Jak "homoseksualni zdrajcy" upokorzyli NSA. Pół wieku przed Snowdenem

Świat

nsa.govSłynna konferencja 6 września 1960 r. Martin i Mitchell ujawniają tajemnice NSA

Jeszcze nie wiadomo, jak duże straty poniosła amerykańska Narodowa Agencja Bezpieczeństwa w wyniku ucieczki Edwarda Snowdena. Wiadomo natomiast, że wybrał on ten sam kierunek, co zimnowojenni zdrajcy z NSA: Moskwę. Ucieczka dwóch kryptologów w 1960 r. do ZSRR jest do dziś uważana za największą porażkę Agencji. Ale byli też inni.

Siedziba główna NSA w Fort Meade (Maryland)NSA

NSA (National Security Agency) jeszcze do niedawna była jedną z najbardziej tajemniczych służb specjalnych USA. Nie to co CIA, czy nawet wojskowa DIA. Od początku istnienia skupiała się na wywiadzie radiowym i elektronicznym (SIGINT, czyli "signal intelligence"). W środowisku wywiadowczym żartowano nawet ze skrótu NSA: No Such Agency, czyli "nie ma takiej agencji".

Cóż więc dopiero powiedzieć o okresie zimnej wojny. Wtedy NSA była jeszcze trudniejsza do zinfiltrowania dla służb ZSRR. Ale wywiadowi KGB pomogli ludzie, którzy sami przyszli i zaoferowali swe usługi, tzw. "samorodki". Pracownicy NSA, mający dostęp do ściśle tajnych materiałów kryptologicznych i szyfrów.

Jednymi z najcenniejszych "samorodków" KGB byli 31-letni Bernon F. Mitchell i 29-letni William H. Martin.

Eksfiltracja z urlopu

Grudzień 1959, do ambasady ZSRR w Mexico City wchodzi Amerykanin. Prosi o azyl polityczny, jako motyw podając względy ideologiczne. To pracownik NSA Bernon Mitchell, który przyleciał do Meksyku łamiąc przepisy bezpieczeństwa Agencji.

Rezydentura KGB w ambasadzie próbowała go przekonać, żeby pozostał w NSA i współpracował z sowieckim wywiadem. To byłoby, rzecz jasna, dużo korzystniejsze dla KGB. Ale Mitchell się uparł. Oświadczył, że chce wyjechać do ZSRR z przyjacielem z NSA, Williamem Martinem, i dopiero tam ujawnić wszystko, co wie o Agencji.

W ciągu następnych kilku tygodni ustalono szczegóły całej operacji.

25 marca 1960 r. - w pierwszym dniu wziętego jednocześnie przez obu kryptologów urlopu - Mitchell i Martin na lotnisku krajowym w Waszyngtonie wsiedli na pokład samolotu Eastern Airlines lot 307 do Nowego Orleanu. Tam, po krótkiej przerwie, przesiedli się do samolotu lecącego do Mexico City.

Tam zatrzymali się na noc w hotelu "Virreyes" by następnego dnia odlecieć maszyną Cubana Airlines do Hawany. Na rządzonej przez reżim Fidela Castro wyspie Mitchell i Martin przebywali w dyskretnym miejscu przez kilka miesięcy. W lipcu 1960 r. zostali eksfiltrowani przez wywiad KGB do ZSRR na pokładzie handlowego frachtowca pod sowiecką banderą.

Fort Meade w latach 1960nsa.gov

Konferencja, która upokorzyła NSA

Całą operację przewiezienia kryptologów z USA do ZSRR, KGB przeprowadziło bez problemu. Także dzięki zadziwiająco beztroskiej postawie NSA. Po pierwsze, nikt nie zauważył tam, że Mitchell wyjeżdżał do Meksyku w grudniu, a potem kontaktował się z agentami KGB w Waszyngtonie. Ostrzegawcza lampka nie zapaliła się także, że dwaj nie kryjący sfrustrowania pracownicy biorą długi urlop w tym samym terminie.

W dowództwie NSA w Fort Meade do tego stopnia zlekceważono względy bezpieczeństwa, że poszukiwania Mitchella i Martina rozpoczęto dopiero ósmego dnia po tym, jak powinni pojawić się w pracy po urlopie. Jeszcze później, bo 1 sierpnia 1960 NSA ostrożnie zasygnalizowała szefom Pentagonu, że Martin i Mitchell nie wrócili z urlopu. CZYTAJ PISMO DO ZASTĘPCY SEKRETARZA OBRONY

Cztery dni później urzędnicy stwierdzili w wewnętrznej korespondencji, że istnieje "prawdopodobieństwo", iż Martin i Mitchell "uciekli za »żelazną kurtynę«".

Fragment raportu dla kierownictwa Pentagonu ws. zniknięcia Mitchella i Martinansa.gov

Ale twardy dowód na to pojawił się w formie dla NSA bardzo upokarzającej, wręcz szokującej.

6 września 1960 r. w moskiewskim Domu Dziennikarza odbyła się najbardziej kompromitująca konferencja prasowa w historii służb wywiadowczych USA. Sowieci przedstawili światu dwóch uciekinierów z NSA. A ci chętnie opowiadali, co wiedzą o swej Agencji.

Szczególnie bolesne było ujawnienie faktu prowadzenia przez NSA dekryptażu tajnej łączności sojuszników (przypomina to ujawnienie przez Snowdena inwigilacji państw UE przez NSA). - Włochy, Turcja, Francja, Jugosławia, Zjednoczona Republika Arabska (Egipt i Syria – red.), Indonezja, Urugwaj. To chyba wystarczy, żeby, jak myślę, dać państwu ogólny obraz skali procederu – mówił Mitchell.

Martin i Mitchell usiłowali też tłumaczyć motywy zdrady, wskazując na amerykańską "politykę niebezpieczną dla światowego pokoju".

Następnego dnia nagłówek w "New York Times" krzyczał z pierwszej strony, że prezydent Dwight D. Eisenhower "Nazywa parę zdrajcami". Co więcej, powiedział Ike, to byli "zdeklarowani" zdrajcy. Były prezydent Harry Truman zasugerował zaś, żeby ich zastrzelić.

Prestiżowy sukces, informacyjne rozczarowanie

Nie wiadomo, co dokładnie Martin i Mitchell przekazali Rosjanom. Raczej niewiele. Chyba najbardziej zabolało władze USA ujawnienie lotów szpiegowskich nad i w pobliżu terytorium ZSRR. Zwłaszcza, że dwa miesiące wcześniej sowiecka armia zestrzeliła amerykański U-2 i zatrzymała pilota.

Ucieczka była bardziej ciosem prestiżowym dla USA niż wielkim zyskiem dla Moskwy. Z akt KGB, do których dotarł uciekinier na Zachód, archiwista z Łubianki Wasilij Mitrochin, wynika, że para M & M nie spełniła oczekiwań Moskwy.

Kryptolodzy KGB byli podobno rozczarowani zasobem wiedzy Mitchella i Martina. Obaj matematycy nie znali żadnych interesujących Łubiankę szczegółów o pracy NSA. Najcenniejszą informacją, jaką przywieźli, było potwierdzenie, że NSA nie udało się złamać aktualnych szyfrów sowieckich najwyższego stopnia utajnienia.

Siedziba FSB - Łubianka, była niegdyś siedzibą KGB wikipedia.org

Szukając motywu

Tajne opracowanie NSA z 1963 r. stwierdziło, że "poza wszelką wątpliwością, żaden inny wypadek nie miał lub nie będzie miał w przyszłości większego wpływu na program bezpieczeństwa Agencji". Przypadek M & M pokazał, jak dziurawe jest sito bezpieczeństwa w NSA.

