"Dowiedzieliśmy się, gdzie jest Sulejmani. Nie mieliśmy czasu, żeby dzwonić do Nancy Pelosi"

TVN24

Aktualizacja:

To są dosłownie sekundy i trzeba w krótkim czasie podjąć decyzję. Oni chcą, żebym dzwonił do Kongresu, a może nawet tam poszedł - tak Donald Trump na wiecu w Ohio komentował uchwałę przyjętą przez Izbę Reprezentantów. Według tego dokumentu, prezydent USA miałby obowiązek uzyskiwania każdorazowej zgody Kongresu na podejmowanie działań militarnych wobec Iranu. Wcześniej Biały Dom nazwał uchwałę "nieprzemyślaną".

Zgodnie z rezolucją przyjętą w czwartek przez Izbę Reprezentantów, prezydent Donald Trump miałby niezwłocznie zakończyć wszelkie operacje militarne wobec Iranu lub na jego terytorium, a nowe mógłby inicjować dopiero wtedy, gdy jego administracja otrzyma pisemną zgodę Kongresu. Zgoda taka nie byłaby konieczna, gdyby doszło do napaści zbrojnej na Stany Zjednoczone.

Za przyjęciem rezolucji było 224 deputowanych, przeciw - 194.

Za ograniczeniem prerogatyw prezydenta dotyczących działań militarnych głosowali głównie kongresmeni z Partii Demokratycznej. Zarzucają oni głowie państwa lekkomyślność w działaniach względem Teheranu. Dokument poparło jednak także trzech deputowanych republikańskich.

Przeciwko zwiększaniu kontroli parlamentarnej wobec prezydenta byli wyłącznie republikanie.

"Chcą żebym dzwonił do Kongresu, a może nawet tam poszedł"

Prezydent Trump odniósł się do przyjętej przez niższą izbę Kongresu rezolucji w czasie wiecu wyborczego w stanie Ohio. - To są dosłownie sekundy i trzeba w krótkim czasie podjąć decyzję, a oni nie chcą, żebym tak robił - tłumaczył.

- Chcą, żebym dzwonił do Kongresu, a może nawet tam poszedł. Przejdźmy się z tą sprawą do Kongresu. Albo niech oni przyjdą do mnie, do Białego Domu - kpił prezydent.

Opisując atak, w którym zginął generał Sulejmani, powiedział, że "to było tak: dostaliśmy telefon, dowiedzieliśmy się, gdzie jest Sulejmani, dowiedzieliśmy się, jak podróżuje". - Nie mieliśmy czasu, żeby dzwonić do Nancy Pelosi, która i tak nie działa rozsądnie - powiedział Trump, odnosząc się do spikerki Izby Reprezentantów.

Uchwała trafi do Senatu

Aby przyjęta w czwartek uchwała stała się obowiązującym prawem, konieczne jest jej przegłosowanie w Senacie. Gdyby Senat zagłosował za ograniczeniem kompetencji Trumpa, uchwała weszłaby natychmiast w życie. Ponieważ dotyczy ona prerogatyw prezydenckich, prezydent nie uczestniczy w pracach nad nią i jego podpis nie jest konieczny - przypomina Reuters.

Szanse, że zdominowany przez republikanów Senat poprze uchwałę Izby Reprezentantów, są niewielkie. Partia Republikańska ma w 100-osobowej izbie wyższej Kongresu 53 przedstawicieli, którzy z reguły głosują zgodnie z linią partyjną.

"Kłopotliwa uchwała"

Agence France Presse wskazuje, że uchwała ma głównie wymiar symboliczny, ale jest "kłopotliwa dla Donalda Trumpa w momencie głębokiego kryzysu w relacjach amerykańsko-irańskich".

Biały Dom jeszcze przed głosowaniem w Izbie Reprezentantów ocenił w oświadczeniu, że uchwała zakładająca współudział Kongresu w podejmowaniu decyzji wojskowych "jest nieprzemyślana", a jej przyjęcie przez Kongres "mogłoby podważyć zdolność Stanów Zjednoczonych do natychmiastowego wzięcia pod ochronę obywateli amerykańskich, którym Iran stara się zaszkodzić".

O tym, że Izba Reprezentantów zamierza głosować nad rezolucją, która przewiduje ograniczenie ewentualnych działań wojennych prezydenta USA Donalda Trumpa w odniesieniu do Iranu, poinformowała wcześniej w czwartek w liście do demokratycznych kongresmenów szefowa izby niższej Kongresu USA Nancy Pelosi.

Jak wskazywała Pelosi, proponowane prawo "wzmacnia dawno ustanowiony obowiązek sprawowania nadzoru przez Kongres". Miałoby doprowadzić do sytuacji, że "jeśli Kongres nie podejmie żadnych dalszych działań, to działania wojenne administracji w odniesieniu do Iranu zostaną przerwane w ciągu 30 dni".

Amerykańskie siły zbrojne w rejonie Zatoki Perskiej
Adam Ziemienowicz | PAP/Reuters

Atak w Bagdadzie i śmierć Sulejmaniego

KASEM SULEJMANI NIE ŻYJE. RAPORT SPECJALNY

Kością niezgody między Białym Domem i kontrolowaną przez demokratów Izbą Reprezentantów jest operacja sił USA w Bagdadzie, w której w ubiegłym tygodniu zabito szefa elitarnej jednostki sił irańskich Al-Kuds Kasema Sulejmaniego. Atak ten pogorszył i tak już napięte relacje między Waszyngtonem i Teheranem, a władze Iranu zapowiedziały odwet.

Demokraci podkreślają, że przed atakiem w Bagdadzie prezydent nie uzyskał parlamentarnej zgody na użycie sił zbrojnych, a operacja nie była konsultowana z Kongresem.

W oświadczeniu wydanym w sobotę Pelosi przekazała, że niejawny dokument na temat akcji, przesłany parlamentowi przez Biały Dom, "budził poważne i pilne pytania w kwestii terminu, sposobu i uzasadnienia decyzji administracji dotyczącej podjęcia działań wymierzonych przeciwko Iranowi". Utajnienie dokumentu nazwała "niespotykanym", a działania wojskowe podjęte przez prezydenta uznała za "prowokujące, eskalujące oraz nieproporcjonalne".

Z demokratami nie zgadza się Trump, który twierdzi, że to on jako prezydent sprawuje kontrolę nad amerykańskimi siłami zbrojnymi.

Potencjał militarny krajów Bliskiego Wschodu
Maciej Zieliński , Adam Ziemienowicz | PAP

Autor: mart,ft//rzw / Źródło: PAP

Tagi:
Raporty: