Muzeum zakupiło kamizelkę ratunkową pasażerki ocalałej z katastrofy transatlantyku na aukcji w Wielkiej Brytanii za 906 tys. dolarów. Wyposażona w 12 kieszeni kamizelka należała do Laury Mabel Francatelli, pasażerki pierwszej klasy, która ewakuowała się w szalupie ratunkowej nr 1. Kobieta znalazła się w łodzi, która odpłynęła z tonącego statku z zaledwie 12 osobami, mimo że posiadała ona 40 miejsc. Fakt ten do dziś pozostaje jednym z najbardziej kontrowersyjnych aspektów akcji ratunkowej.
Jak podał dom aukcyjny Henry Aldridge & Sons, cytowany przez media, to jedyna używana przez osobę ocalałą kamizelka, jaka kiedykolwiek trafiła na otwarty rynek i została sprzedana. Transakcja sfinalizowana w sobotę w Southtampton potwierdza, że zainteresowanie pamiątkami z tragicznego rejsu pozostaje niezmiennie wysokie, nawet ponad sto lat po katastrofie.
Pamiątka z Titanica. Kwota wyższa niż szacowano
Wylicytowana kwota 906 tys. dolarów (ok. 3,3 mln zł) znacznie przekracza pierwotne szacunki - od 339 do 350 tys. dolarów (1,2-1,3 mln zł) - podkreślają media. Na tej samej aukcji za kwotę 527 tys. dolarów sprzedana została poduszka na siedzenie z jednej z szalup transatlatyka.
Titanic Museum and Attraction ma dwa oddziały na terenie USA: w Pigeon Forge w Tennessee oraz w Branson w Missouri. W przeszłości muzeum eksponowało m.in. pięć kamizelek ratunkowych oraz tabliczki z szalup. W sumie w jego zbiorach znajduje się ponad 400 artefaktów ze statku - informował portal Explore Branson.
"Powiedziałam: toniemy"
Wiosną 1912 roku 31-letnia Francatelli ruszyła w podróż z Europy do Stanów Zjednoczonych wraz z projektantką mody Lucy Duff-Gordon oraz jej mężem Cosmo Duff-Gordonem, dla których pracowała jako sekretarka. Cała trójka przeżyła katastrofę liniowca. Lady Duff-Gordon jeszcze podczas rejsu opisywała luksus dostępny dla najbardziej majętnych pasażerów: "Truskawki na śniadanie, w kwietniu! Na środku oceanu. Wszystko tu jest tak niesamowite. Można poczuć się jak w Ritz [restauracji pięciogwiazdkowego hotelu w Londynie - red.]".
Podczas śledztwa po zatonięciu statku Francatelli zeznała, że obudziła Duff-Gordonów, gdy woda wdarła się do jej kajuty po zderzeniu z górą lodową.
Kiedy weszliśmy na górny pokład, na prawej burcie opuszczano właśnie szalupy. Wtedy zauważyłam, że morze jest bliżej nas, niż w ciągu dnia i powiedziałam do Sir Cosmo Duff-Gordona: "Toniemy". On na to [odpowiedział]: "Bzdura, chodźcie".Fragment oświadczenia Laury Mabel Francatelli złożonego po katastrofie Titanica
Kobieta wspominała, że ich szalupa była "daleko", gdy Titanic poszedł na dno. Zapamiętała jednak "straszliwy hałas" i dźwięk "krzyków", które rozległy się po nim. "Prawie nie rozmawialiśmy. Mężczyźni mówili o Bogu, modlitwach i żonach. Wszyscy pogrążeni byliśmy w ciemnościach" - dodała Francatelli.
RMS Titanic wypłynął w dziewiczy rejs z Southampton do Nowego Jorku 10 kwietnia 1912 roku. Zatonął w nocy z 14 na 15 kwietnia na północnym Atlantyku, około 600 kilometrów na południowy wschód od wybrzeży Nowej Fundlandii, po zderzeniu z górą lodową. Zginęło ponad 1500 osób spośród ponad 2200 obecnych na pokładzie. Ocalałych na pokład zabrał statek pasażerski Carpathia.
Redagował AM
Źródło: PAP, BBC, CBS News, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Universal History Archive/Getty Images