Agencja próbowała dojść, jakimi motywami kierowali się uciekinierzy. W pierwszej kolejności dokładnie przejrzano akta obu panów.

Martin i Mitchell poznali się podczas służby w US Navy w Japonii na początku lat 50. Obaj wstąpili do NSA tego samego dnia w 1957 r. Wystarczyło, że byli błyskotliwymi matematykami. Bo ze stwierdzonymi cechami psychologicznymi, dziś na przykład pracy w służbach na pewno by nie znaleźli.

W aktach znalazły się notatki psychologów z lat 40., określające Martina jako "błyskotliwego, lecz emocjonalnie niedojrzałego". Z kolei Mitchell, przesłuchiwany niedługo po rozpoczęciu pracy w Agencji, przyznał, że jako nastolatek eksperymentował seksualnie z psami i kurczakami.

Raport NSA z 1961 nazwał ich "bliskimi przyjaciółmi, nieco antyspołecznymi", "egoistycznymi, aroganckimi i niepewnymi siebie młodymi mężczyznami, których miejsce w społeczeństwie było dużo gorsze, niż uważali, że być powinno". Kolejny raport NSA z 1963 nie znalazł "żadnego jasnego motywu" zdrady, a ich ucieczkę określił jako "impulsywną".

Inaczej sprawę przedstawiono opinii publicznej.

"Homoseksualne zagrożenie"

Spektakularna zdrada Mitchella i Martina była dla Amerykanów tak niezrozumiała, że zaczęto szukać motywów nie tylko politycznych.

Już kilka dni po moskiewskiej konferencji kongresmen Francis E. Walter stwierdził, że Martin i Mitchell są "seksualnymi dewiantami". W prywatnych rozmowach, (ale nigdy oficjalnie) ludzie z NSA sugerowali, że M & M są częścią wielkiej homoseksualnej siatki zdrajców. Zapewne nie przypadkiem, także w prasie pojawiły się spekulacje o homoseksualnym tle zdrady. "Los Angeles Times" pisał, że Martin i Mitchell mogli być częścią siatki homoseksualistów, którzy "rekrutowali innych seksualnych dewiantów na stanowiska federalne".

Raport komisji Waltersa w Izbie Reprezentantów z 1962 r. krytycznie ocenił procedury bezpieczeństwa w NSA, która przyjęła obu mężczyzn, mimo rzekomo dowodów "homoseksualizmu czy innej seksualnej nienormalności", ateizmu i sympatii komunistycznych.

Homoseksualizm uznano wówczas za czynnik drastycznie podnoszący ryzyko zdrady. W lipcu 1961 NSA ogłosiła, że wyrzuciła 26 pracowników zidentyfikowanych jako "seksualni dewianci", choć "nie wszyscy byli homoseksualistami".

Francis E. Walter (drugi od prawej)PRIDAN MOSHE

Nie byli gejami

Etykietka homoseksualistów przywarła do Martina i Mitchella na dobre. Jeszcze w 1991 r., mimo zaprzeczających dowodów, studium przygotowane przez Służbę Bezpieczeństwa Obrony Pentagonu wciąż nazywało Martina i Mitchella "ogólnie znanymi homoseksualistami".

Akta NSA, do których dotarli dziennikarze „Seattle Weekly” w 2007 roku, potwierdzają, że obaj dezerterzy byli heteroseksualistami. Po przesłuchaniu ponad 450 osób na temat charakteru, zachowania i życia seksualnego uciekinierów– w raporcie z 1961 NSA nie znajduje dowodów na to, że byli gejami. Jedyną perwersją, jaką zauważono u Martina, był "kontrolowany sadomasochizm".

W ojczyźnie światowego proletariatu

Mitchell i Martin byli utalentowanymi matematykami i tylko to sprawiło, że trafili do NSA. Byli za to politycznie naiwni i niedopasowani społecznie, ulegli moskiewskiej propagandzie i wyobrażali sobie ZSRR niczym raj na ziemi, sprawiedliwy społecznie kraj. Dostali szansę, by w nim zamieszkać.

