Ostatnia wiadomość, którą Chris Wong otrzymała od swojej 72-letniej matki, była przypomnieniem, by ciepło się ubrała, ponieważ w Hongkongu zapanowały chłodniejsze dni.
Kilka godzin po tym, jak starsza kobieta zamieściła swój wpis na rodzinnej grupie w WhatsAppie, wieżowiec, w którym mieszkała, zamienił się w piekło. Jest jedną z 200 osób zaginionych w tragedii, która pochłonęła co najmniej 128 ofiar śmiertelnych.
Ponad jedna trzecia mieszkańców Wang Fuk Court, kompleksu mieszkaniowego, który w środę 26 listopada stanął w ogniu, była w wieku powyżej 65 lat.
Matka Wong, która miała problemy ze stawami i trudności z chodzeniem, była sama w mieszkaniu na 21. piętrze jednego z siedmiu wieżowców, które strawił najgorszy pożar w Hongkongu od ponad 80 lat.
- Kiedy wybuchł pożar, podbiegłam… Widziałam, że nasze mieszkanie stanęło w płomieniach. Wszędzie był ogień - powiedziała Chris Wong dziennikarzom w schronie ewakuacyjnym. - Po prostu stałam tam, dzwoniąc i pisząc do mamy, ale nie było żadnej odpowiedzi - dodała, płacząc.
Mogli tylko patrzeć, jak żywioł pochłania ich dom
Chim, kobieta po sześćdziesiątce, która poprosiła o podanie tylko jej nazwiska, miała szczęście. Oglądała telewizję z mężem w swoim mieszkaniu na 15. piętrze, gdy usłyszała hałas na zewnątrz. Uchyliła okno i zobaczyła bambusowe rusztowanie w sąsiednim bloku w płomieniach, a także iskry unoszące się w kierunku jej budynku na wietrze.
"Pożar! Szybko, uciekajcie!" - usłyszała krzyki sąsiadów. Zdążyła tylko zabrać trochę gotówki i laskę, zanim zjechała windą w bezpieczne miejsce.
Starsze małżeństwo z przerażeniem patrzyło, jak mieszkanie, w którym żyli od ponad 40 lat, powoli staje w płomieniach. - Zeszliśmy na dół i po prostu patrzyliśmy na ogień. Patrzyliśmy, jak płonie. Nie mogliśmy nic zrobić, po prostu patrzyliśmy i mieliśmy nadzieję, że nie będzie się palił dalej - powiedziała Chim.
Mieszkańcy skarżyli się na prace remontowe
Bloki wybudowane w 1983 roku były częścią programu mieszkań komunalnych, mającego na celu ułatwienie mieszkańcom o niższych dochodach znalezienia lokalu mieszkalnego w jednym z najdroższych miast świata.
Około 37 procent z 4643 mieszkańców kompleksu miało 65 lat lub więcej, poinformowała agencja nieruchomości Centaline, powołując się na najnowsze dane ze spisu powszechnego.
Mieszkańcy kompleksu od ponad roku skarżyli się na zagrożenie pożarowe związane z pracami remontowymi, jak wykazało śledztwo dziennikarzy agencji Reuters.
Policja poinformowała o aresztowaniu trzech pracowników firmy budowlanej pod zarzutem nieumyślnego spowodowania śmierci w związku z użyciem niebezpiecznych materiałów, w tym łatwopalnej pianki. Firma nie odpowiedziała na prośby o komentarz. Niezależna Komisja Przeciw Korupcji aresztowała w piątek osiem innych osób.
"Nie mam ochoty nic robić. Jest mi bardzo smutno"
Do zaginionych należą 73-letnia żona oraz syn Dawida Ho, który mieszkał na wysokim piętrze jednego z wieżowców. Ostatni kontakt z synem miał 20 listopada, w jego urodziny, kiedy ten odpisał "dziękuję, tato" na złożone życzenia.
- Jestem osobą pozytywną i beztroską. Gdyby ta tragedia się nie wydarzyła, żyłbym szczęśliwie. Wcześniej chodziłem do ośrodków dla seniorów i wszędzie jeździłem rowerem, ale teraz nie mam ochoty nic robić. Jest mi bardzo smutno - powiedział 75-letni emeryt. - To oczywiste, że nie przeżyli - stwierdził.
Michelle Liu, wolontariuszka i doradczyni, spędziła większość czasu, przemierzając parki i schroniska wokół spalonych budynków, oferując wsparcie rodzinom i wielu starszym osobom dotkniętym katastrofą.
- Byli bardzo wzruszeni. Zdałam sobie sprawę, że o ile środki do życia są dla nich ważne, to ważniejsze jest, aby ktoś był z nimi w tym trudnym czasie i im towarzyszył - powiedziała. - Ludzie tutaj czują się teraz trochę zagubieni, zwłaszcza ci, z którymi rozmawiałam. Nie wiedzą, co się z nimi stanie - dodała.
Zbiórka odzieży, pościeli i leków
Niektórzy starsi mieszkańcy ustawiali się w kolejce do punktu medycznego w schronisku po świeże zapasy leków na przewlekłe schorzenia, takie jak nadciśnienie i cukrzyca, podczas gdy inni zaopatrywali się w darmowe artykuły oferowane przez wolontariuszy, w tym ubrania i pościel.
Chris Wong powiedziała, że przez sześć godzin stała bezradnie, patrząc na płonący budynek i próbując dotrzeć do matki, gdy szalał pożar. - Czułam się kompletnie bezradna... Moja mama nie mogła normalnie chodzić, miała chore stawy w obu kolanach i nie było nikogo, kto mógłby jej pomóc - relacjonowała.
Jej ojciec, który był poza domem, gdy doszło do tragedii, powiedział, że nie otrzymali dotychczas oficjalnej informacji o losie kobiety. - Musimy powoli zaakceptować rzeczywistość - dodał.
Po tej wymianie zdań z dziennikarzami z głośników w ośrodku ewakuacyjnym nadano komunikat policyjny wzywający krewnych do udania się do pobliskiej świetlicy w celu identyfikacji zwłok. Wong i jej starsza siostra cicho szlochały.
Autorka/Autor: fil/dap
Źródło: Reuters
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA