Świat

Kaczyński: prywatnie spotykam się z kim chcę

Świat

Aktualizacja:
Michał Kamiński o chińskim proteście
TVN24, PAP/EPAMichał Kamiński o chińskim proteście

- Mam prawo prywatnie przyjąć, kogo chcę - mówi prezydent Lech Kaczyński. To odpowiedź na ostry protest Pekinu po jego rozmowie z przywódcą Tybetańczyków Dalajlamą XIV.

Prezydent podkreślił, że ich spotkanie, na wyrażna prośbę MSZ, miało charakter prywatny. - Mam prawo prywatnie przyjąć tego, kogo chcę, choćby dlatego że - poza tym, że jestem prezydentem RP - jestem jeszcze jednym z obywateli wolnego świata - dodał.

Protest Chin

Apelujemy do Polski, by unikała decyzji, które szkodzą stosunkom chińsko-polskim, i nie podejmowała kroków, które godzą w żywotne interesy Chin. rzecznik chińskiego MSZ Liu Jianchao


W związku z protestem do chińskiego MSZ w Pekinie został wezwany w trybie pilnym ambasador RP w Chinach Krzysztof Szumski. - Na chwilę obecną nie mamy od niego żadnej informacji ze spotkania - powiedział rzecznik MSZ Piotr Paszkowski.

W podobnym przypadku, po spotkaniu francuskiego prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego z Dalajlamą, chińskie MSZ wezwało do siebie francuskiego ambasadora w Pekinie Herve'a Ladsousa, by bezpośrednio na jego ręce złożyć protest.

Prywatna wizyta u Lecha Kaczyńskiego

Poseł Paweł Zalewski: nie możemy ulegać Chinom (TVN24)
Poseł Paweł Zalewski: nie możemy ulegać Chinom (TVN24)

Do niezapowiadanego wcześniej spotkania polskiego prezydenta z dalajlamą doszło w środę w Warszawie. Wizyta Tybetańczyka u prezydenta trwała ok. 30 minut i, jak podała Kancelaria Prezydenta, prowadzona w jej trakcie rozmowa miała charakter prywatny. Wobec czego nie podano żadnych jej szczegółów.

Wizyta u prezydenta była kolejnym punktem wizyty Dalajlamy w naszym kraju. Wcześniej duchowy przywódca Tybetańczyków odwiedził już Gdańsk (jako noblista był jednym z uczestników uroczystości z okazji 25. rocznicy przyznania Lechowi Wałęsie Pokojowej Nagrody Nobla), Kraków oraz Wrocław.

mtom, jaś//kdj//mat

Źródło: IAR, PAP

Źródło zdjęcia głównego: TVN24, PAP/EPA