Mahsa Movafegh, Iranka mieszkająca od kilkunastu lat w Polsce, mówiła w TVN24 o sytuacji w jej ojczystym kraju po rozpoczęciu amerykańsko-izraelskich nalotów oraz o nastrojach wśród Irańczyków. W niedzielę strona irańska potwierdziła śmierć najwyższego przywódcy duchowo-politycznego Alego Chameneiego.
Już wcześniej, gdy pojawiły się doniesienia na ten temat, część mieszkańców wyszła na ulice, wyrażając radość i poparcie dla interwencji w ich kraju.
"Jedynie to mogło być końcem naszego upokorzenia"
Movafegh mówiła o zachowaniu reżimy wobec reakcji obywateli. - Irański reżim wczorajszym wieczorem po raz kolejny pięknie pokazał swoją postawę, bo w momencie, gdy Irańczycy wychodzili na ulice, żeby tańczyć i świętować koniec swojego upokorzenia, to oni po raz kolejny wystrzelali moich rodaków w dwóch miastach, wprowadzili stan wojenny i ogłosili, że po godzinie 20 nie można z domu wychodzić. Czyli nawet w stanie wojennym priorytetem tego reżimu jest zabijanie swoich ludzi - powiedziała.
Przekazała, że strzelano do tych, którzy "byli na ulicy i świętowali koniec swojego upokorzenia".
Kobieta przyznała, że niektórzy mogą się dziwić, że Irańczycy popierają interwencję, ale - jak oceniła - "jedynie to mogło być końcem naszego upokorzenia".
Iranka: liczymy na to, że więźniowie zostaną uwolnienia
Movafegh mówiła też o tym, jak wygląda sytuacja w kraju. - Ludzie starają się dostosowywać do porad Trumpa, ponieważ on głośno i jasno powiedział, żeby zostać w domach, że oni będą strzelać tylko do miejsc strategicznych - wspominała.
Zaznaczyła, że "nawet w tej chwili mogą zginąć cywile". - Nie zmienia to faktu, że my ich mnóstwo straciliśmy przez ostatni miesiąc i przez ostatnie pięć dekad tej masakry, które miały miejsce w Iranie - stwierdziła
Mówiła też o nadziejach. - Mamy mnóstwo więźniów politycznych i więźniów sumienia. Liczymy na to, że zostaną uwolnieni i nasza społeczność będzie miała wpływ na naszą przyszłość - powiedziała.