Chiny robią krok wstecz. Milion ludzi na ulicach Hongkongu zrobił wrażenie

Świat


Szefowa administracji Hongkongu Carrie Lam ogłosiła w sobotę zawieszenie prac nad nowelizacją prawa, umożliwiającą między innymi ekstradycję do Chin kontynentalnych. Głosowanie nad budzącą szeroki sprzeciw społeczny ustawą zostało przełożone na nieokreślony termin. Przeciwnicy ustawy zapowiedzieli, że zaplanowany już wcześniej marsz protestu przejdzie jednak w niedzielę ulicami. Tydzień temu maszerowało w nim ponad milion mieszkańców.

Projekt wywołał w Hongkongu największe protesty polityczne od czasu przyłączenia tej byłej brytyjskiej kolonii do Chin w 1997 roku. Przeciwnicy domagają się całkowitego wycofania ustawy. W niedzielę 9 czerwca zdaniem organizatorów ulicami Hongkongu przeszło ponad milion osób.

Prace nad ustawą wstrzymane

Lam powiedziała na konferencji prasowej, że prace nad ustawą zostaną wstrzymane, by "przywrócić spokój i porządek" w Hongkongu i "wznowić naszą komunikację z wszystkimi sektorami społecznymi". - Nie zamierzamy ustalać terminu dla tych działań - dodała.

Oświadczyła jednak, że "nie sądzi, aby ustawa mogła zostać wycofana". Nie odpowiedziała również wprost na pytanie, czy zamierza podać się do dymisji, czego domagali się demonstranci.

Zgodnie z wcześniejszym planem ostateczne głosowanie nad uchwaleniem nowelizacji w lokalnym parlamencie miało się odbyć 20 czerwca.

Przeciwnicy domagają się całkowitego wycofania ustawy

Proponowana przez rząd nowelizacja umożliwiłaby ekstradycję z Hongkongu do krajów i regionów, z którymi nie ma on obecnie umowy ekstradycyjnej, w tym do Chin kontynentalnych. Dotyczyłoby to rezydentów Hongkongu, jak również obywateli Chin i obcokrajowców.

Wielu Hongkończyków obawiało się, że możliwość ekstradycji do Chin kontynentalnych podważy praworządność Hongkongu, na której opiera się pozycja tego miasta jako międzynarodowego centrum finansowego.

Na konferencji prasowej Lam powtórzyła stanowisko hongkońskiego rządu, że zmiana przepisów jest konieczna, by załatać luki prawne, umożliwiające zbiegłym kryminalistom ukrywanie się w Hongkongu.

Wróciła również do sprawy morderstwa popełnionego na Tajwanie przez rezydenta Hongkongu, który w ramach obecnych przepisów nie może być odesłany na wyspę i tam osądzony. Rząd uzasadniał tą sprawą konieczność nowelizacji prawa.

Władze Tajwanu zadeklarowały jednak, że nie przyjmą oskarżonego o to morderstwo Hongkończyka, jeśli będzie to związane z uchwaleniem nowelizacji, która grozi również ekstradycją do Chin kontynentalnych mieszkających lub przebywających w Hongkongu Tajwańczyków.

Marsz protestu w niedzielę

O planach "zawieszenia" prac nad ustawą informowały wcześniej w sobotę hongkońskie media. Mimo tych doniesień przeciwnicy nowelizacji zapowiedzieli, że kolejny marsz protestu przejdzie w niedzielę zgodnie z planem. Domagają się oni całkowitego wycofania projektu.

- Obawiamy się, że to tylko strategia, by złagodzić presję, a nie oznaka, że są skłonni nas wysłuchać (…). Dlatego wzywamy wszystkich ludzi, by dołączyli jutro do marszu - powiedziała rozgłośni RTHK przedstawicielka organizatora manifestacji, Cywilnego Frontu Praw Człowieka (CHRF), Bonnie Leung.

Leung wezwała władze do całkowitego wycofania nowelizacji. Dodała, że uczestnicy niedzielnego marszu będą również protestować przeciwko brutalnym działaniom policji, która w środę użyła gazu łzawiącego i gumowych kul, by usunąć demonstrantów z okolicy budynków rządowych. Będą też żądać, aby władze wycofały się z określania środowych protestów jako "zamieszek".

W ubiegłą niedzielę ulicami Hongkongu przeszły setki tysięcy ludzi, domagających się wycofania ustawy oraz dymisji Lam. Po marszu władze deklarowały, że nie wycofają projektu.

Poparcie dla nowelizacji wśród hongkońskich urzędników zaczęło się chwiać w piątek, po protestach i starciach demonstrujących z policją ze środy i czwartku. Za wstrzymaniem projektu opowiedział się doradca Lam z Rady Wykonawczej Bernard Chan oraz kilku innych wpływowych polityków o sympatiach propekińskich.

Komentatorzy oceniali, że władze Hongkongu forsują nowelizację pomimo szerokiego sprzeciwu społecznego z powodu presji ze strony Pekinu. Sprawa stała się "testem lojalności" Lam wobec władz centralnych - powiedział politolog z Uniwersytetu Hongkongu Samson Yuen.

Propekiński dziennik "Sing Tao" podał, że w piątek wieczorem Lam spotkała się w Shenzhen po drugiej stronie granicy administracyjnej z wicepremierem ChRL Han Zhengiem, który jest również członkiem Stałego Komitetu Biura Politycznego Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin (KPCh), odpowiedzialnym za sprawy hongkońskie.

Protesty w HongkonguPAP/DPA

Autor: KB/adso / Źródło: PAP

Tagi:
Raporty: