Sześciolatka błąkała się przy torach. Przeżyła katastrofę jako jedyna z rodziny

Katastrofa kolejowa w Hiszpanii
Hiszpania. Nagranie z ewakuacji pasażerów z wykolejonego pociągu
Źródło: Reuters
Choć w niedzielnej katastrofie kolejowej w Hiszpanii straciła rodziców, brata i kuzyna, sześcioletnia Cristina wyszła z niej niemal bez szwanku. Ratownicy znaleźli ją, gdy samotnie błąkała się przy torach, niedaleko miejsca gdzie rozbiły się dwa pociągi dużych prędkości.

Według najnowszych informacji hiszpańskich mediów, w wyniku niedzielnego zderzenia dwóch pociągów dużych prędkości w Adamuz w prowincji Kordoba w Andaluzji zginęły co najmniej 42 osoby. Niedługo po wypadku, niedaleko miejsca zdarzenia, znaleziono idącą samotnie wzdłuż torów dziewczynkę. Była jedną z pięciu osób z rodziny Zamorano Álvarez, która podróżowała jednym z pierwszych wagonów rozbitej maszyny - podaje dziennik "El Pais". Dziewczynka została natychmiast przewieziona do szpitala Reina Sofia w Kordobie, a jej odnalezienie rozbudziło nadzieję, że uda się odnaleźć jej bliskich.

Jak ustaliły media i potwierdzili urzędnicy, choć sześciolatka wyszła z tragicznego wypadku niemal bez szwanku - jedynie z kilkoma szwami na głowie, straciła tego dnia swoich rodziców, brata oraz kuzyna. Śmierć José Zamorano - ojca dziewczynki, jej 12-letniego brata Pepe i 25-letniego kuzyna Felixa potwierdzono kilkadziesiąt godzin później. Choć matki, Cristiny Álvarez, wciąż nie odnaleziono, nie ma jej wśród osób uratowanych - podaje "El Pais".

Burmistrz: to byli pracowici ludzie

- To, że Cristina przeżyła, to cud - komentował na konferencji prasowej Adrián Cano, burmistrz miasta Aljaraque. - Dziewczynka czuje się dobrze, miała tylko zadrapania i siniaki. To wszystko. Opiekuje się nią jeden z jej dziadków i kilku innych krewnych - cytuje go "El Mundo". Według relacji urzędnika rodzina wracała w niedzielny wieczór z weekendu w Madrycie, gdzie byli na meczu Realu. "Ich radość ze zwycięstwa madryckiego klubu (...) została przerwana w pobliżu Adamuz" - pisze "El Pais".

Jak mówił Cano, rodzina była znana w okolicy. Prowadzili sklepy, mieli także food trucka. Zaznaczył, że byli to "bardzo pracowici ludzie". W wypadku pociągów, którymi podróżowało około 500 pasażerów, rannych zostało około 150 osób. Ponad 40 osób jest wciąż zaginionych.

Czytaj także: