Jednostka nr 121. Hakerzy Kima to światowa elita

TVN24


Nie broń atomowa i nie milionowe masy wojska są najgroźniejszą bronią w ręku Kim Dzong Una. Największym zagrożeniem jest elitarna jednostka "Nr 121". Największe postępy reżim Północy czyni bowiem w walce cybernetycznej. Inwestycje w szkolenie utalentowanych hakerów są dużo tańsze niż zakup broni i technologii.

W środę trzy telewizje i dwa banki w Korei Południowej padły ofiarą ataku hakerów. Uderzenie przyszło z chińskiego adresu IP i wszystko wskazuje, że stoi za nim Korea Północna.

Na ekranach niektórych komputerów pojawiły się czaszki, co wskazywałoby na to, że hakerom udało się wprowadzić wirusa do południowokoreańskich systemów komputerowych - uważa państwowa Koreańska Agencja Bezpieczeństwa Informatycznego.

To już szósty w ciągu ostatnich kilku lat cyberatak Północy. Przeprowadzony przez hakerów z elitarnej tajnej jednostki.

"Nr 121"

Północnokoreański reżim dysponuje specjalną jednostką do walki cybernetycznej, nazywaną "Nr 121". Jak twierdzą media z Korei Południowej, opierając się m.in. na relacjach uciekinierów z Północy, do elitarnego oddziału należy około 3 tys. osób, w tym 600 profesjonalnych hakerów.

Jang Se-yul jest uciekinierem z Północy, dezerterem z armii Kima. Zbiegł na Południe w 2008 r. Wcześniej szkolił się w walce cybernetycznej w szkole wojskowej w Phenianie. Nazywana jest ona obecnie Uniwersytetem Automatyki. Powstała pod koniec lat 80. XX w. i jej celem miała być pomoc w modernizacji technicznej armii.

Ta kuźnia kadr hakerskich, należąca do Sztabu Generalnego armii, ma ok. 700 studentów oraz 500-600 nauczycieli i personelu. Wśród wykładowców ma być ok. 20 Rosjan z Wojskowej Akademii im. Frunzego. Co roku mury uczelni opuszcza ok. 100 absolwentów.

Reżim wyszukuje utalentowanych speców od technik komputerowych także wśród absolwentów dwóch innych uczelni: Uniwersytetu Technologii Kim Chaek i stołecznego Uniwersytetu Technologii Komputerowych.

Armia hakerami stoi?

Cyberżołnierze Kima mają przywileje, o których inni żołnierze, nie wspominając o zwykłych obywatelach, mogą pomarzyć. Na przykład mieszkają w luksusowych (pewnie jak na tamtejsze warunki) mieszkaniach.

Oprócz elitarnej grupy hakerów, Północ dysponuje również dwiema brygadami do walki elektronicznej wchodzącymi w skład sił lądowych. Jedna stacjonuje w Sangwon, druga w Nampo.

Komórki zajmujące się walką elektroniczną znajdują się w niemal wszystkich strukturach wojskowych, nie tylko w wywiadzie.

Jedni z najlepszych na świecie

Zdaniem analityków w Seulu, Północy udało się osiągnąć bardzo wysoki poziom zdolności hakerskich. Nawet gen. James Thurman, dowódca sił amerykańskich w Korei Płd., przyznał w ub.r. w Waszyngtonie, że zdolności cyberwalki Północy są "znaczące". Według niektórych źródeł wojskowych w Seulu i Waszyngtonie, jeśli chodzi o zdolności hakerskie, ludzie Kima ustępują tylko CIA.

- Korea Północna nie może inwestować w myśliwce czy okręty wojenne, więc większość środków łoży na szkolenie hakerów. Utalentowani ludzie są tańsi od technologii - mówi Lee Dong-hoon, ekspert ds. bezpieczeństwa informacyjnego z Seulu.

Kiedyś hakerzy z Phenianu używali serwerów w Kanadzie czy Australii. Dzięki rozwojowi Chin, korzystają teraz głównie z serwerów Państwa Środka. Ich głównym zadaniem jest wykradanie tajnych informacji i zarażanie wirusami penetrującymi siecie komputerowe. W 2006 r. hakerzy próbowali włamać się do resortów obrony USA i Korei Południowej. Już wtedy jeden z raportów oceniał, że jednostka "Nr 121" może sparaliżować nawet działanie amerykańskiego Dowództwa Pacyfiku.

Alarm na Południu

Do największego ataku cybernetycznego na Koreę Płd., o który obwiniane są władze w Phenianie, doszło w 2011 roku; atak trwał 10 dni.

Takich uderzeń od 2008 roku było już sześć - informuje kontrwywiad w Seulu. Pierwszym znaczącym atakiem było sparaliżowanie w 2008 r. ok. 400 komputerów w administracji prezydenckiej. W lipcu 2009 r. ofiarą ataku DDoS padły strony urzędu prezydenta, parlamentu i innych instytucji publicznych. W kolejnych latach hakerzy z Północy coraz częściej uderzali nie tylko w instytucje publiczne, ale też media.

W związku ze wzrostem tego rodzaju zagrożenia, już w sierpniu 2012 ministerstwo obrony Korei Południowej ogłosiło, że podwoi personel zajmujący się obroną przez hakerami z Północy, do 1 tys. osób.

Autor: //gak / Źródło: Reuters, Yonhap, Chosun Ilbo

Tagi:
Raporty: