TVN24 | Świat

"Nigdy nie wiadomo, co zrobi Rosja". Finowie gromadzą zapasy żywności i sprawdzają schrony

TVN24 | Świat

Autor:
wac//az
Źródło:
BBC News, tvn24.pl

Po dekadach neutralności Finlandia decyduje się na wstąpienie do NATO. Finowie, zwłaszcza mieszkańcy regionów graniczących z Rosją, sprawdzają schrony, gromadzą zapasy i mentalnie przygotowują się na odparcie rosyjskiej agresji. Ponad milion obywateli przeszło szkolenie wojskowe, około trzystu tysięcy znajduje się oficjalnie w rezerwie i jest okresowo wysyłanych na szkolenie.

Prezydent Finlandii Sauli Niinisto i premier Sanna Marin ogłosili w niedzielę 15 maja decyzję o ubieganiu się o członkostwo w Sojuszu Północnoatlantyckim. 16 maja w fińskim parlamencie rozpoczęła się debata nad rządowym wnioskiem o akcesję do NATO. "Jednak na terenach przygranicznych Finlandii ludzie już dawno zdecydowali" - pisze BBC News. Dziennikarze portalu rozmawiali z mieszkańcami miejscowości położonych w pobliżu granicy z Rosją.

- Kiedy Rosja rozpoczęła wojnę w Ukrainie, czuliśmy, że na pewnym etapie możemy być następni. Służyłem w armii fińskiej. Jeśli będziemy musieli się bronić, zrobimy to, co robiliśmy już w naszej historii. Jestem już przygotowany na wypadek, gdybym musiał jechać - mówi w rozmowie z portalem BBC Yuso, który prowadzi bar 25 kilometrów od granicy fińsko-rosyjskiej. Wcześniej się wahał, po rozpoczęciu wojny w Ukrainie nie ma wątpliwości: - Nigdy nie wiadomo, co zrobi Rosja.

Po 24 lutego poparcie dla członkostwa Finlandii w NATO znacząco wzrosło. Według sondaży Helsingin Sanomat i Kantar TNS, o ile w styczniu 28 procent mieszkańców Finlandii opowiadało się za wstąpieniem do NATO, to w marcu poparcie to wzrosło do 54 procent, a do maja prawie trzy czwarte populacji (73 procent) było za wstąpieniem do Sojuszu. Te same sondaże wskazują, że przeciwników akcesji do NATO zniechęca obawa przed zepsuciem relacji z Rosją. Konsekwencją byłyby duże straty dla turystyki i sektora usług.

NATO zniechęci turystów z Rosji?

Rosjanie stanowili jedną trzecią turystów w Finlandii w 2018 roku, a w roku poprzedzającym pandemię wydali w niej 650 milionów euro - wynika z badań fińskiej państwowej organizacji marketingowej Visit Finland.

Sceptyczne głosy wobec członkostwa w NATO pojawiają się też wśród przedsiębiorców, którzy prowadzą sklepy w pobliżu granicy z Rosją. Właściciel jednego z nich, Mohammed, w rozmowie z BBC News przyznaje: - Jeśli nie będzie nowych ograniczeń z powodu wojny, szybko staniemy na nogi. Jeśli będą, to może się dla nas skończyć źle.

Szacuje, że 99 procent jego klientów to Rosjanie. Teraz sklep świeci pustkami. Z kolei prowadzący bar Yuso przekonuje, że akcesja do Paktu Północnoatlantyckiego nic nie zmieni: - I tak ostatnimi czasy [przygraniczne - red.] sklepy nie miały klientów przez pandemię - przekonuje.

Kimmo Järva, burmistrz Lappeenranty, miasta odwiedzanego wcześniej przez nawet dwa miliony turystów z Rosji rocznie, uważa, że ​​po przyłączeniu do NATO Rosjanie mogą nie wrócić. - Stosunek Finów do zwykłych ludzi po drugiej stronie granicy nie zmienił się. Moja żona jest z Rosji, jest obywatelką Finlandii, mieszka tu przez pół życia. Tworzymy szczęśliwe małżeństwo. Myślę, że dla Finów to jest wojna Putina - powiedział w rozmowie z brytyjskim portalem. Jednocześnie przyznał, że spadło zaufanie do Rosjan.

Finowie gromadzą zapasy

Finlandia deklaruje, że posiada zapasy na co najmniej sześć miesięcy wszystkich głównych paliw i zbóż, "a firmy farmaceutyczne są zobowiązane do posiadania w każdym momencie wszystkich importowanych leków na okres od trzech do dziesięciu miesięcy" - informował Financial Times.

- Wiele osób gromadzi zapasy żywności, na poziomie miasta sprawdziliśmy nasze schrony, przygotowaliśmy się na możliwe ataki hybrydowe. Finowie nie boją się, ale się przygotowują - powiedział Järva. Burmistrz popiera wejście Finlandii do NATO, jednocześnie zawsze cieszy się z przyjazdu rosyjskich turystów. Nie widzi tu sprzeczności, ale, jak sam mówi, to "czysty pragmatyzm".

Finowie przygotowują się na ewentualną agresję, bo mają w pamięci wojnę zimową: w 1939 roku Związek Radziecki dokonał zbrojnej agresji na Finlandię. W wyniku ataku kraj stracił 10 procent terytorium, ale zachował suwerenność. Finowie stawiali tak silny opór, że ZSRR uznał całkowitą okupację kraju za niewartą potencjalnych strat.

FinlandiaShutterstock

- W Finlandii o tej wojnie pamięta się na wszystkich poziomach (...). Burmistrz Lappeenrante pracuje w biurze z widokiem na pomnik żołnierzy fińskich, którzy zginęli podczas wojny zimowej i II wojny światowej - odnotowuje Oksana Antonenko z BBC.

Mimo odparcia najeźdźców, po II wojnie światowej Finlandia znalazła się w radzieckiej strefie wpływów, a "pozycja ZSRR miała ogromne znaczenie w fińskiej polityce wewnętrznej. Związek Radziecki nieustannie dbał o to, by Finlandia znała swoje miejsce" - zwraca uwagę historyk prof. Juhana Aunesluoma. Do dziś mianem "finlandyzacji" określa się ograniczenie przez obce państwo swobody polityki zagranicznej innego państwa w zamian za brak interwencji w politykę wewnętrzną.

Ekspert: musimy być przygotowani

Finlandia nigdy nie zniosła obowiązkowej służby wojskowej, a po upadku żelaznej kurtyny kupowała w przystępnych cenach broń od krajów, które chciały się jej pozbyć. Zdaniem politologa Tuomasa Forsberga, "cała fińska polityka miała na celu zapewnienie, by kraj zachował zdolność do samodzielnego radzenia sobie z kryzysem".

Chociaż nordycki kraj liczy zaledwie 5,5 miliona mieszkańców, nie brakuje w nim ludzi przygotowanych na ewentualny konflikt zbrojny: ponad milion obywateli przeszło szkolenie wojskowe, a około trzystu tysięcy znajduje się oficjalnie w rezerwie i jest okresowo wysyłanych do obozów szkoleniowych. Kolejne 30 tysięcy osób to armia zawodowa wraz z poborowymi. Skąd zatem potrzeba bycia częścią NATO?

Fińscy żołnierzeKarjalan lennosto

- Wygląda na to, że Rosja chce przywrócić strefę wpływów wzdłuż swojej granicy - wyjaśnia prof. Juhana Aunesluom. - A my z nią graniczymy. Pojawiło się poczucie, że Rosja próbuje przywrócić to, co przegrała, a to nie spodobało się Finom. Musimy być przygotowani na to, co do tej pory wydawało się niemożliwe. Na dwustronny konflikt.

Historyk przyznaje, że sam wcześniej nie popierał pomysłu wejścia jego kraju do NATO, "ale 24 lutego wszystko się zmieniło".

Autor:wac//az

Źródło: BBC News, tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: astudio / Shutterstock.com

Pozostałe wiadomości