Prezydent USA Donald Trump w pierwszych dniach wojny z Iranem wyraził oczekiwanie wsparcia ze strony europejskich sojuszników. Stany Zjednoczone zwracały się m.in. o możliwość wykorzystania baz wojskowych w Europie przez amerykańskie siły czy dostarczenie na Bliski Wschód systemów obrony przeciwrakietowej.
Europejscy przywódcy dystansowali się jednak od deklaracji ewentualnego zaangażowania militarnego. W kolejnych oświadczeniach skupiali się głównie na kwestiach związanych z koniecznością deeskalacji konfliktu i odblokowania cieśniny Ormuz. Prośby Białego Domu coraz częściej spotykały się ze stanowczym "nie" - zauważa CNN.
Z każdym kolejnym wpisem i wystąpieniem publicznym Trump nasila swoją krytykę wobec sojuszników NATO - podkreśla amerykańska stacja. Nazywał światowych przywódców "tchórzami", mówił, że popełniają "bardzo głupi błąd" i "czuje się nimi zawiedziony". Groził również skutkami dla trwałości sojuszu. Powtarzał przy tym deklaracje, że Stany Zjednoczone "niczego nie potrzebują" od NATO, ale "będą o tym pamiętać".
Zapytany przez "The Telegraph" o to, czy rozważy dalsze członkostwo USA w NATO po konflikcie na Bliskim Wschodzie, Trump odparł: - Ależ tak. Powiedziałbym nawet, że wykraczałoby to poza zwykłe rozważenie tej sprawy.
- Nigdy nie byłem szczególnie przekonany do NATO. Zawsze uważałem, że to papierowy tygrys - ciągnął. - Putin także to wie, nawiasem mówiąc - stwierdził Trump.
Trump "zadziwiająco niekonsekwentny"
Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer na początku wojny zapowiedział, że "nie da się wciągnąć w szerszy konflikt zbrojny", a priorytetem dla jego rządu jest bezpieczeństwo obywateli Wielkiej Brytanii na Bliskim Wschodzie. W marcu brytyjskie media ujawniły jednak, że Downing Street przygotowuje lotniskowiec Prince of Wales przed ewentualnym wysłaniem w rejon konfliktu. Starmer zapewniał też o gotowości brytyjskiego rządu do współpracy na rzecz odblokowania cieśniny Ormuz.
Mimo to Trump skrytykował Londyn za opóźnioną reakcję. "Wielka Brytania, nasz niegdyś wielki sojusznik, być może największy ze wszystkich, w końcu poważnie rozważa wysłanie dwóch lotniskowców na Bliski Wschód. Nie ma sprawy, premierze Starmer, nie potrzebujemy ich już - ale będziemy o tym pamiętać. Nie potrzebujemy ludzi, którzy dołączają do wojen, które już wygraliśmy!" - napisał Donald Trump na swojej platformie Truth Social 7 marca.
Zaledwie tydzień później po raz kolejny wyraził swoje niezadowolenie ze Starmera, bo nie zobowiązał się natychmiast udzielić pomocy USA.
Wielka Brytania poinformowała we wtorek o wysłaniu dodatkowych systemów obrony powietrznej do krajów Zatoki Perskiej, aby wesprzeć "zbiorową obronę sojuszników" w związku z "agresywnymi atakami Iranu rakietami i dronami" w regionie. Tego samego dnia Trump znów zaatakował w mediach społecznościowych sojusznika.
"Wszystkie kraje, które nie mogą zdobyć paliwa lotniczego z powodu cieśniny Ormuz, jak Wielka Brytania, która odmówiła udziału w dekapitacji Iranu, mam dla was sugestię: Po pierwsze, kupujcie od Stanów Zjednoczonych, mamy go mnóstwo, a po drugie, nabierzcie trochę odwagi, jedźcie do cieśniny i po prostu JE WEŹCIE. Musicie zacząć uczyć się walczyć o siebie, USA już wam nie pomogą, tak jak wy nie byliście z nami" - oświadczył Trump na Truth Social.
- Trump jest zadziwiająco niekonsekwentny w swojej krytyce (...) przechodzi od stwierdzenia "nie potrzebujemy wsparcia europejskich sojuszników" do "dlaczego nam nie pomogą, są niewdzięczni" - ocenił Kamil Zwolski, pracownik naukowy ds. terroryzmu i badań nad konfliktami w brytyjskim Royal United Services Institute (RUSI) w rozmowie z CNN.
Kluczowy sojusznik Trumpa "dołączył do chóru europejskich przywódców"
Paryż nie ogłaszał oficjalnie zakazu przelotu nad terytorium francuskim dla samolotów USA zaangażowanym w wojnę. Natomiast na początku marca Francja zezwoliła USA na lądowanie samolotów tankujących w bazie Istres koło Marsylii, po otrzymaniu gwarancji, że nie uczestniczą one w operacjach w Iranie. Reuters podał, że w ubiegły weekend Francja nie pozwoliła Izraelowi na wykorzystanie jej przestrzeni powietrznej do transportu broni amerykańskiej.
