Wiceprezydent USA J.D. Vance w trakcie wtorkowego briefingu prasowego w Białym Domu mówił o obecności amerykańskich wojsk w Polsce. - Nie zredukowaliśmy liczby żołnierzy w Polsce o 4 tysiące, tylko przesunęliśmy rozmieszczenie. To jest po prostu przesunięcie w rotacji. Tak się czasami dzieje, ale problem jest innego rodzaju. Polska jest zdolna siebie chronić, mając bardzo wiele wsparcia ze strony Ameryki. Nie mówimy, że wyciągniemy wszystkich amerykańskich żołnierzy z Europy - mówił Vance, pytany o to, dlaczego USA "nagradzają Putina i karzą najlepszego sojusznika Ameryki w Europie".
- Przesuniemy pewne liczby, tak aby zmaksymalizować bezpieczeństwo Ameryki. To nie jest złe dla Europy. To zachęca Europę do przyjęcia większej odpowiedzialności. Ameryka nie może być policjantem świata - dodał wiceprezydent.
- Szczerze mówiąc, myślę, że wiele europejskich mediów trochę przesadza z reakcją na tę sprawę - stwierdził Vance. Jak powiedział, "to rozsądne, żeby Europa wzięła nieco większą odpowiedzialność za integralność swojego kontynentu".
Były sekretarz stanu: decyzja jest zastanawiająca
Do sprawy obecności wojsk amerykańskich w Polsce odniósł się też były sekretarz stanu USA Mike Pompeo. "Decyzja o wycofaniu planowanego rozmieszczenia brygady w Polsce jest zastanawiająca" - stwierdził. "Polska to wzorcowy sojusznik, który więcej niż wywiązuje się ze swoich zobowiązań obronnych, znajdując się w geograficznie wrażliwej pozycji na granicy z Rosją. To nie jest przekaz, jaki powinniśmy wysyłać Putinowi" - ocenił Pompeo.
Sprawę skomentował też charge d’affaires RP w USA Bogdan Klich. Skomentował oświadczenie rzecznika Pentagonu, który przekazał, że "Departament Wojny USA zdecydował o zmniejszeniu liczby tak zwanych Brygadowych Zespołów Bojowych (BTC) w Europie z czterech do trzech". Oznacza to między innymi "tymczasowe opóźnienie rozmieszczenia sił" amerykańskich w Polsce - tłumaczył.
Klich ocenił, że stanowisko Pentagonu "otwiera pole do poważnych negocjacji politycznych z USA".