Dekretem nr 295 z 11 sierpnia 1960 Komunistyczna Partia Związku Radzieckiego przyznała obu amerykańskim kryptologom azyl polityczny oraz miesięczne wynagrodzenie w wysokości 500 rubli na głowę, czyli mniej więcej tyle, ile zarabiali w USA. Ale znacznie więcej, niż wynosiła średnia płaca w ZSRR.

Jeszcze na jesieni 1960 Mitchell podjął pracę w Instytucie Matematyki Uniwersytetu w Leningradzie, a Martin zaczął na tej samej uczelni studia doktoranckie. Obaj ożenili się z Rosjankami, a Martin zmienił nazwisko na "Władimir Sokołowski".

Obaj szybko rozczarowali się co do życia w ZSRR. Martin pytał o możliwość powrotu do USA już podobno w 1961 r. Do tego doszły problemy osobiste. Martin vel Sokołowski rozwiódł się już w 1963 r., po przeprowadzce z Leningradu do Moskwy. Z kolei Mitchell, który nie znał za bardzo rosyjskiego i miał kłopoty z asymilacją, rozpił się.

"Złota klatka" KGB

KGB też nie miało z nich większego pożytku. Wypuścić ich jednak nie można było, bo zraziłoby to innych potencjalnych uciekinierów. Rozkaz, by za wszelką cenę zatrzymać Amerykanów w ZSRR, wydał sam ówczesny szef KGB Jurij Andropow.

Jednemu z Amerykanów udało się wyjechać z ZSRR dopiero po śmierci Jurija AndropowaEduard Pesov/RIA Novosti

Żeby zniechęcić "gości" do opuszczenia kraju, w dzienniku "Izwiestja" opublikowano artykuł o rzekomym zleceniu zabójstwa zdrajców przez CIA. Amerykańscy agenci mieli dostać ampułki z trucizną przeznaczone dla Mitchella i Martina.

Bardziej naiwny Martin długo wierzył też spreparowanej przez KGB wiadomości o skazaniu ich zaocznie w USA na 20 lat ciężkich robót. Wyrok miał zapaść na zamkniętym posiedzeniu Sądu Najwyższego. Martinowi pokazano nawet "kopię wyroku".

Zrezygnował

Mitchell był bardziej rozgarnięty, a i jego żona Galina chciała wyjechać z ZSRR. Małżeństwo występowało o wizy emigracyjne kolejno do Australii, Nowej Zelandii, Szwecji i Szwajcarii, ale bez skutku. 29 marca 1980 para zawiadomiła władze, że ostatecznie rezygnuje z planów wyjazdu.

Mitchell wyrzekł się obywatelstwa USA i pozostał w Rosji do końca życia. Zmarł w St. Petersburgu 12 listopada 2001.

Za miedzą

Paradoksalnie, dużą większą determinacją, żeby wyjechać z ZSRR, wykazał się ostatecznie Martin.

W 1975 r. źródła wywiadowcze USA donosiły, że Martin jest "totalnie na równi pochyłej". W 1979 r. wypytywał w konsulacie USA o repatriację. Zdrady mu jednak nie zapomniano. Efekt był taki, że pozbawiono go obywatelstwa amerykańskiego. Odmówiono mu nie tylko prawa do imigracji do USA, ale nawet nie dano wizy turystycznej.

Ostatecznie Martin wyjechał do Meksyku. Zmarł tam 17 stycznia 1987 r. Władze USA zgodziły się na pochówek na amerykańskim terytorium.

Dzięki uciekinierom KGB dowiedziało się, że NSA nie złamała najtajniejszych kodów sowieckichnsa.gov

Autor: Grzegorz Kuczyński/zp / Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: nsa.gov

Tagi:
Raporty: