Świat

Duży może więcej. Europa przeławia afrykańskie wybrzeża

Świat

Aktualizacja:
Reportaż TVN24 o przeławianiu ryb u wybrzeży Afryki
TVN24Reportaż TVN24 o przeławianiu ryb u wybrzeży Afryki

– Zrobiło się bardzo ciężko. Kiedyś zdarzało się, że w ciągu tygodnia łowiliśmy po dwie tony ryb. Teraz nie ma na to szans. Jak złowimy połowę tego, to już jest bardzo dobrze – mówi Bara Seck jeden z senegalskich rybaków, któremu coraz trudnej jest utrzymać rodzinę. Na wodach w pobliżu Senegalu i Mauretanii pracują bowiem ogromne, stumetrowe trawlery, które wyławiają ogromne ilości ryb. Zazwyczaj tak duże, że nawet w oceanie zaczyna ich brakować.

W pobliżu Senegalu i Mauretanii pracuje nawet kilkadziesiąt trawlerów. Część z nich, np. te z Unii Europejskiej, łowią na podstawie specjalnych umów. Wśród nich są trzy polskie jednostki. Zdarza się jednak, że poszczególne załogi łamią licencje. Wtedy do akcji wkracza Greenpeace. Podpływają do jednostki i malują na burtach słowo: "grabież". Powiadamiają o złamaniu prawa władze, ale te najczęściej nakładają jedynie karę pieniężną. - Powinno się odbierać licencje, ale kończy się na mandacie - mówi Ahmed Diame z Greenpeace.

Coraz mniej ryb

Aktywiści Greenpeace starają się przeciwdziałać, jak to nazywają, "wielkim, przemysłowym połowom prowadzonym przez floty europejskie". Ekolodzy tłumaczą, że statki "przeławiają" oceany, czyli łowią szybciej, niż ławice się reprodukują. Wielkie traulery codziennie wyławiają nawet do 300 ton ryb, czyli tyle ile 60 tradycyjnych afrykańskich łodzi w ciągu roku.

Trudno powiedzieć ile zarabiam. Czasem jest to 5 tys. franków dziennie, czyli ok. 7 euro. A czasem nawet 40 tys. franków, czyli 60 euro Bara Seck

Jeśli ktoś przeławia, to nie my

Według danych Greenpeace Polacy stosują się do umowy, ale sposób łowienia jest "rabunkowy". Bogusław Szemioth z firmy Atlantex, przedstawiciela armatora polskich statków, które łowią u wybrzeży Afryki mówi, że Polska w 2012 roku zredukowała swój segment floty dalekomorskiej pięciokrotnie, więc jeśli ktoś powoduje "przeławianie" zasobów oceanu, to nie my.

Szemoth na pytanie co by się stało, gdyby Unia Europejska wycofała się z tych połowów, stwierdza, że z pewnością ktoś inny zajął by to miejsce. - Nawet jeśli łowilibyśmy nie 250, a tysiąc ton dziennie, to flota unijna w Mauretanii nie może złowić więcej, niż 250 tysięcy ton ryb - tłumaczy Szemioth.

O tym, kto ile może wyłowić decydują europejscy politycy, którzy, przynajmniej teoretycznie, wytyczają granice na podstawie informacji przekazywanych im przez naukowców. W Unii trwają obecnie prace nad wspólną polityką rybacką. W lipcu zapadną decyzje kto, ile i kiedy może złowić. - Chcę powiedzieć Polakom: naciskajcie na swój rząd, by wpłynął na zmianę wspólnej polityki rybackiej i europejskiej – apeluje Diame, który chciałby, by przeławianie oceanu wreszcie się zakończyło.

Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: TVN24