W nocy z niedzieli na poniedziałek samolot pasażerski linii Air Canada Express w trakcie lądowania uderzył w wóz strażacki na lotnisku LaGuardia w Nowym Jorku. Zginęło dwóch pilotów, a 41 osób trafiło do szpitala.
Gubernatorka stanu Nowy Jork Kathy Hochul podczas konferencji prasowej stwierdziła, że była to "katastrofa, jakiej nie widziano tam od dekad". Jednak według ustaleń CNN piloci już od ubiegłego roku raportowali o niebezpiecznych sytuacjach na tym lotnisku. Zgłaszali obawy dotyczące braku komunikacji, błędów kontrolerów ruchu lotniczego i innych zagrożeń - podaje stacja.
"Proszę, zróbcie coś" - pisał pilot w jednym z raportów przesłanych do Systemu Zgłaszania Bezpieczeństwa Lotniczego NASA (ASRS). W dokumencie informował o alarmującej "sytuacji, w której kontrolerzy ruchu lotniczego nie udzielili odpowiednich wskazówek dotyczących kilku samolotów znajdujących się w pobliżu". Podkreślił, że liczba operacji rośnie, a w burzowe dni LaGuardia "zaczyna przypominać Lotnisko Ronalda Reagana w Waszyngtonie" przed wypadkiem. "Kontrolerzy naginają zasady", ostrzegał.
Na wskazanym przez niego porcie lotniczym doszło do katastrofy w zeszłym roku. Samolot pasażerski linii American Airlines zderzył się z wojskowym śmigłowcem Black Hawk i spadł do rzeki Potomak. Zginęło wówczas 67 osób.
Co wydarzyło się na lotnisku LaGuardia
Jak wynika z nagrań z wieży kontroli lotów, jeden z kontrolerów stwierdził: "Zawaliłem sprawę". Chwilę wcześniej zezwolił wozowi strażackiemu na przejazd przez pas startowy, po czym desperacko próbował go zatrzymać, krzycząc: "Wóz numer jeden, stop, stop, stop!". Po paru sekundach w pojazd uderzył lądujący samolot.
Ekspert ds. bezpieczeństwa lotniczego Anthony Brickhouse powiedział magazynowi "People", że to "cud", że ofiar "nie było więcej". Ocenił, że na podstawie dotychczasowych informacji wiadomo, że "w tej sytuacji piloci zrobili wszystko, co mogli, i chociaż stracili życie, to swoimi działaniami uratowali wiele istnień".
Sekretarz Transportu Sean Duffy stwierdził w poniedziałek na konferencji prasowej, że nie chce "wyprzedzać" śledczych z Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu (NTSB), którzy prowadzą śledztwo. - Nie mogę podać szczegółów dotyczących tego, co poszło nie tak - powiedział. Zdementował jednak krążące plotki, by na wieży znajdował się tylko jeden kontroler - podaje NBC News. Dodał, że "w sumie brakuje kilku kontrolerów", ale biorąc pod uwagę sytuację na amerykańskich lotniskach, to "LaGuardia ma bardzo dobry personel".
Opracowała Ewa Żebrowska / az