Olimpijczyk pomaga w walce z ubojem psów. Ponad 2 mln zwierząt na farmach w Korei Płd.

Świat


Olimpijczyk Gus Kenworthy zaraz po igrzyskach w Pjongczangu odwiedził farmę psów hodowanych w celach konsumpcyjnych. To jedno z wielu takich miejsc na terenie Korei Południowej. Amerykanin doświadczenie opisał jako "łamiące serce" i poinformował, że farma ma zostać zlikwidowana.

Gus Kenworthy to amerykański narciarz dowolny, specjalizujący się w konkurencjach half-pipe i slopestyle. Ma już tytuł wicemistrza olimpijskiego z Soczi i wicemistrza świata. Teraz może dodać do tego tytuł przyjaciela zwierząt.

Cztery lata po uratowaniu bezdomnego psa podczas igrzysk w Soczi, w Korei Południowej Kenworthy odwiedził psią farmę, usytuowaną zaledwie 45 minut jazdy od centrum Seulu. W promieniu kilkunastu kilometrów od olimpijskich stadionów istnieje ponad 100 psich farm. Dorosłe psy i szczenięta przetrzymywane są tam w metalowych klatkach w niskich temperaturach.

O wizytę olimpijczyka zabiegało Międzynarodowe Towarzystwo Humanitarne (International Humane Society), które od lat zajmuje się ratowaniem psów z tego typu farm.

"Pobyt tutaj, na olimpiadzie, daje mi szansę, by mój głos był słyszany" - powiedział narciarz. "Te psy potrzebują jedynie troski i miłości, a utknęły w ciasnych, metalowych klatkach, w śniegu, bez jedzenia".

2,5 mln psów do uboju

"Tego ranka odwiedziliśmy jedną z 17 tysięcy psich farm tutaj, w Korei Południowej. W całym kraju jest niemal 2,5 miliona psów, które są hodowane na mięso, w najgorszych warunkach, jakie możemy sobie wyobrazić" - napisał na swoim profilu na Twitterze, relacjonując wizytę.

"Zdaję sobie sprawę, że jedzenie psiego mięsa jest wpisane w koreańską kulturę. I mimo tego, że osobiście tego nie akceptuję, to zdaję sobie sprawę, że to nie miejsce na wyrażanie swoich zachodnich ideałów. Jednak to, jak te zwierzęta są traktowane, jest kompletnie nieludzkie, a kultura nigdy nie powinna być winna tego okrucieństwa".

Cały wpis opatrzył podpisem: "psy to przyjaciele, a nie jedzenie".

Zmiana z okazji igrzysk

Władze Korei Południowej na czas igrzysk poprosiły mieszkańców, by na trzy tygodnie zmienili dietę. Prośbę tłumaczyli faktem, że przyjezdni nie rozumieją tamtejszej tradycji. Na prośbę zareagowało 10 lokalnych restauracji, tymczasowo wycofując psie mięso z menu.

Nie wszyscy jednak byli w stanie przychylić się do prośby. "Nie zgadzam się z argumentem, że powinniśmy zaprzestać robić coś tylko po to, żeby dopasować się etycznie do innych kultur. Myślę, że każdy ma w tej sprawie swoje przemyślenia. Nie można nikogo do niczego zmuszać" - w rozmowie z reporterami agencji Reutera tłumaczył jeden z mieszkańców Korei Południowej.

11 farma do zamknięcia

Międzynarodowe Towarzystwo Humanitarne zajmuje się między innymi ratowaniem psów hodowanych na mięso, a także stara się o likwidowanie psich farm i zmianę tradycji jedzenia psiego mięsa. Jak poinformował sportowiec, farma, którą odwiedził, ma zostać zamknięta i podzielić los 10 wcześniejszych, w których interweniowała organizacja. Uratowane psy mają być przetransportowane do Stanów Zjednoczonych i Kanady, gdzie w lepszych warunkach będą czekały na adopcję.

To nie jedyna organizacja walcząca na rzecz praw zwierząt. Według waszyngtońskiej organizacji Animal Welfare Institute, w Korei Południowej w celach konsumpcyjnych zabija się ponad dwa miliony psów rocznie. W prowincji Gangwon, gdzie leży Pjongczang, problem handlu psim mięsem jest powszechny.

"Stoimy tu, by bronić psów, które cierpią teraz na psich farmach. Marzną w klatkach, nawet podczas igrzysk olimpijskich. Rząd chce ukryć ten problem przed obcokrajowcami. Sprawę próbuje się rozwiązać wewnętrznie, ale to nie wychodzi" - alarmują aktywiści.

Autor: akw//ŁUD / Źródło: Twitter, The Washington Post, Reuters