TVN24 | Świat

Kryzys w Kazachstanie. Media: dowód, że Putin nie wszystko kontroluje

TVN24 | Świat

Autor:
momo
Źródło:
PAP
Strachota: wydaje mi się, że ofiary w Ałmaty będziemy liczyć w setkach lub tysiącach
Strachota: wydaje mi się, że ofiary w Ałmaty będziemy liczyć w setkach lub tysiącachTVN24
wideo 2/3
Protesty w Kazachstanie

Kryzys w Kazachstanie psuje szyki prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi, bo wpływy w najbliższym sąsiedztwie nie są tak mocne, jak sądził - ocenia w czwartek brytyjska prasa. Zaznacza jednocześnie, że problemy kazachskich władz nie oznaczają bezpośredniego zagrożenia dla pozycji rosyjskiego przywódcy w jego własnym kraju.

W Kazachstanie od 2 stycznia trwają gwałtowne protesty, wywołane podwyżką ceny gazu LNG. Media informują o dziesiątkach zabitych. Ministerstwo zdrowia Kazachstanu w czwartek podało, że w zamieszkach ucierpiało ponad tysiąc osób, prawie 400 trafiło do szpitala. 62 osoby przebywają na oddziałach intensywnej terapii. Zachodnie media mówią o "dziesiątkach zabitych", w tym kilkunastu funkcjonariuszach służb bezpieczeństwa.

Wydarzenia w Kazachstanie komentuje zagraniczna prasa.

"Granice sowieckich marzeń Putina"

"Niewiele ponad tydzień temu wydawało się, że Putin znów zapędził Zachód do narożnika. (...) Ale trwające obecnie zamieszki w Kazachstanie po raz kolejny ujawniają, że agresja Putina w regionie nie zawsze wynika z pozycji siły" - komentuje na łamach "Financial Times" szef amerykańskiego biura tej gazety Peter Spiegel.

Jak wyjaśnia, choć rosyjska propaganda będzie obwiniać zagranicznych agentów za nagły wybuch demonstracji, Kreml obawia się czegoś innego - że kazachskie protesty są najnowszym sygnałem, iż obywatele, którzy przez dziesięciolecia żyli w autokracji, w końcu mają dość.

Zwraca uwagę, że nie jest przypadkiem to, iż Putin rozpoczął ryzykancką grę wokół Ukrainy kilka miesięcy po podobnej rewolcie na Białorusi, gdzie liderzy opozycji byli bliscy obalenia po sfałszowanych wyborach reżimu Alaksandra Łukaszenki, a białoruscy protestujący, podobnie jak teraz ci z Kazachstanu, przywołali widmo "kolorowych rewolucji" z początku XXI wieku, które zwróciły Ukrainę i Gruzję w stronę Zachodu.

"W czasie wymachiwania szablą przez Putina łatwo jest zapomnieć, że jego ukraiński gambit może być produktem jego słabości, a nie siły. A Kazachowie przypomnieli światu, jak słaby może być uścisk Putina. (...) Po gruzińskiej rewolucji róż nastąpiła rok później pomarańczowa na Ukrainie. Po powstaniu na Białorusi rok później nastąpiło powstanie w Kazachstanie. Taka kombinacja może skłonić Putina do jeszcze większej eskalacji. Ale mieszkańcy Kazachstanu - i Białorusi, i Ukrainy, i Gruzji - już pokazali granice sowieckich marzeń Putina" - pisze Spiegel.

"Daily Telegraph": rewolucja w Kazachstanie jest szczególnie niepokojąca dla Putina

Na podobieństwa do zeszłorocznych wydarzeń na Białorusi i tych sprzed kilkunastu lat na Ukrainie zwraca uwagę też dziennik "Daily Telegraph". "Dla postsowieckich autokratów prawie całkowite załamanie się władzy państwowej w obliczu ogólnokrajowych protestów w Kazachstanie jest koszmarem. Jeden z sąsiadów Kazachstanu będzie przyglądał się temu ze szczególnym niepokojem. Władimir Putin ostro reaguje na rewolucje u byłych sowieckich sąsiadów Rosji. Postrzega je jako prowadzone przez CIA operacje specjalne mające na celu usunięcie jego sojuszników" - pisze gazeta.

Zwraca uwagę jednak, że rewolucja w Kazachstanie jest szczególnie niepokojąca dla Putina, bo wydawało się, że tamtejszy model jest wyjątkowo skuteczny. Były prezydent Nursułtan Nazarbajew kierował stosunkowo bogatym i stabilnym gospodarczo krajem, którego elita była niezwykle bogata i gdzie sprzeciw szybko tłumiono. "Nawet jego półemerytura w 2019 roku - gdy zrzekł się prezydentury na rzecz zaufanego sojusznika, ale zachował władzę w rękach, pozostając 'Ojcem Narodu' - była uważana za wzór dla starzejących się autokratów, którzy chcą bezpiecznie odsunąć się od codziennej polityki. Być może, jak sugeruje wielu komentatorów, była to strategia wyjścia dla samego Putina" - pisze "Daily Telegraph".

Dziennik uważa jednak za mało prawdopodobne, by nawet w przypadku upadku obecnego rządu Kazachstan wymknął się z orbity Moskwy i nie jest też rozsądne przewidywanie na podstawie tego kłopotów dla Putina wewnątrz kraju. Jak zauważa, problemy, przez które demonstranci zaczęli szturmować budynki rządowe, mają głębokie i specyficzne kazachskie korzenie, a Putin zabezpieczył się przed podobnymi wydarzeniami w Rosji.

Wskazuje, że wszystkich znaczących przywódców zorganizowanej opozycji uwięził lub zmusił do emigracji, utrzymuje siły bezpieczeństwa dobrze wyszkolone i dobrze opłacane, stara się też przestrzegać umowy społecznej w stylu sowieckim, która oferuje stabilność i zarobki w zamian za polityczny spokój, a jego administracja prezydencka uważnie śledzi badania opinii publicznej, co pozwala jej dostrzegać zmiany nastrojów społecznych.

Autor:momo

Źródło: PAP

Tagi:
Raporty: