Dzień na szkoleniu pilota Dreamlinera. Papier to przeżytek, tylko komputery

TVN24

tvn24.pl | Maciej KucharczykPiloci i technicy mają do dyspozycji najnowocześniejszy sprzęt

101 pilotów LOT-u szykuje się do przejęcia sterów najnowocześniejszych samolotów pasażerskich Boeinga - B787 Dreamliner. Połowa z nich swoje umiejętności szlifuje w specjalnym centrum szkoleń pod Londynem. Niepozorny budynek przy lotnisku w Gatwick kryje w sobie najnowocześniejszy sprzęt do szkoleń.

Pierwszy polski B787 ma przylecieć do Warszawy 15 listopada. Kolejne cztery z pierwszej partii mają trafić do Polski do marca 2013 roku. Na potrzeby tych najnowszych maszyn LOT już szkoli dokładnie 101 pilotów, wśród których są dwie kobiety.

Polacy uczą się pilotowania Dreamlinerów (w luźnym tłumaczeniu "liniowiec ze snów") w dwóch centrach szkoleń Boeinga: w głównej siedzibie Boeinga w Seattle, oraz w bliższym Polsce centrum szkoleń na lotnisku Gatwick pod Londynem, które pokazano polskim dziennikarzom.

Jak powiedział prezes PLL LOT Marcin Piróg, pierwsi polscy piloci zaczęli przygodę z Dreamlinerem na początku sierpnia. Każdy z Polaków spędzi w klasach i symulatorach Boeinga od 13 do 21 dni roboczych. Różnica zależy od tego, na jakich maszynach latali wcześniej. Ci doświadczeni na starszych LOT-owskich B767 muszą uczyć się mniej. Ci, którzy na przykład z Boeingami w ogóle styczności nie mieli lub mieli przerwę w lataniu na nich, mają przed sobą więcej nauki. Ogólnie każdy z nich spędzi w centrum szkoleń od trzech do pięciu tygodni.

Z zewnątrz nic specjalnego
tvn24.pl

Na początku jest klasycznie i "analogowo"

Pierwsze kroki przyszli piloci Dreamlinerów stawiają w niepozornych i mało ekscytujących "papierowych klasach". W dużym pomieszczeniu ustawionych jest szereg stanowisk, które przypominają kokpit B787. Dwaj piloci siedzą na krzesłach obok siebie, przed sobą mają zwykłe komputery, a wszędzie dookoła w odpowiednich miejscach są naklejone papierowe plansze z idealnie odwzorowanym obrazem wszystkich przełączników w kokpicie Dreamlinera.

W tej "papierowej" kabinie adepci latania na B787 uczą się podstaw. Poznają dokładnie położenie i funkcje wszystkich przełączników w kabinie oraz uczą się podstaw obsługi systemów maszyny. Pomaga im w tym specjalny program zainstalowany na ich laptopach, który jest w znacznej mierze zgodny z tym, co jest zainstalowane na komputerach pokładowych Dreamlinera. Mogą więc poznać "na sucho" całe swoje przyszłe stanowisko pracy i zorientować się w gąszczu różnych opcji.

Dreamliner na horyzoncie
tvn24
"Papierowy" kokpit
tvn24.pl

W zależności od tego, na czym wcześniej latali, piloci muszą spędzić w klasie od 26 do 35 godzin. Jak mówi instruktor Boeinga, ten etap jest "bardzo ciężki i intensywny", wymaga bowiem opanowania dużej ilości materiału i najnowocześniejszej technologii. - Szczerze mówiąc, to im pilot młodszy, tym lepiej i szybciej mu idzie - mówi John Hurley, instruktor Boeinga.

Symulatory też mogą się zawiesić
tvn24.pl

Brytyjczyk tłumaczył to wysokim stopniem skomputeryzowania maszyny. Nie ma jednak przypadków, aby ktoś "oblał". - Piloci LOT-u, których szkolimy, są już bardzo doświadczeni, mają tysiące godzin nalotu. Dla nich to tylko jeden krok dalej. Szansy na "oblanie" praktycznie nie ma - dodaje Hurley.

Latanie na sucho

Kilkanaście minut później wszystko gotowe
tvn24.pl

Po opanowaniu podstaw piloci wreszcie mają szansę zająć się czymś ciekawszym. Zasiadają bowiem w uproszczonym symulatorze B787. W przestrzennym pokoju stoi kopia wnętrza kabiny Dreamlinera. Część przełączników jest żywcem wyjęta z samolotu, a reszta wyświetlona na dużych ekranach dotykowych. Każdy przycisk i pokrętło działa tak samo jak w prawdziwej maszynie. Za pomocą kilku ruchów można na dużych wyświetlaczach zobaczyć mapę nawigacyjną okolicy, wskazania ciśnienia w systemach hydraulicznych albo temperaturę gazów wylotowych silników.

Pomimo mnogości różnych przycisków i pokręteł, obsługa podstawowych funkcji maszyny nie przysparza problemów nawet laikom. Po kilkunastu minutach szkolenia teoretycznego dziennikarze byli w stanie bez niczyjej pomocy uruchomić silniki wirtualnego Dreamlinera i przy pewnym wsparciu instruktora wystartować. Niestety, symulator nie był przychylny próbom wykonywania ostrych zakrętów w B787 i po serii ostrzeżeń o przekraczaniu maksymalnych dozwolonych przechyłów wyłączył symulację argumentując to "nadmiernymi naprężeniami strukturalnym". Na dodatek przed startem nikt nie zabezpieczył drzwi.

Tym razem symulator miał dość ostrych manewrów
tvn24.pl

Jak tłumaczył instruktor, piloci w uproszczonym symulatorze "właściwie to nie latają", ale głównie uczą się ustawiania i obsługi wszystkich systemów maszyny. Tym razem już nie na papierze, ale w warunkach niemal rzeczywistych. Większość czasu stoją na wirtualnym pasie i wprowadzają do komputerów różne dane, konfigurują radio czy trasę lotu.

Największa "zabawka" w centrum szkoleń
tvn24.pl

Późniejszy start i ewentualnie krótki lot jest tylko sprawdzeniem poprawności wykonanych wcześniej czynności.

"Wakacje" dla pilota

Po spędzeniu kolejnych 10 lub 18 godzin w prostym symulatorze zaczyna się najciekawszy etap szkolenia, mianowicie loty na zaawansowanym symulatorze. - Na początku jest sporo teorii i intensywnej nauki, bo to skomplikowana maszyna. Symulator to już potem wakacje - mówi kapitan Stanisław Radzio, szef szkoleń pilotów LOT.

Urządzenie ustawione w dużej hali należy do największych i najnowocześniejszych na świecie. Na siłownikach hydraulicznych jest umieszczona cała idealnie odwzorowana kabina pilotów Dreamlinera, obudowana wokół wyświetlaczami. Urządzenie jest w stanie wiernie odwzorowywać różne przeciążenia działające na pilotów podczas lotu. Wrażenie jest tak realistyczne, że twarde lądowanie mało wprawnego kursanta lub laika-dziennikarza może nieprzygotowaną osobę zwalić z nóg.

"Zabawa" w symulatorze polega na odbyciu wirtualnych lotów w warunkach maksymalnie zbliżonych do rzeczywistych. Piloci wykonują wszystkie czynności tak, jakby to robili za sterami prawdziwej maszyny.

Życie podczas wirutalnego lotu z na przykład Warszawy do Londynu utrudnia im siedzący za ich plecami instruktor, który za pomocą kilku ruchów na swoich monitorach może wywołać awarię silnika, burzę gradową, całkowitą mgłę, albo silny wiatr i turbulencje.

Wpływ nagłych wirtualnych zmian pogody mógł poczuć osobiście dziennikarz tvn24.pl, któremu znienacka na ostatnich metrach przed lądowaniem na Heathrow "uruchomiono" silny wiatr boczny. Maszyna natychmiast została mocno zniesiona z kursu, a wirtualnej katastrofie zapobiegła szybka reakcja kpt. Radzio, który siedząc na fotelu pierwszego pilota od kilkunastu minut szybko i sprawnie posadził maszynę na ziemi.

Wdzięczny za to był mu zwłaszcza brytyjski instruktor, który po ewentualnej "katastrofie" musi restartować cały system, co zajmuje dużo czasu.

Ostatnia prosta przed lądowaniem
tvn24.pl

Pierwsze kroki

Po wykonaniu odpowiedniej ilości czterogodzinnych "sesji" w symulatorze, piloci kończą swoje szkolenie w centrum na Gatwick. Nie jest to jednak jeszcze koniec nauki na Dreamlinerze.

Gęsta mgła? Turbulencje? Palący się silnik? Nie ma problemu
tvn24.pl

Kiedy Polacy dostaną swojego pierwszego B787 w listopadzie, zaczną naukę praktyczną. - Przez mniej więcej miesiąc będziemy latać "na pusto", bez pasażerów, pomiędzy polskimi lotniskami. Chodzi o wykonanie jak największej liczby startów i lądowań - tłumaczył kpt. Radzio.

