Literówka w nazwisku, brak współpracy. Raport: Zamachu w Bostonie można było uniknąć

TVN24

FBIBracia Carnajewowie uchwyceni przez kamerę przed podłożeniem bomb

"Poważne luki" w działaniach antyterrorystycznych, brak współpracy pomiędzy agencjami, zbagatelizowanie jasnych sygnałów zarzuca amerykańskim służbom raport Kongresu po zamachu bombowym na mecie Maratonu Bostońskiego w kwietniu ubiegłego roku. Podejrzani o jego przeprowadzenie są dwaj bracia Carnajewowie, z których jeden nie żyje, a drugi czeka na proces. "Większa wymiana informacji mogła zmienić bieg wydarzeń" - napisano w dokumencie.

Komisja ds. Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Izbie Reprezentantów w swoim raporcie stwierdza, że zamachu można było uniknąć, i określa to mianem "straconych szans". W zamachu w trakcie Maratonu Bostońskiego zginęły 3 osoby, a ponad 260 zostało rannych.

Dwaj czeczeńscy bracia mieszkający w Bostonie: Tamerlan i Dżochar Carnajew są podejrzani o zamach bombowy na trasie maratonu w tym mieście z 15 kwietnia 2013. 23-letni Tamerlan zginął w wymianie ognia z policją kilka dni po tym wydarzeniu. Młodszy z braci został ranny, a potem aresztowany. Oczekuje na proces, który ma rozpocząć się z listopadzie. Jeśli zostanie uznany winnym, może czekać go nawet kara śmierci.

Szereg przeoczeń

- Ten poparty przez obie partie raport skupia się na tym, jak dowody na przypuszczalne intencje zamachowców miały się do informacji przekazywanych pomiędzy lokalnymi, stanowymi i narodowymi agencjami oraz jak przypadki i wskazówki zostały przeoczone - powiedział Michael McCaul, szef Komisji.

Komitet badał zachowanie służb po tym, jak Rosja ostrzegła w 2011 roku, że Tamerlan Carnajew silnie się zradykalizował i może wrócić do Rosji, żeby przyłączyć się do lokalnych ekstremistów. Po tym ostrzeżeniu władze federalne i lokalne wszczęły śledztwo, w ramach którego sprawdzono rządowe bazy danych, przesłuchano samego chłopaka i jego rodziców. Nie znaleziono dowodów na jego terrorystyczną działalność.

Ostrzeżenie przesłano wtedy także do Urzędu ds. ochrony granic, by służby miały oko na to, czy chłopak opuszcza lub ponownie wraca do Stanów Zjednoczonych.

"No Fly List" bez Carnajewa

Mimo to Carnajew w styczniu 2012 roku z lotniska JFK w Nowym Jorku udał się do Moskwy, a jego wylotu nie poprzedziła szczegółowa kontrola czy wywiad. Raport mówi, że nie ma śladu po tym, żeby Urząd w jakikolwiek sposób dokonał sprawdzenia pasażera. Carnajewa nie było po prostu na liście zakazującej opuszczania Stanów Zjednoczonych (tzw. "No Fly List").

Carnajew spędził blisko 6 miesięcy w Dagestanie (południowy zachód Rosji), który to wyjazd - zdaniem amerykańskiego wywiadu - odegrał olbrzymią rolę w jego radykalizacji. Mężczyzna wrócił do USA 17 czerwca 2012 roku. Raport mówi, że nie ma żadnego sygnału, że ten fakt został przekazany pomiędzy agencjami, a sam Carnajew nie był zatrzymany, ani przesłuchany po lądowaniu w Stanach Zjednoczonych.

Literówka, filmy w sieci

Co więcej, nazwisko Carnajewa w jednym z ostrzeżeń wydanych później przez służby zostało przeinaczone, co uniemożliwiło jego identyfikację (Tsarnayev zamiast Tsarnaev).

Służbom umknęło także to, że po powrocie z Dagestanu, Carnajew zaczął wrzucać do sieci "nagrania o charakterze ekstremistycznym". Według raportu, gdyby podjęto decyzję o wszczęciu choćby postępowania przygotowawczego, to udałoby się wychwycić silne zradykalizowanie się mężczyzny.

Autor: pk//gak / Źródło: Reuters

Źródło zdjęcia głównego: FBI

Raporty: