Aktywiści przez dziewięć lat walczyli o setki psów, które znały tylko klatki, laboratoria i eksperymenty. Batalia toczyła się przeciwko Ridglan Farms w stanie Wisconsin, licencjonowanej przez państwo hodowli beagli przeznaczonych do badań biomedycznych i testów wykorzystywanych przy opracowywaniu leków i terapii weterynaryjnych.
Władze zdecydowały się zamknąć hodowlę. - Nie wiedzieliśmy, czy ten dzień kiedykolwiek nadejdzie. To piękne móc to zobaczyć i być częścią tego procesu - powiedziała Zoe Rosenberg z organizacji Direct Action Everywhere.
Wolontariuszka Big Dog Ranch Rescue Patty Nooney zwróciła uwagę, że "część psów jest bardzo wycofana i przestraszona". - Staramy się pracować z tymi najbardziej lękliwymi, uspokajać je. Niektóre potrzebują więcej czasu, ale z czasem się otwierają i zaczynają dobrze funkcjonować - dodała.
Beagle wyszły na wolność
Organizacje Big Dog Ranch Rescue i Center For Humane Economy wykupiły znaczną część zwierząt za nieujawnioną kwotę. W pierwszej kolejności 300 szczeniąt opuściło Ridglan Farms 2 maja. Wszystkie czworonogi mają stopniowo trafiać do adopcji.
- Uwielbiają się bawić. Dla wielu z nich to pierwszy kontakt z otwartą przestrzenią. Radzą sobie bardzo dobrze - stwierdził Evan Nader, wiceprezes do spraw rozwoju Big Dog Ranch Rescue.
Dramat tych zwierząt trwał od 1966 roku. Przez lata sprawa praktycznie stała w miejscu. Przełom przyszedł w 2025 roku, gdy specjalny prokurator stanowy uznał, że w ośrodku dochodzi do regularnego znęcania się nad zwierzętami.
"Ridglan Farms rutynowo pozwalało osobom bez wykształcenia weterynaryjnego przeprowadzać zabieg usunięcia gruczołu trzeciej powieki oka. Nie stosowano pełnego znieczulenia, co powodowało ból u zwierząt oraz potencjalny ból pooperacyjny" - napisano w raporcie specjalnego prokuratora.
Mimo tych ustaleń prokurator zgodził się odstąpić od postawienia firmie zarzutów pod warunkiem zamknięcia działalności. Do tego czasu ośrodek mógł jednak dalej prowadzić eksperymenty.
Psy okaleczane i zakażane, operowane bez znieczulenia
Od tamtej pory aktywiści wielokrotnie próbowali przedostać się na teren placówki i wyprowadzić zwierzęta. W kwietniu zostali zatrzymani przez policję oraz prywatnych ochroniarzy. Zarzuty związane z włamaniem usłyszały 63 osoby.
- Mówimy o chirurgicznym okaleczaniu psów bez znieczulenia, o zakażaniu ich wścieklizną i obserwowaniu jak przez tygodnie i miesiące popadają w obłęd, a potem umierają - zwrócił uwagę aresztowany w kwietniu aktywista Wayne Hsiung. Podkreślił, że niektóre zwierzęta trzymano w klatkach o wymiarach 60 na 120 centymetrów przez 7-8 lat. - To brutalna przemoc, o której można usłyszeć w horrorach albo zaglądając do Ridglan Farms - dodał.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Przemysł cierpienia w fabryce szczeniąt. Zarzuty za znęcanie się nad setkami psów
Po ponad sześciu dekadach działalności ośrodek zgodził się za opłatą oddać zwierzęta. W wydanym oświadczeniu przekazał, że "decyzja o sprzedaży psów nie jest związana z żadnym konkretnym wydarzeniem". "Mamy nadzieję, że sprzedane psy będą nadal cieszyć się szczęśliwym życiem w swoich nowych domach" - dodano.
Dla obrońców praw zwierząt to moment ogromnej ulgi i radości, ale też motywacja do dalszego działania. - Spędziłam mnóstwo czasu, myśląc o tych wszystkich psach i marząc o lepszym życiu dla nich. Jestem szczęśliwa z powodu każdego z nich. To daje mi nadzieję dla wszystkich zwierząt, które nadal żyją w laboratoriach. Mamy siłę, by je stamtąd wydostać - podsumowała Zoe Rosenberg.
Autorka/Autor: Justyna Zuber
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: Direct Action Everywhere