We wtorkowym wpisie Trump skrytykował stanowisko Paryża i ocenił, że "był bardzo niepomocny". Ostrzegł też, że USA "tego nie zapomną". Z kolei Pałac Elizejski oświadczył, że jest "zdumiony" wpisem prezydenta Stanów Zjednoczonych.
CNN zwraca też uwagę na "znamienne" stanowisko Włoch, które odrzuciły w tym tygodniu wniosek USA o zezwolenie na lądowanie samolotów w bazie wojskowej na Sycylii.
Agencja RAI poinformowała, że "plan (USA) został przekazany, gdy samoloty były już w locie, a kontrole wykazały, że nie były to normalne ani logistyczne loty, a zatem nie były objęte traktatem z Włochami". Rzecznik włoskiego ministerstwa obrony potwierdził te doniesienia w rozmowie z CNN, ale odmówił dalszego komentarza.
Rząd Giorgii Meloni to jeden z kluczowym sojuszników Trumpa w Europie. Biuro premierki oświadczyło, że "działają w pełnej zgodności z obowiązującymi porozumieniami międzynarodowymi". Według CNN ta odpowiedź na prośbę USA może oznaczać, że władze Włoch uważają "wszelkie ofensywne działania związane z atakami na Iran za niezgodne z prawem międzynarodowym".
Amerykańska stacja podkreśla, że tym samym Meloni "dołączyła do chóru europejskich przywódców", którzy uznali wojnę z Iranem za "nielegalną".
"Europejczycy, mówiąc, że ta wojna nie ma podstaw prawnych, mają na myśli to, że Organizacja Narodów Zjednoczonych jej nie zatwierdziła - nie było żadnego rozwiązania. Mają też na myśli to, że nie jest to wojna w samoobronie, ponieważ nie ma dowodów na rychły atak Iranu na USA lub Izrael" - wyjaśnił w rozmowie z CNN Zwolski.
Premier Hiszpanii Pedro Sanchez mówi o sytuacji na Bliskim Wschodzie otwartym tekstem, powtarzając swoje potępienie ataków USA i nieupoważniając do korzystania z hiszpańskich baz wojskowych ani przestrzeni powietrznej w związku z jakąkolwiek działalnością związaną z wojną w Iranie - przenalizowała stacja CNN.
Z kolei minister obrony Hiszpanii Margarita Robles Fernandez nazwała wojnę rozpoczętą przez USA i Izrael "głęboko nielegalną i niesprawiedliwą".
CNN zwraca uwagę, że mniej skłonne do otwartej krytyki ataku na Iran są państwa bałtyckie. Według amerykańskiej stacji wynika to z toczącej się blisko ich granic rosyjskiej agresji na Ukrainę.
USA nie konsultowały ataku z Europą
Według doniesień "Rzeczpospolitej" amerykańscy partnerzy mieli wysłać sygnał także Polsce z prośbą o przerzucenie na Bliski Wschód jednej baterii systemu Patriot. Na te informacje stanowczo zareagował wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. Jak napisał, "nasze baterie Patriot i ich uzbrojenie służą do ochrony polskiego nieba i wschodniej flanki NATO". - Nic w tej kwestii się nie zmienia i nigdzie nie planujemy ich przemieszczać - oświadczył we wpisie na platformie X.
Trump oczekuje pomocy państw NATO, ale jak podkreśla CNN, Stany Zjednoczone nie konsultowały ataku na Iran w ramach sojuszu Północnoatlantyckiego. O tym mówił we wtorek Marcin Przydacz, prezydencki minister, szef Biura Polityki Międzynarodowej. - Sytuacja na Bliskim Wschodzie, wynikająca przede wszystkim z decyzji Izraela i USA, mogła być wcześniej skonsultowana z sojusznikami w ramach NATO. Jeśli nasz sojusznik zza wielkiej wody chce europejskiej pomocy, to minimalny szacunek wymagałby, by konsultować te sprawy wcześniej, a nie wtedy, kiedy pojawiają się problemy - komentował w Radiu Zet.
Jak dodał, "na pewno należałoby oczekiwać większych konsultacji z kluczowymi sojusznikami, w przeddzień czy tydzień przed atakiem". Pytany, czy USA zwracały się do Polski w sprawie baterii Patriot, odpowiedział, że "nie było takich rozmów na poziomie pana prezydenta".
Stany Zjednoczone pozostają jedynym państwem, wobec którego zastosowano zapisy artykułu 5. Traktatu Sojuszu Północnoatlantyckiego, mówiącego o kolektywnej obronie każdego z zaatakowanych sojuszników. USA użyły go po atakach na Nowy Jork i Waszyngton 11 września 2001 roku. Na wezwanie odpowiedział szereg amerykańskich sojuszników, w tym Polska, która wysłała swoich żołnierzy zarówno do Iraku, jak i Afganistanu.