Świat

Ławrow: Chcą dostępu do miejsca upadku boeinga? Niech zaproszą nasze siły pokojowe

Świat

Ławrow: rosyjskie siły pokojowe zapewnią bezpieczeństwo w strefie wokół miejsca katastrofy boeinga

- Niech Rada Bezpieczeństwa ONZ poprosi nas o wysłanie tam sił pokojowych - tak Siergiej Ławrow reaguje na apele Zachodu o zapewnienie bezpiecznego dostępu do miejsca upadku malezyjskiego boeinga. Wicepremier Ukrainy Wołodymyr Hrojsman oświadczył, że Kijów nie będzie prowadził walki zbrojnej o ten rejon.

Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow przebywał w środę z wizytą w Tadżykistanie. Podczas spotkania z młodymi dyplomatami w Duszanbe odniósł się do sprawy dostępu ekspertów do miejsca katastrofy MH17.

Misji Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) oraz ekspertom z Holandii po raz kolejny nie udało się w środę dotrzeć na miejsce katastrofy malezyjskiego Boeinga 777, który rozbił się 17 lipca na wschodniej Ukrainie. Wysłanników OBWE, którzy udawali się w rejon tragedii, zatrzymali prorosyjscy rebelianci.

Sarkazm czy na serio?

- Kiedy słyszymy, na tle oczywistych faktów, wezwania do Rosji, by zapewniła dostęp międzynarodowych ekspertów do miejsca katastrofy, po prostu nie mogę zareagować inaczej niż zaproponować, by Rada Bezpieczeństwa przegłosowała rezolucję - stwierdził Ławrow w Duszanbe.

- Jeśli są pewni, że tylko Rosja może tego dokonać, niech podejmie decyzję o zaproszeniu Rosji, by użyła swoich sił pokojowych i stworzyła strefę bezpieczeństwa wokół miejsca katastrofy. Jeśli już niczego innego nie można zdziałać z władzami w Kijowie. To, oczywiście, taka propozycja, wysnuta z absurdalności obecnej sytuacji, ale absurdalność też powinna mieć swoje granice - powiedział szef MSZ Rosji.

W sieci już zaczęły pojawiać się zdjęcia rosyjskich sił pokojowych pod granicą z Ukrainą, m.in. w Biełgorodzie, położonym ok. 40 km na północ od granicy z Ukrainą.

Hrojsman: nie będzie natarcia

- Nie mamy zamiaru odzyskiwać kontroli nad terytorium, gdzie rozbił się samolot, przy pomocy środków wojskowych – powiedział z kolei w Kijowie wicepremier Wołodymyr Hrojsman. Dodał, że w czwartek ukraińska delegacja uda się na Białoruś, gdzie w ramach grupy kontaktowej ds. rozwiązania kryzysu na wschodzie Ukrainy omówi warunki pracy ekspertów na tym terenie.

- Jutro Ukraina będzie wymagała udzielenia ekspertom międzynarodowym dostępu do miejsca, w którym rozbił się samolot – powiedział. Wyraził nadzieję, że po tym spotkaniu eksperci będą mogli przystąpić do pracy jeszcze w czwartek. Wicepremier przekonywał, że ukraińska armia nie prowadzi w miejscu katastrofy boeinga działań wojennych, co można sprawdzić przy pomocy samolotów bezzałogowych. - Bojownicy i terroryści nie powinni utrudniać prowadzenia śledztwa. Kropka. Misja międzynarodowa wyjeżdżała tam dwa razy. Dwa razy była zatrzymywana. Rozumiemy, że eksperci najpierw są zachęcani (przez separatystów), by tam jechać, a potem inscenizowana jest strzelanina i każe im się wracać. I ten problem należy rozwiązać – zaznaczył Hrojsman. W czwartek rano separatyści nie dopuścili na miejsce katastrofy misji OBWE oraz ekspertów z Holandii; oświadczyli, że trwają tam walki z siłami ukraińskimi. Jeden z przywódców rebeliantów z tzw. Donieckiej Republiki Ludowej Andriej Purgin ogłosił następnie, że jego podwładni gotowi są pozwolić na zbadanie miejsca tragedii, jednak pod warunkiem, że wojska ukraińskie wstrzymają ataki. - Jesteśmy gotowi do rozmów, ale władze ukraińskie nie wstrzymały ognia, a nawet używają przeciwko cywilom lotnictwa i systemów rakietowych Grad oraz zakazanych konwencjami pocisków zapalających i kasetowych. Ukraińskie władze kontynuują w ten sposób eskalację konfliktu - oświadczył Purgin.

Niebezpiecznie wokół miejsca katastrofy

Misji Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) oraz ekspertom z Holandii po raz kolejny nie udało się w środę dotrzeć na miejsce katastrofy malezyjskiego Boeinga 777, który rozbił się 17 lipca na wschodniej Ukrainie. Wysłanników OBWE, którzy udawali się w rejon tragedii, zatrzymali prorosyjscy rebelianci, którzy walczą w tym regionie z siłami rządowymi Ukrainy. Holendrzy oświadczyli z kolei, że sytuacja jest zbyt niebezpieczna, by prowadzić tam poszukiwania – podały obecne na miejscu media. Samolot malezyjskich linii lotniczych, zestrzelony najprawdopodobniej rakietą ziemia-powietrze, spadł w okolicach miasta Torez w obwodzie donieckim. W środę rzecznik ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Andrij Łysenko poinformował, że okolice katastrofy zostały zaminowane przez rebeliantów. We wtorek separatyści oskarżyli OBWE, że służy interesom USA i Ukrainy i zagrozili, że zamkną jej przedstawicielom dostęp do miejsca tragedii. Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko ogłosił tego dnia, że jego kraj jednostronnie wstrzyma ogień w 20-kilometrowej strefie walk z separatystami, gdzie rozbił się malezyjski samolot, i wyraził nadzieję, że podobną decyzję podejmie strona przeciwna. W wyniku katastrofy zginęło 298 osób, wśród nich 193 Holendrów, 43 Malezyjczyków i 28 Australijczyków. Do tej pory do Holandii przewieziono ponad 200 ciał. Szczątki pozostałych ofiar i ich rzeczy osobiste nadal leżą na polu w okolicach miasta Torez.

Jacek Czaputowicz o szczycie czwórki normandzkiej w Paryżutvn24
wideo 2/23

Autor: asz//kdj,gak / Źródło: PAP, RIA Nowosti

Źródło zdjęcia głównego: mil.ru

Raporty: