Świat

Irański "kryzys naftowy" wywoła światową recesję?

Świat

TVN24Tankowce są jednym z kluczowych elementów światowej gospodarki

Wzrost napięć związanych z Iranem może wywołać globalną recesję spowodowaną obawami o to, że ceny ropy naftowej poszybują do niebotycznych wysokości, porównywalnych z tymi z okresu kryzysu naftowego w latach 70-tych – pisze na swojej stronie internetowej brytyjski dziennik "Daily Telegraph".

Jednym ze źródeł narastającej niepewności są groźby Teheranu dotyczące zablokowania cieśniny Ormuz, przez którą przepływa 40 proc. światowego morskiego transportu ropy naftowej. Wywołało to ostrą reakcję stacjonującej w regionie amerykańskiej V Floty.

3 stycznia francuski minister spraw zagranicznych Alain Juppe wyraził poparcie dla twardego stanowiska Waszyngtonu odnośnie Iranu. Wezwał również europejskich przywódców do wprowadzenia embarga na irańską ropę i do zamrożenia środków irańskiego banku centralnego przed końcem stycznia.

Europejscy importerzy irańskiej ropy

Jednak państwa europejskie importują z Iranu znaczące ilości ropy naftowej. - Obecnie Włochy sprowadzają z Islamskiej Republiki Iranu 13,3 procent ropy naftowej wykorzystywanej w swojej gospodarce. Hiszpania importuje z Iranu 9,6 proc., Francja 4,4 proc., a Grecja aż 34,7 proc. – podaje "Telegraph".

Obecnie Włochy sprowadzają z Islamskiej Republiki Iranu 13,3 procent ropy naftowej wykorzystywanej w swojej gospodarce. Hiszpania importuje z Iranu 9,6 proc., Francja 4,4 proc., a Grecja aż 34,7 proc. "Daily Telegraph"

Iran szkodzi nie tylko sobie

Jak zwraca uwagę dziennik, irańska ropa nie jest jedynym problemem. Zamknięcie cieśniny uniemożliwiłoby również transport tego surowca z Arabii Saudyjskiej, która jest największym światowym eksporterem ropy, oraz Kuwejtu. Transport płynnego gazu z Kataru również zostałby zakłócony.

- Jeśli dostawy przez cieśninę Ormuz zostaną wstrzymane, prawie wszyscy, tak na zachodzie jak i na wschodzie, znajdą się w tarapatach. Stałoby się to w momencie, w którym wiele światowych gospodarek jest w bardzo trudnej sytuacji i nie byłyby one w stanie poradzić sobie z szybującymi cenami tego surowca – twierdzi Roy Jordan z firmy analityczno-konsultingowej z branży naftowej FACTS Global Energy.

Analityk dodaje, że zakłócenia w dostawach ropy i gazu miałyby katastrofalny wpływ na kraje azjatyckie, które są motorem napędowym światowej gospodarki. Chiny, które są największym odbiorcą irańskiej ropy, kupują od tego kraju aż 10 procent całkowitej ilości ropy, którą wykorzystują w swojej gospodarce. - Wystarczyłoby, aby Iran wyrzucił kilka min do morza, a to spowodowałoby, że właściciele statków nie będą chcieli wypływać w ten region - uważa Jordan.

Wystarczyłoby, aby Iran wyrzucił kilka min do morza, a to spowodowałoby, że właściciele statków nie będą chcieli wypływać w ten region. Roy Jordan, analityk FACTS Global Energy

W 1974 roku po wojnie Jom Kippur, pomiędzy Izraelem a połączonymi siłami Egiptu i Syrii, która zakończyła się po 20 dniach zwycięstwem Izraela, Iran nałożył embargo na własną ropę i przestał ją eksportować do krajów, które w konflikcie wspierały Tel Awiw. Spowodowało to 400 procentowy wzrost ceny tego surowca na przestrzeni pół roku.

- Już w przeszłości, wysocy rangą irańscy urzędnicy grozili zamknięciem cieśniny Ormuz dla transportu ropy, jednak do faktycznej blokady nigdy nie doszło - pisze "Telegraph". Jak zauważa jednak Roy Jordan, jeśli nowe sankcje zakazałyby Iranowi eksportu ropy, to znalazłby się on w pozycji, w której nie miałby nic do stracenia, a przez to jego groźby mogłyby stać się realne. – Jest to sytuacja, której musimy uniknąć – dodaje.

W przypadku braku rozwiązania obecnego konfliktu, lub gdyby doszło do nasilania się wrogości, Międzynarodowa Agencja Energetyczna musiałaby zmusić swoich członków do uwolnienia swoich rezerw.

Alternatywy dla cieśniny Ormuz

W chwili obecnej nie ma wielu alternatyw dla transportu przez cieśninę Ormuz. Irak może transportować ropę do regionu Morza Śródziemnego przez ropociąg biegnący przez Turcję. Konstruowany jest też ropociąg łączący Abu Dhabi z portem Fujairah nad Morzem Arabskim. Ma on zostać ukończony na początku 2012 roku.

Będzie on jednak w stanie transportować jedynie milion baryłek ropy dziennie, podczas gdy przez cieśninę Ormuz przepływa 18 milionów. Powołując się na artykuł w gazecie Mashreq News, powiązanej z irańskimi wojskowymi, "Telegraph" donosi jednak, że budowany w Zjednoczonych Emiratach Arabskich rurociąg znajduje się „w zasięgu irańskich rakiet”.

Analitycy sugerowali, że podczas gdy istnieje zagrożenie zamknięcia cieśniny Ormuz, składki na ryzyko są już wliczane w ropę znajdującą się w obrocie międzynarodowym. Będą one z czasem rosły coraz bardziej. Jak wskazuje "Telegraph", gdyby doszło do zmniejszenia dostępu do ropy tak jak w latach 70-tych ubiegłego wieku, wiele rządów musiałoby zdecydować się na ograniczenie podaży tego surowca. W wyniku tego, tylko niezbędne służby takie jak policja i pogotowie ratunkowe miałyby dostęp do paliwa.

Źródło: telegraph.co.uk

Źródło zdjęcia głównego: TVN24