Głośnym echem odbiła się wypowiedź niemieckiego kanclerza Friedricha Merza, w której odniósł się do negocjacji między USA a Iranem. W poniedziałek podczas przemówienia do studentów w mieście Marsberg polityk stwierdził, że irańskie władze upokarzają Stany Zjednoczone.
Merz o upokorzeniu USA
- Irańczycy są oczywiście bardzo biegli w negocjacjach, a raczej bardzo biegli w nienegocjowaniu, pozwalając Amerykanom podróżować do Islamabadu, a następnie odjeżdżać bez rezultatu - stwierdził. O ostrej krytyce Waszyngtonu przez władze w Berlinie pisze też portal Politico. Słowa niemieckiego kanclerza padły po "chaotycznym weekendzie w dyplomacji", podczas którego prezydent Trump nagle odwołał planowaną podróż specjalnego wysłannika Steve'a Witkoffa i swojego zięcia Jareda Kushnera do Pakistanu.
- Cały naród jest upokarzany przez irańskich przywódców, a zwłaszcza przez tak zwanych Strażników Rewolucji. Mam więc nadzieję, że to się skończy jak najszybciej - powiedział do słuchaczy Merz. Dodał, że nie rozumie, jaką strategię wyjścia z wojny z Iranem stosują Stany Zjednoczone.
W jego opinii Stany Zjednoczone źle oceniły irański reżim. - Irańczycy są wyraźnie silniejsi niż oczekiwano, a Amerykanie ewidentnie nie mają naprawdę przekonującej strategii w negocjacjach - stwierdził. Podobnie podsumował samo rozpoczęcie ataków. - Oczywiście (Stany Zjednoczone - red.) przystąpiły do tej wojny bez żadnej strategii.
"Powiedziałbym to Trumpowi jeszcze dobitniej"
Na początku wojny Merz częściowo popierał działania USA, twierdząc, że Niemcy podzielają cel zmiany reżimu w Iranie, pomimo wątpliwości co do metod stosowanych przez administrację Trumpa - pisze Politico. Jednak przedłużający się konflikt, niosący ze sobą ogromne koszty ekonomiczne, spotyka się z coraz ostrzejszą krytyką ze strony Berlina.
Władze w Berlinie zareagowały też w ostrym tonie, gdy kilka tygodni wcześniej pojawiły się sugestie Trumpa, by siły NATO wsparły amerykańskie działania w Iranie. Wówczas rzecznik kanclerza Stefan Kornelius powiedział dziennikarzom, że "nie jest to wojna NATO". - Nie jesteśmy zainteresowani niekończącą się wojną - mówił w marcu sam Merz.
Jak podaje Reuters, swój sceptycyzm Merz miał przekazać bezpośrednio Trumpowi, o czym mówił do studentów. - Gdybym wiedział, że sytuacja będzie się tak utrzymywać przez pięć lub sześć tygodni i będzie się stopniowo pogarszać, powiedziałbym mu o tym jeszcze dobitniej - podkreślił.
Portal The Hill pisze, że wypowiedzi Merza świadczą o "gniewie i frustracji w Europie" z powodu trwającej ponad dwa miesiące wojny, której skutkiem było zamknięcie cieśniny Ormuz i zakłócenie globalnych dostaw energii.