Na początku z Polakami będą latać też instruktorzy Boeinga, ale LOT chce jak najszybciej wyszkolić swoich własnych i "podziękować" Amerykanom. Od połowy grudnia pierwszy Dreamliner będzie latać już z pasażerami po trasach europejskich, a 16 stycznia wyruszy na swoją docelową trasę - do Chicago. Do końca 2015 roku LOT ma mieć osiem swoich B787 i w pełni przeszkoloną kadrę.

Kawałek Dreamlinera, czyli warstwy włókna węglowego
tvn24.pl

Czyste ręce mechanika

Bardzo ważnym elementem szkolenia w Gatwick są też zajęcia dla techników. Z uwagi na swoje wielkie skomplikowanie Dreamliner wymaga doskonałej i dobrze wyszkolonej obsługi na lotnisku. W celu jej zapewnienia Boeing stworzył wyjątkowy system wirtualnego szkolenia. Technicy mają na komputerach specjalny program, który idealnie odwzorowuje wygląd kabiny pilotów i wszystkie jej funkcje.

Klasa do wirtualnych szkoleń mechaników
tvn24.pl

Jednocześnie obok, na drugim ekranie, mają odwzorowany z wielką dokładnością trójwymiarowy model Dreamlinera. Mogą po nim dowolnie chodzić i wymieniać poszczególne części. Jeśli instruktor na przykład wywoła awarię jednego z licznych procesorów, technik musi najpierw zdiagnozować problem za pomocą oprogramowania samolotu, a potem wykonać odpowiednie naprawy na wirtualnym modelu.

Przyszła obsługa B787 uczy się tak przez 36 dni, po osiem godzin dziennie. Po drodze mają do zdania między innymi pięć egzaminów. - To naprawdę pomocne i unikalne w skali świata rozwiązanie. Znacznie redukuje konieczność prowadzenia zajęć praktycznych - mówi Krzysztof Moczulski z portalu lotnictwo.net.pl.

Przedstawiciele Boeinga chwalą się, że za zgodą agencji nadzorujących lotnictwo cywilne, udało im się zredukować ilość żmudnych ćwiczeń "na papierach" czyli schematach instalacji samolotu. Mechanicy nie muszą już sobie wyobrażać jak wygląda dany element maszyny, ale mogą go zobaczyć.

Wirtualne szkolenia dla mechaników
TVN 24

Przyszłość należy do maszyn?

Pytani o koszt całego szkolenia pilotów i techników, zarówno przedstawiciele Boeinga jak i LOT-u nabierają wody w usta. Jest to jeden z pilnie strzeżonych zapisów kontraktu i owoc długich negocjacji. Obie strony dają jednak do zrozumienia, że jest to bardzo drogie.

Technika czasem zawodzi
tvn24.pl

Pracownicy amerykańskiego koncernu uchylili rąbka tajemnicy mówiąc, że zbudowanie zaawansowanego symulatora i całej towarzyszącej mu infrastruktury to koszt około 18 milionów dolarów, a godzina wirtualnego lotu kosztuje kilka tysięcy dolarów.

Pytania rodziło też całkowite skomputeryzowanie samolotu, który niemal mógłby latać sam, a ludzie mu tylko "przeszkadzają". Co stanie się w wypadku awarii zasilania lub poważnej usterki komputerów? Według Boeinga i pilotów praktycznie nie ma możliwości wystąpienia całkowitej awarii systemów maszyny. W skrajnej sytuacji, dzięki prądowi z awaryjnego generatora, który jest właściwie wiatraczkiem wysuwanym z kadłuba, piloci będą mieli kontrolę nad maszyną i niezbędne do wylądowania informacje wyświetlane na jednym monitorze.

- Tu jest masa zabezpieczeń i alternatywnych systemów. Na przykład w Dreamlinerze nie mogłoby dojść do takiej sytuacji jak podczas katastrofy Airbusa Air France nad Atlantykiem - twierdzi kpt. Radzio. - Pomijając działania załogi, tam w wyniku oblodzenia przestały działać wszystkie czujniki ciśnienia i nie mieli wskazań prędkości. Tutaj komputery automatycznie zaczęłyby obliczać prędkość inną metodą, a pilot otrzymałby jedynie mały komunikat - tłumaczy pilot, który wyraźnie był zachwycony B787.

I dodaje: - Może i rzeczywiście trochę "oducza" latania, ale komputery ogromnie odciążają załogę, wykonując za nią szereg czynności.

Reportaż z centrum szkoleń w Gatwick także w programie TVN24 "Polska i Świat" we wtorek o godzinie 21:30

Na razie trwa nauka i oczekiwanie, ale już w listopadzie Dreamliner będzie w rękach Polaków
tvn24.pl

Autor: Maciej Kucharczyk//kdj / Źródło: tvn24.pl

Raporty: