Krok od wojny we wschodniej Azji


Kilka godzin przed końcem ultimatum tajlandzcy żołnierze opuścili kilka kilometrów kwadratowych kambodżańskiego terytorium. Jeśliby się tak nie stało, Phnom Penh groziło "poważnymi konsekwencjami".

- Jeśli chcecie umrzeć, chodźcie do nas - krzyczeli jeszcze kilkanaście godzin temu kambodżańscy żołnierze, których od tajlandzkich przeciwników dzieliło kilkadziesiąt metrów okopów i zasieków.

A wszystko działo się w malowniczym rejonie na granicy obu państw - w miejscu, gdzie stoi świątynia Preah Vihear. Oba państwa uważają, że zabytek leży na ich terytorium. Tyle, że za Kambodżą stoi wyrok międzynarodowego sądu.

Od lat kłócą się o świątynię

Pochodząca z XI wieku, położona na szczycie wzgórza na wysokości 525 m n.p.m. świątynia Preah Vihear od dziesięcioleci jest przedmiotem sporu tajlandzko-kambodżańskiego. Po wycofaniu się kolonialnych władz francuskich z Kambodży, w 1954 r. świątynia została zajęta przez wojsko tajlandzkie. Kambodża zwróciła się do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze, który w 1962 r. ostatecznie przyznał świątynię stronie kambodżańskiej.

Tajlandia nie wycofała się jednak z terenów przylegających do świątyni - nie zwrócono też zrabowanych tam zabytków.

Nacjonaliści się pieklą

Spór po raz kolejny dał o sobie znać w ostatnich miesiącach, gdy Kambodża wystąpiła do UNESCO o wpisanie zabytku na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego Ludzkości. Preah Vihear została wpisana na tę listę 2 lipca, co wzburzyło nacjonalistów w Tajlandii.

Źródło: Reuters