Świat

Kryzys w Jemenie sparaliżuje amerykańskie operacje specjalne?

Świat


Pentagon przyznał, że niepokoje w Jemenie mają wpływ na zdolność prowadzenia przez USA działań antyterrorystycznych, ale zadeklarował, iż nie zaprzestał szkolenia wojsk tego kraju i nadal może tam realizować operacje przeciwko Al-Kaidzie.

- Jest oczywiste, że niestabilność polityczna w Jemenie ma wpływ na naszą zdolność prowadzenia działań antyterrorystycznych. Nadal podejmujemy tam pewne akcje szkoleniowe. Nadal mamy zdolność realizowania - w razie potrzeby własnymi siłami - operacji antyterrorystycznych na terytorium Jemenu - powiedział na konferencji prasowej rzecznik ministerstwa obrony, kontradmirał John Kirby.

Co z ambasadą w Jemenie?

Departament Stanu USA potwierdził we wtorek późnym wieczorem (czasu miejscowego), że zamknął amerykańską ambasadę w Jemenie i ewakuował jej pracowników z powodu panującego w tym kraju kryzysu politycznego oraz obaw o bezpieczeństwo.

Według dwóch przedstawicieli amerykańskiej administracji, na których powołuje się agencja AP, Jemen opuszczą też żołnierze piechoty morskiej odpowiedzialni za bezpieczeństwo ambasady w Sanie, ale na miejscu pozostaną amerykańskie siły uczestniczące w operacjach antyterrorystycznych.

W przeprowadzanych w Jemenie atakach amerykańskich samolotów bezzałogowych zginęło kilkudziesięciu domniemanych bojowników i przywódców Al-Kaidy Półwyspu Arabskiego (AQAP), którą USA uważają za najbardziej niebezpieczny odłam tej siatki terrorystycznej.

Huti przejmują władzę

Huti rozwiązali w piątek parlament Jemenu i zapowiedzieli utworzenie nowego rządu o charakterze przejściowym. Pod koniec stycznia kraj pogrążył się w politycznym chaosie, gdy rebelianci zajęli w Sanie pałac prezydencki i zamknęli prezydenta Abd ar-Raba Mansura al-Hadiego w areszcie domowym w jego rezydencji. W następstwie tych wydarzeń Hadi oraz premier Chalid Bahah podali się do dymisji.

Rebelianci opanowali Sanę we wrześniu 2014 roku. Na mocy wynegocjowanego przez ONZ porozumienia pokojowego zgodzili się wycofać ze stolicy, gdy powstanie nowy rząd jedności narodowej. Pozostali jednak w Sanie i dodatkowo zwiększyli od tamtej pory swą obecność na zamieszkanych głównie przez sunnitów terenach zachodniego i środkowego Jemenu.

Popierany przez Iran ruch Huti od lat żąda autonomii dla będących jego ostoją obszarów na północy Jemenu. Rebelianci zaprzeczają, jakoby mieli powiązania z władzami w Teheranie. Członkowie ruchu Huti są wyznawcami imamizmu - głównego szyickiego nurtu uznającego 12 imamów. Ugrupowanie bierze nazwę od Husejna Badra Edina al-Hutiego, zabitego przez wojsko we wrześniu 2004 roku.

Niespokojnie od Arabskiej Wiosny

Niestabilność Jemenu może mieć poważne reperkusje na arenie międzynarodowej. To najuboższe państwo arabskie ma długą i trudną do zabezpieczenia granicę z czołowym światowym eksporterem ropy Arabią Saudyjską oraz doświadcza na swym terytorium zbrojnej konfrontacji z Al-Kaidą Półwyspu Arabskiego (AQAP), uważaną przez USA za najbardziej niebezpieczny odłam tej siatki terrorystycznej.

W atakach bazujących w Jemenie amerykańskich samolotów bezzałogowych zginęło kilkudziesięciu domniemanych bojowników i przywódców AQAP, ale obecny zamęt w tym kraju może ułatwić islamistom planowanie i dokonywanie zamachów na cele zachodnie.

Dezorganizacja aparatu państwowego w liczącym 25 milionów mieszkańców Jemenie jest spuścizną po wieloletnich dyktatorskich rządach obalonego w 2011 roku przez społeczną rewoltę prezydenta Alego Abd Allaha Salaha.

Autor: pk\mtom / Źródło: PAP

Tagi:
Raporty: