Świat

Majdanowcy obok oligarchów? To działa. Partia Poroszenki faworytem wyborów na Ukrainie

Świat

[object Object]
W niedzielę odbędą się na Ukrainie wybory parlamentarnetvn24
wideo 2/13

Dziś wybory na Ukrainie. Partia prezydenta wygra je w cuglach. Wskazują na to wszystkie sondaże. Blok Petra Poroszenki (BPP) będzie główną siłą prozachodniej koalicji, która sformuje po wyborach nowy rząd. A może koalicjant nie będzie nawet potrzebny?

Partia prezydencka nie ma godnych siebie rywali. Publikowane kilka dni przed wyborami badania opinii publicznej wskazywały, że największe poparcie zdobędzie w nich Blok Petra Poroszenki, który może uzyskać nawet 30 proc. głosów. Choć są też i takie badania, które mówią o ok. 20 proc. Tak czy owak Blok ma ogromną przewagę nad konkurencją.

Premia prezydencka

Niewątpliwie siła Bloku wynika wprost z pozycji i popularności Poroszenki. Ugrupowanie powstało w 2001 r. jako Partia Solidarność. Prezydencki triumf lidera pociągnął w górę i jego partię, wcześniej o marginalnym znaczeniu. W sierpniu 2014 została przemianowana na Blok Petra Poroszenki, by jeszcze mocniej wygrać stanowisko jej lidera. Przyjęcie na listy kandydatów partii UDAR na mocy porozumienia z Kliczką oddało Blokowi na potrzeby kampanii – co bardzo ważne - partyjne struktury partnera.

Szefem partii został Jurij Łucenko, ale faktycznym liderem pozostaje Poroszenko. To jego popularność i jego działania są głównym atutem BPP. Tak było z przeforsowaniem lustracji i ustaw antykorupcyjnych. Choć partia, trzymając się zresztą stanowiska prezydenta, opowiada się za pokojowym rozwiązaniem konfliktu w Donbasie, to pokazywanie się Poroszenki w wojskowym mundurze, dymisja niepopularnego ministra obrony i wstawienie na listy wielu wojskowych i weteranów z Donbasu, ma zapewnić Blokowi wyborców "patriotycznych". Zarazem Poroszenko wzywa wszystkie prozachodnie siły do skupienia się wokół niego. Nie histeryzuje, w mediach pokazuje się niezbyt często, ale zawsze jest to starannie przygotowane. Umiarkowaniem i spokojem ma przyciągać elektorat w czasach niestabilnych. Nie można też zapominać, że część obecnego elektoratu BPP to ludzie, którzy wcześniej głosowali na Partię Regionów. To wyborcy mało zorientowani politycznie, sprzyjający zawsze aktualnej władzy.

Blok ma program chadecki, głosi hasła zbliżenia Ukrainy z UE, opowiada się za ustrojem parlamentarno-prezydenckim i oczyszczeniem państwa (lustracja, walka z korupcją). BPP opowiada się też za decentralizacją władzy, prawami dla mniejszości narodowych.

Wybuchowa mieszanka

Choć liderem partii jest Łucenko, to numer 1 na liście przypadł Witalijowi Kliczce, liderowi sprzymierzonego UDAR, merowi Kijowa, który nie zamierza wchodzić do parlamentu. Jego celem ma być tylko zebranie jak największej liczby głosów dla listy BPP. Drugi na liście Jurij Łucenko to były szef MSW i były sojusznik Tymoszenko, jeden z organizatorów Majdanu. Nr 3 to Olha Bohomolec – znana lekarka, która organizowała służbę medyczną Majdanu. Nr 4 to Wołodymyr Hrojsman, pierwszy wicepremier, były mer Winnicy, typowany na następcę Jaceniuka na stanowisku szefa nowego rządu.

W pierwszej dziesiątce Krym reprezentują Mustafa Dżemilew i słynny pułkownik Jurij Mamczur. Dżemilew to legendarny lider Tatarów krymskich, obecnie z zakazem wjazdu na okupowany przez Rosjan półwysep. Płk Mamczur w marcu na lotnisku Belbek poprowadził swoich ludzi pod flagą ukraińską i z hymnem na ustach w stronę pozycji rosyjskich. Z rządu na liście BPP jest jeszcze minister nauki Serhij Kwit (nr 11). Jest też człowiek oligarchy Ihora Kołomojskiego, szef administracji obwodowej w Odessie, Ihor Palica (nr 34). Na liście prezydenckiej są też jeszcze inni aktywiści Majdanu, jak np. Mustafa Nayem, który w czasie rewolucji zasłynął informacjami i zdjęciami udostępnianymi na jego profilu na Facebooku. Mówi się, że to jego facebookowa inicjatywa po tym, jak 21 listopada Janukowycz ostatecznie odmówił podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE, dała początek protestom. Z listy prezydenckiej startuje też Serhij Leszczenko, dziennikarz śledczy "Ukraińskiej Prawdy".

Już wszystko podzielili?

Na liście BPP, nazywanego "partią pokoju", są więc działacze Majdanu, weterani operacji antyterrorystycznej, ale też ludzie oligarchów, lokalni baronowie (np. trzech braci Bałohów z Zakarpacia), a nawet byli politycy PRU, czyli Partii Regionów obalonego prezydenta Wiktora Janukowycza. Najpierw Poroszenko "wchłonął" UDAR, zawierając porozumienie z Witalijem Kliczką i nieformalnym sponsorem partii Dmytro Firtaszem (klan gazowy). Kliczko i Poroszenko wymienili się poparciem, w efekcie czego jeden z łatwością został prezydentem kraju, a drugi merem stolicy. Wielu ludzi UDAR trafiło na listy BPP, w tym ludzie oligarchy Firtasza. Drugi oligarcha reprezentowany na liście BPP to Ihor Kołomojski. Generalnie, na liście Bloku biznesmenów i ludzi oligarchów jest dużo więcej, niż u rywali. Ale żeby nie bić tym po oczach, są oni na dalszych miejscach, jak np. Ihor Palica (nr 34).

Poroszenko zawarł też pakt o nieagresji ze Swobodą. Ma też podobno tajną umowę z Frontem Ludowym – po wyborach ten ostatni ma się stać młodszym partnerem Bloku Poroszenki w koalicji. Przy ostatnich sondażach powinno to dać większość w parlamencie. Choć nie jest pewne, czy Jaceniuk zachowałby stanowisko premiera. Tym bardziej, że prawdopodobne jest, iż wraz z deputowanymi wybranymi w okręgach jednomandatowych, partia Poroszenki uzyska samodzielną większość w parlamencie.

Autor: //gak / Źródło: tvn24.pl

Raporty: