Holendrzy wściekli i bezsilni. Burmistrz Hilversum wezwał do deportacji córki Putina

TVN24

Aktualizacja:
"Fakty" TVNMasza Putin żyje w Holandii od kilku lat. Nie wiadomo, czy ma kontakt z ojcem

Maria Putin - 29-letnia córka prezydenta Rosji - powinna "zostać wyrzucona ze swoimi bagażami z Holandii" - powiedział burmistrz miasteczka Hilversum położonego 20 km od Amsterdamu, do którego w środę przewieziono do identyfikacji pierwsze 40 ciał ofiar katastrofy malezyjskiego boeinga. To drugi rozdział opowieści o pannie Putin, która - jak się wydaje - będzie w Holandii jedną z popularniejszych w nadchodzących tygodniach postaci.

We wtorek Ukraińcy żyjący w Holandii wezwali za pomocą Twittera swoich rodaków oraz wszystkich chętnych do stawienia się na "pokojowej demonstracji" pod domem, w którym rzekomo mieszka na co dzień córka Władimira Putina - po to, by "wyrazić swój sprzeciw" dla polityki prezydenta Rosji.

Deportować - nie deportować

Jeżeli 29-letnia Maria się o tym dowiedziała, a mogła bez przeszkód, ponieważ pisał o tym największy dziennik w kraju "De Telegraaf", to z pewnością nie zachwyciła jej też propozycja złożona dzień później w ogólnokrajowym Radiu 1 przez burmistrza Hilversum.

Pieter Broertjes wezwał wprost do deportowania jej z kraju, w którym żyje podobno od lat, dzieląc obecnie mieszkanie ze swoim holenderskim chłopakiem Jorritem Faassenem - jednym z kierowników w siedzibie Gazpromu w Holandii.

W trakcie rozmowy o krokach, jakie należałoby podjąć, by wywrzeć naciski na Rosję i Władimira Putina wspierających separatystów na Ukrainie, zaproszony do studia Broertjes stwierdził, że dobrym pomysłem byłoby pozbycie się córki Putina.

- Moglibyśmy ją deportować z Holandii, bo tu mieszka. Mogłaby zostać wyrzucona ze swoimi bagażami. To dałoby (Putinowi) wyraźny sygnał, w jakim kierunku idą sprawy - powiedział burmistrz Hilversum.

Po kilku godzinach Broertjes doszedł najwyraźniej do wniosku, że posunął się za daleko. Przepraszając za swoje "niemądre" komentarze, dodał też jednak, że "są one wynikiem całkowitej bezsilności; uczucia, które wielu ludzi dzisiaj (w Holandii) podziela" - napisał w krótkim oświadczeniu.

W katastrofie boeinga 777 linii Malaysia Airlines 17 lipca zginęło 298 osób, w tym 193 Holendrów. Holendrzy nazywają już katastrofę swoim "11 września". Samolot został zestrzelony - najprawdopodobniej przez separatystów lub wojska rosyjskie, które również działają we wschodniej Ukrainie.

Zobacz rozmowę z sąsiadem Marii Putin w materiale "Faktów":

23.07.2014 | Holandia w żałobie. Ciała ofiar katastrofy na Ukrainie dotarły do EindhovenFakty TVN

Autor: adso\mtom/zp / Źródło: Guardian, tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: Facebook