Ana Garcia, która jest jedną z ocalałych pasażerek po katastrofie kolejowej pod Kordobą, tuż po zdarzeniu zaapelowała o pomoc w poszukiwaniu psa, który przeżył wypadek, ale uciekł i wystraszony błąkał się po okolicy, uciekając przed obcymi. Jego poszukiwań nie ułatwiały ani warunki pogodowe, ani prace służb na miejscu wypadku. "To rodzina" - mówiła kobieta i - jak pisze dziennik "El Pais" - już w poniedziałek, dzień po katastrofie, "kulejąc i z nogą w gipsie, udała się z rodziną do Adamuz, by spróbować odnaleźć swojego pupila".
W poszukiwania Boro zaangażowali się wolontariusze i strażacy, którzy zorganizowanymi grupami przemierzali wiele kilometrów, by pomóc kobiecie. Rozdawano zdjęcia psa w okolicznych firmach, a każdą napotkaną osobę pytano, czy widziała zwierzę - podaje "El Pais". Zaangażowanie wielu osób opłaciło się i po czterech dniach psiaka udało się odnaleźć. Prawie udało się go złapać na jednym z podwórek, lecz wystraszył się i uciekł. Ostatecznie w ręce ratowników trafił dzień później. A w czwartek znów spotkał się z właścicielką.
Hiszpańska telewizja pokazała nagranie z momentu odebrania Boro z rąk wolontariuszy. - Bardzo dziękuję całej Hiszpanii, wszystkim, bardzo dziękuję za tak duże zaangażowanie. Naprawdę daliście mi nadzieję i udało nam się go odnaleźć, bardzo dziękuję - mówiła wyraźnie poruszona kobieta.
Ana Garcia pochodzi z Malagi i pracuje w Madrycie. W niedzielę wracała ze wspólnego weekendu spędzonego z siostrą w ich rodzinnym mieście. Ana odniosła w wypadku lżejsze obrażenia, jednak jej siostra, będąca w piątym miesiącu ciąży, przebywa ciągle na oddziale intensywnej terapii.
Pociągami podróżowało około 500 pasażerów. W katastrofie zginęło co najmniej 45 osób, a ponad 100 zostało rannych, podaje "El Mundo".
Autorka/Autor: Ewa Żebrowska//am
Źródło: El Mundo, El Pais
Źródło zdjęcia głównego: ENEX/ES TELE5