Liczba ofiar rośnie. Sprzeczne informacje z Teheranu

TVN24

Aktualizacja:

Z ogarniętego powyborczymi protestami Iranu dochodzą sprzeczne informacje o ofiarach. Telewizja państwowa, nazywając przeciwników władzy "grupami terrorystycznymi", najpierw doniosła o 13 ofiarach pożaru meczetu, by kilkanaście minut później wycofać się z tej informacji. Z kolei według CNN, w ciągu siedmiu dni protestów powyborczych w Iranie zginęło już 19 osób.

Opisy sobotnich protestów przedstawiane przez zachodnie i irańskie media różnią się między sobą.

Irańska angielskojęzyczna Press TV mówi o "wichrzycielach", którzy podpalili meczet, co spowodowało śmierć "kilku osób". - Wczoraj wichrzyciele spalili meczet(...) i niestety kilku naszych obywateli poniosło śmierć - poinformowano w telewizji.

Te same "grupy" miał podpalić także dwie stacje benzynowe i posterunek wojskowy. Ilustracją do informacji były zdjęcia spalonego budynku, na których było go widać za dnia, co oznacza, że pożar musiał nastąpić przed wieczorną modlitwą.

"Terroryści trenowani przez Brytyjczyków"

- Obecność terrorystów i

Obecność terrorystów i użycie przez nich broni palnej oraz środków wybuchowych była namacalna we wczorajszych zamieszkach w dzielnicach Enkelab i Azadi irańska telewizja

Jak dodał, między demonstrujących "przeniknęli" członkowie organizacji Mudżahedini Ludowi. Oficjalna agencja Irna poinformowała wcześniej o aresztowaniu niesprecyzowanej liczby członków tej działającej na uchodźstwie opozycyjnej organizacji.

Według irańskiej telewizji aresztowane osoby przyjechały do Iranu po przejściu szkolenia w sąsiednim Iraku, a ich działaniami kierował "sztab operacyjny" w Wielkiej Brytanii.

Telewizja się wycofuje

Kilkanaście minut po podaniu wiadomości o ofiarach w meczecie, irańska telewizja wycofała się z informacji o ofiarach śmiertelnych w meczecie. Podała za to, że w sobotnich starciach z policją zginęło 10 osób, a 100 zostało rannych.

Zabijają także kobiety

Walki w Teheranie opisują dokładniej zachodnie media. Policja użyła przeciw demonstrującym gazu łzawiącego, armatek wodnych, biła ich pałkami. Padły też strzały.

Na ulicach w pobliżu Placu Rewolucji w Teheranie płonęły opony i śmietniki, rzucano kamienie, rozbijano szyby. Paramilitarna milicja Basidż po raz kolejny dokonała nalotów na prywatne domy, położone w zamożnych dzielnicach.

Protestujący krzyczeli „Śmierć Chameneiemu” i „ Zabiję tego, kto zabił mego brata.” To ostatnie zawołanie datuje się jeszcze z czasów rewolucji irańskiej z 1979, która obaliła szacha Mohammada Rezę Pahlawiego , a ustanowiła republikę islamską.

Wstrząsające zdjęcia

W internecie pojawiły się co najmniej dwa różne filmy pokazujące młodą kobietę, zabitą przez milicję Basidż. Według opisów do jednego z filmów, dziewczyna zmarła wkrótce po postrzale, a wydarzenie to miało miejsce w dzielnicy Amirabad w centrum Teheranu.

Ujęcia, które wycięliśmy z tego amatorskiego wideo pokazują kobieta leży na ziemi we krwi, a grupa ludzie próbuje jej pomóc.

W szpitalu na rannych czekają siły bezpieczeństwa

Na strony portali społecznościowych w internecie dodawane są filmy dokumentujące krwawiących rannych, mężczyzn i kobiety w tłumie protestujących. Odgłosy strzałów, chaos na ulicach.

Wielu rannych i pobitych Irańczyków, którzy szukają pomocy w szpitalach, trafia tam prosto w ręce sił bezpieczeństwa. Ranni pobici na demonstracjach są wtedy aresztowani – alarmuje Międzynarodowa Kampania na rzecz Praw Człowieka w Iranie. Część osób szuka pomocy w zagranicznych ambasadach.

Liczba ofiar nieznana

Łącznie w ciągu ostatnich siedmiu dni, według CNN, zginęło 19 osób. Ofiar może być jednak znacznie więcej – nieoficjalne dane, do których dotarła telewizja CNN, mówią o 150 zabitych.

Jak podkreśla amerykańska telewizja, niezwykle trudno jest uzyskać wiarygodne informacje o tym co się dzieje w Iranie. Ministerstwo Kultury nałożyło na zagraniczne media zakaz relacji o demonstracjach, chyba że uzyskają zezwolenie władz.

Mir Hosejn Musawi - dziś to my jesteśmy mediami

Opozycja ciągle w walce z władzą używa internetu. Jestem "gotowy na męczeństwo" – taki post można przeczytać na stronie Musawiego na Facebooku. Wpisy zachęcają, by "protestować", i "nie iść do pracy". – Dziś to my jesteśmy mediami – To wasze zadanie, by informować i żeby podtrzymywać nadzieję – głosi post.

To wezwanie można odczytać jako odpowiedź na pogróżki duchowego przywódcy Iranu ajatollaha Alego Chameneiego. Chamenei ostrzegał opozycję stojącą na czele manifestacji przeciwko reelekcji Ahmadineżada, że jej "ekstremizm" może doprowadzić do przemocy i rozlewu krwi.

Opozycja wzywa do anulowania wyborów

Wpis, przypisywany Musawiemu, powtarza wcześniejsze jego żądania, by odbyły się nowe wybory, które będą nadzorowane przez niezależną komisję.

Irański rząd poinformował w sobotę, że wobec zarzutów nieprawidłowości wyborczych jest gotowa ponownie przeliczyć 10 proc. przypadkowych głosów. Agencja rządowa, która odpowiada za wybory, Rada Strażników, stwierdziła, że otrzymała ponad 600 skarg na nieprawidłowości wyborcze dotyczące wszystkich trzech kandydatów.

Protestują przez ponad tydzień

Od zeszłej soboty, pomimo zakazu zgromadzeń, zwolennicy Hosejna Musawiego codziennie protestują na ulicach Teheranu, domagając się unieważnienia wyników wyborów. Według danych ministerstwa spraw wewnętrznych wybory z ubiegłego piątku wygrał urzędujący irański prezydent Mahmud Ahmadineżad, zdobywając ok. 63 proc. poparcia, a na Musawiego głosowało ok. 34 proc. elektoratu

Źródło: CNN, PAP