicznej marginalizacji w Arabii Saudyjskiej.

Autor: momo//plw / Źródło: CNN

Źródło zdjęcia głównego: sxc.hu