Świat

Kim Dzong Un spełnia marzenia ojca. Korea Północna może zagrozić USA

Świat


W dniu dorocznego wystąpienia prezydenta przed Kongresem z przemową na temat sytuacji kraju, Korea Północna przyprawiła Baracka Obamę o ból głowy. Phenian twierdzi, że z powodzeniem przetestował zminiaturyzowany ładunek atomowy. Jeśli to prawda, to oznacza dla USA potencjalnie poważne zagrożenie i zmianę reguł gry.

Próbną eksplozję ładunku atomowego Korea Północna przeprowadziła na północy państwa w poniedziałek nad ranem czasu polskiego. Phenian w oficjalnym komunikacie oznajmił, że próba była sukcesem. Ładunek miał być "zminiaturyzowany" i o "większej sile" niż wcześniejsze.

Liczy się rozmiar, nie siła

Na podstawie analizy sztucznego trzęsienia ziemi wywołanego eksplozją, ministerstwo obrony Korei Południowej podało, iż moc ładunku wynosiła od sześciu do siedmiu kiloton. Rosyjskie media podają jednak, cytując informatorów w wojsku, że moc była większa, nie precyzując dokładnej wartości. Dla porównania eksplozja bomby zrzuconej przez Amerykanów na Hiroszimę zrujnowała centrum miasta mocą około 15 kiloton, czy równowartością 15 tysięcy ton trotylu. Najsilniejsze ładunki termojądrowe mają moc dziesiątek megaton. Rekordowa radziecka eksperymentalna bomba "Car" wytworzyła energię równoważną około 50 milionów ton trotylu. Kluczowym pytaniem w przypadku testu, który przeprowadziła Korea Północna, jest nie sam jego rozmiar, ale technologia zastosowana przy budowaniu ładunku. Przy podziemnych eksplozjach atomowych moc nie musi być duża, aby osiągnąć założone cele badawcze. Na dodatek większe ładunki wymagają znacznych ilości cennych materiałów rozszczepialnych, które dla Korei Północnej są bardzo trudne do zdobycia.

Jak umieścić bombę na rakiecie

Tym co wzbudza największe zaniepokojenie, jest to, że oficjalnie Korea Północna twierdzi, iż bomba była "zminiaturyzowana". Wielkość bomby atomowej ma kluczowe znaczenie przy jej praktycznym wykorzystaniu. Przy obecnej proliferacji technologii jądrowych zbudowanie prostego ładunku nie jest wielkim wyzwaniem. Znacznie trudniejsze jest jego zmniejszenie na tyle, aby można było go umieścić na przykład na rakiecie lub podwiesić pod samolotem.

Jeśli naukowcom Kim Dzong Una rzeczywiście udało się dokonać daleko idącej miniaturyzacji, to atomowe zagrożenie ze strony Korei Północnej staje się poważne. W USA może to budzić zaniepokojenie w połączeniu z udanym wystrzeleniem w grudniu 2012 roku północnokoreańskiej rakiety Unha-3, która zdołała wynieść na orbitę mały obiekt. Kosmiczna rakieta Phenianu to faktycznie zmodyfikowana wojskowa rakieta balistyczna Taepodong-2, którą jedynie raz, bez powodzenia, odpalono w 2006 roku. Skończyło się to ostrymi sankcjami ONZ i zakazem testów pocisków balistycznych dalekiego zasięgu. Później przeprowadzono już tylko trzy loty rakiet Unha, "przypadkowo" bardzo przypominających Taepodong-2. Dopiero ostatni był udany. Na podstawie analizy szczątków wydobytych z oceanu, Korea Południowa oznajmiła, że rakieta może "zrzucić" na zachodnie wybrzeże USA około pół tony ładunku. Zminiaturyzowana bomba atomowa powinna ważyć właśnie tyle. Najpewniej znacznie bardziej zaawansowane, ale też dziesiątki razy mocniejsze głowice rakiet USA, np. W78, ważą prawdopodobnie około 400 kilogramów.

"Marzenie" naukowców z Korei Północnej. Zminiaturyzowane amerykańskie głowice termojądrowe W87US DoD

Uran czy pluton, oto jest pytanie

Bardzo ważne jest też pytanie, czy do budowy ładunku Korea Północna wykorzystała tak jak dotychczas pluton, czy też może wysoko wzbogacony uran. Jeśli to drugie, byłby to znaczący krok technologiczny, bowiem zminiaturyzowana bomba uranowa jest znacznie trudniejsza w budowie.

Kluczowe znaczenie ma to, że Korea Północna dysponuje jedynie ograniczonym zapasem plutonu i zdemontowała reaktor służący do jego produkcji. Jeśli w zamian w tajemnicy stworzyła system produkcji wzbogaconego uranu, to będzie mogła produkować większe ilości bomb.

Odpowiedź na temat budowy testowego ładunku dostarczą dopiero zapewne wyspecjalizowane amerykańskie i japońskie samoloty zwiadowcze, które krążą w okolicy Korei Północnej "polując" na unoszące się w powietrzu cząsteczki, będące śladami testowej eksplozji.

Zburzenie układanki

Posiadanie rakiety dalekiego zasięgu, zdolnej zrzucić na teren USA produkowaną seryjnie bombę atomową, jest najpewniej ostatecznym celem północnokoreańskiego programu atomowego. Marzeniem, dla którego najpierw Kim Dzong Il, a teraz jego syn Kim Dzong Un, są gotowi wpędzić kraj w jeszcze większą biedę i narażać się na globalne potępienie. Da im to bowiem realną możliwość wywierania presji lub szantażowania Amerykanów. Obecnie wszelkie "groźne" deklaracje o "zniszczeniu gniazda zła" tak często płynące z Phenianu, mogą powodować u amerykańskich polityków i wojskowych jedynie uśmiech politowania. Rakieta międzykontynentalna z głowicą atomową nadal nie wystarczy do wygrania wojny z USA, ale czyni groźby Korei Północnej bardziej realnymi. Zwłaszcza wobec nieprzewidywalności działań dyktatury. Groźby Phenianu są jednak bronią obosieczną. Gdy wzrośnie zagrożenie, Amerykanie będą zmuszeni poważniej zająć się "problemem" Korei Północnej, która obecnie jest praktycznie tylko izolowana. Trudno przewidzieć co uczyni Waszyngton, bowiem możliwości ma bardzo mało. Naciski dyplomatyczne nie działają od dekad, a trudno wyobrazić sobie wykorzystanie rozwiązania militarnego.

Tak jak dotychczas, klucze do rozwiązania problemu znajdują się w rękach przywódców Chin. Bez wsparcia politycznego i gospodarczego Pekinu północnokoreańska dyktatura nie przetrwa. Grudniowe wystrzelenie rakiety i obecna próba atomowa wywołały irytację i niezadowolenie Chińczyków, którzy byli im oficjalnie przeciwni. Być może sytuacja dojrzała więc do zmiany.

Autor: Maciej Kucharczyk/tr / Źródło: tvn24.pl

Tagi:
Raporty: