W ostatnich dniach węgierscy dziennikarze śledczy informowali o zaangażowaniu w kampanię wyborczą rosyjskich botów, działających na rzecz partii Fidesz Viktora Orbana. Z kolei 22 marca dziennik "Washington Post" doniósł o pomyśle zaaranżowania zamachu na premiera, sugerowanym Budapesztowi przez Rosjan.
"Washington Post" oraz węgierski dziennikarz Szabolcs Panyi poinformowali również o regularnej komunikacji szefa węgierskiej dyplomacji Petera Szijjarto z rosyjskim odpowiednikiem Siergiejem Ławrowem, któremu Szijjarto miał zdawać na bieżąco relacje ze spotkań na forum UE.
Rosja ma ogromny interes w tym, żeby premier Węgier Viktor Orban utrzymał się u władzy. Budapeszt pod jego rządami stał się dla Moskwy kluczowym narzędziem osłabiania Unii Europejskiej
- ocenił te powiązania Bulcsu Hunyadi z węgierskiego think tanku Political Capital.
"Szef węgierskiego MSZ przybiera poddańczy ton"
- W normalnej sytuacji tak częsty kontakt pomiędzy szefami dyplomacji dwóch państw byłby zrozumiały. Ale nie funkcjonujemy w normalnym czasach. Rosja jest poważnym, egzystencjalnym zagrożeniem dla Europy oraz NATO. W tej sytuacji, wbrew temu, co mówi minister Szijjarto, tak przyjazny i regularny kontakt z Ławrowem nie może zostać uznany za normalny - zaznaczył Hunyadi.
- Szijjarto zapewnił, że nie dzielił się żadnymi tajnymi informacjami, czego nie możemy wiedzieć, ale mieliśmy już do czynienia z przykładami kłamstw ze strony szefa węgierskiej dyplomacji - zauważył. Dodał, że "istnieją uzasadnione obawy", że przez bliski kontakt dyplomaty z kraju NATO i UE z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych, "mogło dojść do przekazania niejawnych informacji".
Hunyadi skomentował też rozmowę, w której Szijjarto prosił Ławrowa o zorganizowanie spotkania ówczesnego premiera Słowacji Petera Pellegriniego z premierem Rosji Michaiłem Miszustinem. Rozmowa ta miała pomóc Pellegriniemu w wyborach parlamentarnych na Słowacji. Do spotkania doszło trzy dni przed głosowaniem, które ugrupowanie Pellegriniego przegrało, a on sam stracił stanowisko szefa rządu.
- Gdy czyta się transkrypcję tej rozmowy, widać, że to nie jest partnerski poziom relacji. Szijjarto przybiera poddańczy ton wobec Ławrowa - zauważył analityk, podkreślając "zależność" węgierskiego rządu od Kremla.
Ekspert: podążanie za interesami Rosji jest dla władz w Budapeszcie korzystne
- Wyróżniłbym kilka kanałów rosyjskich wpływów na Węgrzech: energia, współpraca finansowa elit związanych z rządami Węgier i Rosji oraz działalność wywiadowcza - wyliczył Hunyadi.
Ekspert zaznaczył, że z powodu tych kwestii "podążanie za interesami Rosji" jest dla władz w Budapeszcie korzystne. - Węgierskie elity mogą się bogacić, a kraj zyskuje rosyjską energię. Istnieje też pewnościa korzyść polityczna, co widać obecnie, gdy Rosja angażuje się w wybory po stronie Orbana - dodał.
Zdaniem eksperta "Moskwa jest gotowa posunąć się daleko, by utrzymać Orbana u władzy". - Niewykluczone są też samodzielne działania (Kremla) w tej sprawie, które nie będą koordynowane z Budapesztem - przypuszcza Hunyadi.
Odnosząc się do doniesień o próbie zorganizowania zamachu na premiera, ocenił, że "prawdopodobieństwo takiego ataku nie jest wysokie i spadło jeszcze bardziej po tym, gdy opublikowano informację na ten temat".
Odpowiadając na pytanie o to, jak ważne dla węgierskich wyborców są wątki rosyjskie, pojawiające się w kampanii, Hunyadi podkreślił, że "społeczeństwo węgierskie nie jest generalnie prorosyjskie, a Rosja jest wciąż postrzegana jako kraj nieprzyjazny".
- Elektorat Fideszu i generalnie prawicy uległ jednak pewnej zmianie, stając się bardziej przyjaźnie nastawiony do Rosji. Ma to związek z bardzo negatywnym postrzeganiem UE i Zachodu, co automatycznie przekłada się na pozytywne postrzeganie Rosji. I to jest oczywisty rezultat rządowej propagandy - opisał rozmówca. Dodał jednakże, że nie uważa, aby te sprawy "miały znaczący wpływ" na to, jak głosować będą Węgrzy w nadchodzących wyborach.
Nadchodzą wybory na Węgrzech
Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się 12 kwietnia. Opozycyjna partia TISZA wyprzedza Fidesz premiera Orbana w większości niezależnych sondaży.
W marcowym badaniu firmy Median partia ta uzyskała 23-punktową przewagę wśród zdecydowanych wyborców. Sondaże ośrodków powiązanych z rządem wskazują z kolei na kilkuprocentową przewagę Fideszu.