Gigantyczny pożar. "Stałam tam, dzwoniąc i pisząc do mamy, ale nie było odpowiedzi"

pap_20251129_08E
Mieszkańcy Hongkongu składają kwiaty i szukają bliskich po pożarze
Źródło: Reuters
W pożarze wieżowców mieszkalnych w Hongkongu, który wybuchł w środę, zginęło co najmniej 128 osób, a około 200 pozostaje zaginionych. - Po prostu stałam tam, dzwoniąc i pisząc do mamy, ale nie było żadnej odpowiedzi - powiedziała dziennikarzom córka jednej z ofiar.

Ostatnia wiadomość, którą Chris Wong otrzymała od swojej 72-letniej matki, była przypomnieniem, by ciepło się ubrała, ponieważ w Hongkongu zapanowały chłodniejsze dni.

Kilka godzin po tym, jak starsza kobieta zamieściła swój wpis na rodzinnej grupie w WhatsAppie, wieżowiec, w którym mieszkała, zamienił się w piekło. Jest jedną z 200 osób zaginionych w tragedii, która pochłonęła co najmniej 128 ofiar śmiertelnych.

Ponad jedna trzecia mieszkańców Wang Fuk Court, kompleksu mieszkaniowego, który w środę 26 listopada stanął w ogniu, była w wieku powyżej 65 lat.

Matka Wong, która miała problemy ze stawami i trudności z chodzeniem, była sama w mieszkaniu na 21. piętrze jednego z siedmiu wieżowców, które strawił najgorszy pożar w Hongkongu od ponad 80 lat.

Pożar wieżowców w Hongkongu
Pożar wieżowców w Hongkongu uchwycony kamerą świadka zdarzenia
Źródło: Reuters

- Kiedy wybuchł pożar, podbiegłam… Widziałam, że nasze mieszkanie stanęło w płomieniach. Wszędzie był ogień - powiedziała Chris Wong dziennikarzom w schronie ewakuacyjnym. - Po prostu stałam tam, dzwoniąc i pisząc do mamy, ale nie było żadnej odpowiedzi - dodała, płacząc.

Mogli tylko patrzeć, jak żywioł pochłania ich dom

Chim, kobieta po sześćdziesiątce, która poprosiła o podanie tylko jej nazwiska, miała szczęście. Oglądała telewizję z mężem w swoim mieszkaniu na 15. piętrze, gdy usłyszała hałas na zewnątrz. Uchyliła okno i zobaczyła bambusowe rusztowanie w sąsiednim bloku w płomieniach, a także iskry unoszące się w kierunku jej budynku na wietrze.

"Pożar! Szybko, uciekajcie!" - usłyszała krzyki sąsiadów. Zdążyła tylko zabrać trochę gotówki i laskę, zanim zjechała windą w bezpieczne miejsce.

Starsze małżeństwo z przerażeniem patrzyło, jak mieszkanie, w którym żyli od ponad 40 lat, powoli staje w płomieniach. - Zeszliśmy na dół i po prostu patrzyliśmy na ogień. Patrzyliśmy, jak płonie. Nie mogliśmy nic zrobić, po prostu patrzyliśmy i mieliśmy nadzieję, że nie będzie się palił dalej - powiedziała Chim.

Mieszkańcy skarżyli się na prace remontowe

Bloki wybudowane w 1983 roku były częścią programu mieszkań komunalnych, mającego na celu ułatwienie mieszkańcom o niższych dochodach znalezienia lokalu mieszkalnego w jednym z najdroższych miast świata.

Około 37 procent z 4643 mieszkańców kompleksu miało 65 lat lub więcej, poinformowała agencja nieruchomości Centaline, powołując się na najnowsze dane ze spisu powszechnego.

Przebieg pożaru w Hongkongu
Przebieg pożaru w Hongkongu
Źródło: Reuters

Mieszkańcy kompleksu od ponad roku skarżyli się na zagrożenie pożarowe związane z pracami remontowymi, jak wykazało śledztwo dziennikarzy agencji Reuters.

Policja poinformowała o aresztowaniu trzech pracowników firmy budowlanej pod zarzutem nieumyślnego spowodowania śmierci w związku z użyciem niebezpiecznych materiałów, w tym łatwopalnej pianki. Firma nie odpowiedziała na prośby o komentarz. Niezależna Komisja Przeciw Korupcji aresztowała w piątek osiem innych osób.

Dym unoszący się nad zgliszczami wieżowców w Hongkongu
Dym unoszący się nad zgliszczami wieżowców w Hongkongu
Źródło: Reuters

"Nie mam ochoty nic robić. Jest mi bardzo smutno"

Do zaginionych należą 73-letnia żona oraz syn Dawida Ho, który mieszkał na wysokim piętrze jednego z wieżowców. Ostatni kontakt z synem miał 20 listopada, w jego urodziny, kiedy ten odpisał "dziękuję, tato" na złożone życzenia.

- Jestem osobą pozytywną i beztroską. Gdyby ta tragedia się nie wydarzyła, żyłbym szczęśliwie. Wcześniej chodziłem do ośrodków dla seniorów i wszędzie jeździłem rowerem, ale teraz nie mam ochoty nic robić. Jest mi bardzo smutno - powiedział 75-letni emeryt. - To oczywiste, że nie przeżyli - stwierdził.

Michelle Liu, wolontariuszka i doradczyni, spędziła większość czasu, przemierzając parki i schroniska wokół spalonych budynków, oferując wsparcie rodzinom i wielu starszym osobom dotkniętym katastrofą.

- Byli bardzo wzruszeni. Zdałam sobie sprawę, że o ile środki do życia są dla nich ważne, to ważniejsze jest, aby ktoś był z nimi w tym trudnym czasie i im towarzyszył - powiedziała. - Ludzie tutaj czują się teraz trochę zagubieni, zwłaszcza ci, z którymi rozmawiałam. Nie wiedzą, co się z nimi stanie - dodała.

Zbiórka odzieży, pościeli i leków

Niektórzy starsi mieszkańcy ustawiali się w kolejce do punktu medycznego w schronisku po świeże zapasy leków na przewlekłe schorzenia, takie jak nadciśnienie i cukrzyca, podczas gdy inni zaopatrywali się w darmowe artykuły oferowane przez wolontariuszy, w tym ubrania i pościel.

Chris Wong powiedziała, że ​​przez sześć godzin stała bezradnie, patrząc na płonący budynek i próbując dotrzeć do matki, gdy szalał pożar. - Czułam się kompletnie bezradna... Moja mama nie mogła normalnie chodzić, miała chore stawy w obu kolanach i nie było nikogo, kto mógłby jej pomóc - relacjonowała.

Jej ojciec, który był poza domem, gdy doszło do tragedii, powiedział, że nie otrzymali dotychczas oficjalnej informacji o losie kobiety. - Musimy powoli zaakceptować rzeczywistość - dodał.

Po tej wymianie zdań z dziennikarzami z głośników w ośrodku ewakuacyjnym nadano komunikat policyjny wzywający krewnych do udania się do pobliskiej świetlicy w celu identyfikacji zwłok. Wong i jej starsza siostra cicho szlochały.

OGLĄDAJ: Wydanie z 27.11.2025
pc

Wydanie z 27.11.2025

pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Czytaj także: