Jeden wielki strajk


Połowa pociągów nie wyruszyła w trasę, nie działa kilka szpitali i kilkaset szkół - to efekt wielkiego protestu na Węgrzech przeciwko planowanej przez rząd Gyurcsanego prywatyzacji ubezpieczeń i reformy emerytalnej.

Mimo protestów premier Ferenc Gyurcsany wyraził przekonanie, że parlament przyjmie w poniedziałek ustawę o usługach zdrowotnych.

Co prawda koalicja rządowa ma większość w parlamencie, ale nie jest pewne, czy wszyscy posłowie Socjalistów (partii Gyurcsanego) zagłosują za rządowym projektem.

Ustawa zakłada, że poza ubezpieczeniem państwowym istnieć będą 22 fundusze, w których mniejszościowe udziały będą miały firmy prywatne, co ma wymóc konkurencję i poprawić efektywność w służbie zdrowia.

Gyurcsany powiedział w sobotę, że ustawa o usługach zdrowotnych jest jego najważniejszym przedsięwzięciem od wygrania ubiegłorocznych wyborów parlamentarnych, i ostrzegł, że jeśli nie zostanie przyjęta, będzie zmuszony zastanowić się nad przyszłością swojego rządu.

Dyskusja nad ustawą między dwoma partiami koalicyjnymi - MSZP i Związkiem Wolnych Demokratów (SZDSZ) - trwała od miesięcy. Przeciwnicy zawartych w niej zapisów, w tym Węgierska Izba Lekarska, twierdzą, że prywatyzacja rynku ubezpieczeń zdrowotnych spowoduje, iż osoby, które są już chore, nie będą w stanie się leczyć.

W ubiegłym roku rząd Gyurcsanya rozpoczął wdrażanie pakietu reform oszczędnościowych, obejmującego m.in. zlikwidowanie deficytowych połączeń kolejowych, wprowadzenie opłat za wizytę u lekarza i pobyt w szpitalu, opłat za studia oraz zwolnienie setek pracowników w sektorze państwowym.

Było to podyktowane koniecznością ograniczenia olbrzymiego - największego w UE - deficytu budżetowego, który w ubiegłym roku wyniósł 9,2 proc. PKB, a w tym został zmniejszony do 6,4 proc. PKB.

Realizacja reform bardzo osłabiła popularność rządu. Według ubiegłotygodniowego sondażu Gallupa, poparcie dla MSZP wynosi obecnie 13 proc., a dla SZDSZ - zaledwie 2 proc. Poparcie dla głównej partii opozycyjnej, centroprawicowego Fideszu, wzrosło natomiast do 38 proc.


Źródło: PAP, tvn24.pl