Tajny raport z wpadki amerykańskiej armii. "Wszyscy myśleliśmy, że zginiemy"

TVN24

Zdjęcie z powrotu załogi EP-3 do USA (nagranie archiwalne innego incydentu)US Navy
wideo 2/4

Chiński myśliwiec za trzecim razem podleciał za blisko. Jego pilot był znany Amerykanom z ryzykownych manewrów. Doszło do kolizji i rozpoczął się jeden z najpoważniejszych kryzysów w relacjach pomiędzy Chinami a USA. Na światło dzienne niedawno wyszedł tajny raport opisujący, jak bardzo nieprzygotowana na taki incydent była amerykańska załoga, która nie wiedziała jak niszczyć tajny sprzęt. Jak ujawniono, wiele tajemnic wpadło w ręce Chińczyków.

Do incydentu doszło w 2001 roku niedaleko chińskiej wyspy Hainan. To silnie zmilitaryzowana prowincja Chin, na której znajdują się ważne bazy morskie i lotnicze. Nie bez powodu w jej pobliżu kręcą się Amerykanie, szpiegujący aktywność chińskiego wojska między innymi przy pomocy samolotów zwiadowczych US Navy EP-3 Aries. To latające stacje nasłuchowe, gromadzące i analizujące sygnały wysyłanie przez przeciwnika.

Dokument od Snowdena

Ze zrozumiałych względów Amerykanie nigdy oficjalnie nie ujawnili szczegółów incydentu, a zwłaszcza tego, co działo się na pokładzie ich maszyny po kolizji i jakie informacje na jej pokładzie znaleźli Chińczycy. Piloci ciężko uszkodzonego po kolizji z myśliwcem EP-3 postanowili bowiem wylądować na wyspie Hainan, gdzie zostali aresztowani na 11 dni, a ich samolot przez dwa miesiące był w rękach chińskiego wojska.

Amerykański raport na temat incydentu został utajniony. Dopiero teraz wyszedł na jaw za sprawą Edwarda Snowdena. Ten były pracownik wywiadu USA wykradł w 2013 roku wielkie dokumentów i część umieścił w sieci. Dziennikarze i analitycy powoli przekopują się przez nie, czasem znajdując perełki, takie jak właśnie wspomniany raport. Zajął się nim internetowy magazyn "The Intercept" wzbogacając go o rozmowę z dwoma członkami załogi EP-3, którzy nie ujawnili jednak swoich nazwisk.

Z raportu wynika, że choć w amerykańskich mediach wielokrotnie pojawiała się krytyka lotników, że nie powinni lądować uszkodzonym samolotem w Chinach, to wojsko nie miało nic przeciwko tej decyzji. Za główny problem uznano to, że nie zapewniono im żadnego szkolenia co do tego, jak skutecznie niszczyć tajne materiały na pokładzie. Nie mieli też odpowiednich narzędzi. W efekcie część tajnych materiałów dostała się w ręce Chińczyków.

Tak wyglądał amerykański EP-3, który wziął udział w incydencie
| US Navy

Do trzech razy sztuka

Jak wynika z raportu i relacji członków załogi, patrol 1 kwietnia 2001 roku przez pięć godzin przebiegał rutynowo. Samolot krążył w pobliżu południowych wybrzeży Chin. Kiedy załoga zbierała się już do powrotu do bazy na Okinawie, została przechwycona przez parę chińskich myśliwców J-8. Jeden z pilotów miał być znany Amerykanom jako "Wei". Chińczyk słynął z ryzykownych manewrów. - On był wyjątkowo zwariowany. Podlatywał tak blisko, że można by przeskoczyć ze skrzydła na skrzydło - twierdzi jeden z członków załogi EP-3.

Tego feralnego dnia Wei trzy razy zbliżał się do Amerykanów, za każdym razem na mniejszą odległość. Za drugim razem było to kilka metrów. Za trzecim było już za blisko. Chiński samolot został zassany przez wiry wytwarzane przez śmigła EP-3 i uderzył w skrzydło. Łopaty śmigła dosłownie poszatkował myśliwiec na kawałki. Kolizja i latające szczątki JP-8 poważnie uszkodziły amerykański samolot.

Chiński myśliwiec w częściach spadł do oceanu. Pilota nigdy nie znaleziono. Amerykańska maszyna gwałtownie przechyliła się, obróciła do góry nogami i zaczęła gwałtownie spadać. Dziury w kadłubie wywołały nagłą dekompresję, która pogłębiła chaos na pokładzie. - Spadaliśmy jak kamień. Wszyscy byliśmy przekonani, że zaraz zginiemy - powiedział "The Intercept" jeden z członków załogi.

Pilot EP-3 opanował jednak maszynę na wysokości dwóch kilometrów (spadała z dziesięciu kilometrów). Przez chwilę rozważał, czy wodować, ale kiedy okazało się, że samolot utrzymuje się w powietrzu, postanowił dolecieć do najbliższego lądu, którym była wyspa Hainan. W ten sposób znacznie zwiększał szanse na przeżycie załogi, bo ze względu na uszkodzenia wodowanie byłoby bardzo twarde. Wydał więc rozkaz zniszczenia wszystkich tajnych urządzeń i informacji na pokładzie.

Chiński myśliwiec J-8
| domena publiczna / Wikipedia

Bo siekiera była za mała

W tym momencie zaczęły się schody. Okazało się, że załoga nigdy nie przeszła szkolenia na taki wypadek. Do znudzenia ćwiczyli wodowania, walkę z pożarem na pokładzie czy ewakuację, ale nigdy awaryjne niszczenie tajnych materiałów. Zaczęła się więc wielka improwizacja, która trwała 20 minut, zanim maszyna doleciała do wyspy. 21 członków załogi niezajętych pilotowaniem samolotu, rzuciło się do walki z oporną elektroniką.

Część materiałów udało się wyrzucić specjalnym awaryjnym otworem w kadłubie, jednak niewiele się do niego mieściło. Otworzenie drzwi w locie nie wchodziło jednak w grę. Próbowano działać siekierą, która w takich wypadkach zgodnie z instrukcją powinna być głównym narzędziem demolowania elektroniki. Okazała się być jednak zupełnie tępa i za mała, aby dało się nią zamachnąć na tyle porządnie, aby mocniej uszkodzić np. dyski twarde czy wzmocnione elementy systemów odbierających oraz analizujących sygnały elektromagnetyczne.

Próbując zniszczyć laptopy z tajnym oprogramowaniem analitycznym, lotnicy rzucali nimi o ściany i skakali po nich, ale jak stwierdzono w raporcie, było to mało skuteczne i nie przeszkodziło Chińczykom w analizie ich zawartości. Podobnie mało efektywnie niszczono książki i dokumenty, których nie udało się wyrzucić na zewnątrz. Po prostu podarto je na kawałki, które rozrzucono po samolocie.

Prezent dla Chińczyków

Kiedy już samolot wylądował na wyspie, załoga została aresztowana, a na pokład maszyny wkroczyli chińscy technicy. Teoretycznie nie mieli do tego prawa, ale protesty Amerykanów były nieskuteczne. Załogę zwolniono po 11 dniach, ale samolot stał na wyspie dwa miesiące, zanim został oddany. W tym czasie w ocenie amerykańskich śledczych został gruntownie przebadany.

Ze względu na nieskuteczne działania załogi Chińczycy mieli zdobyć wiele tajnych informacji. Śledczy uznali skalę strat jako "średnią". Chińczycy mieli uzyskać dostęp między innymi do oprogramowania analizującego zaszyfrowane sygnały ich wojska (było na laptopach), informacje na temat tajnej wiedzy o chińskich systemach, kody do odbiorników GPS, kompletne informacje na temat stacji radarowych we wszystkich państwach NATO i wiele innych.

Ogólnie rzecz biorąc, stwierdzono, że załoga samolotu miała z sobą znacznie więcej tajnych materiałów, niż powinna. Ich zdobycie przynajmniej teoretycznie mogło pozwolić Chińczykom usunąć wiele słabości w ich systemach, które wykorzystywał amerykański wywiad. Na szczęście Amerykanów EP-3 biorący udział w incydencie był jednym z najstarszych i elektronika na jego pokładzie była do wymiany. Zaplanowano ją na dwa tygodnie później.

Autor: mk/sk / Źródło: The Intercept, tvn24.pl