"Czy to żart?" Mieszane reakcje na powitanie Trumpa przez dzieci

Tak dzieci powitały Trumpa w Pekinie
Chiny. Tak dzieci powitały Trumpa w Pekinie
Źródło wideo: Reuters
Źródło zdj. gł.: PAP/EPA/Maxim Shemetov / POOL
Donald Trump nie kryje zachwytu, a komentujący - zdziwienia lub zniesmaczenia. Prezydent USA w czwartek został powitany w Pekinie przez grupę wiwatujących dzieci. Od kiedy uczniowie biorą udział w podobnych wydarzeniach i co łączy ten rytuał z wojskiem?

Uroczystemu powitaniu amerykańskiej delegacji przed Wielką Halą Ludową towarzyszyła między innymi salwa honorowa, inspekcja wojsk i odśpiewanie hymnów Chin i Stanów Zjednoczonych. Trumpa powitała również grupa dzieci, podskakująca i wiwatująca na jego cześć z amerykańskimi i chińskimi flagami oraz kwiatami.

Donald Trump zachwycony powitaniem w Chinach

Przywódca USA zwrócił uwagę na tę ostatnią część powitania tuż po tym, jak zasiadł do rozmów z Xi Jinpingiem. - Po pierwsze był to zaszczyt, jakiego niewielu miało okazję doświadczyć. Te dzieci zrobiły na mnie szczególne wrażenie. Były radosne, były urocze. Prezentacja wojska była oczywiście na najwyższym poziomie, ale to właśnie te dzieci były niesamowite i reprezentują tak wiele - mówił Trump, dziękując chińskiemu przywódcy za powitanie.

Pod kolejnymi wpisami z nagraniami powitania, jakie zgotowano Trumpowi, nie brakuje komentarzy osób zdziwionych zachowaniem chińskich dzieci. "Czy to żart?", "To przypomina oglądanie złej komedii" - brzmią kolejne komentarze pod filmem, które opublikowała BBC w mediach społecznościowych. "te dzieci prawdopodobnie zostały zmuszone do wiwatowania" - stwierdziła inna osoba. Jeszcze inna pisze o "przerażającym tańcu" powitalnym.

Dzieci z kwiatami i flagami

Dziesiątki dzieci witały Trumpa również podczas jego ostatniej wizyty w Chinach w 2017 roku - przypomniał w tym tygodniu portal CNN. Podkreślił, że dla chińskich urzędników, którzy przygotowują wizytę prezydenta USA, "liczy się każda sekunda". - Chińczycy są niezwykle skrupulatni. Chcą zaplanować każdy szczegół - powiedział CNN były dyplomata William Klein, który pomagał w organizacji wizyty Trumpa przed dziewięcioma laty.

Na spontaniczność nie ma miejsca także w przypadku najmłodszych. Dzieci witały zagranicznych oficjeli już za czasów Mao Zedonga (1949-1976), później Pekin zrezygnował z angażowania uczniów do powitań i wrócił do zwyczaju dopiero po przejęciu władzy przez Xi Jinpinga w 2012 roku - zwracała uwagę agencja AFP przed 11 laty.

Dr Adrian Brona, ekspert do spraw Chin z Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu Uniwersytetu Jagiellońskiego, nie dziwi się, że obecny przywódca wrócił do dawnego zwyczaju. - Nie powiedziałbym, że Xi Jinping wielbi czasy Mao Zedonga, ale darzy je dużym szacunkiem - wyjaśnia w rozmowie z portalem tvn24.pl. - Mao jest dla niego odniesieniem jeżeli chodzi o prestiż państwa, to jak powinno się go budować, jak powinna wyglądać kultura polityczna w Chinach - dodaje.

Dr Brona zwraca uwagę, że Chińczycy przywitali Trumpa "z wielką pompą", na razie trudno jednak mówić o konkretnych ustaleniach podczas tej wizyty. - Zobaczymy, co zostanie ogłoszone jutro, ale obawiam się, że to co zostanie po tej wizycie, to podobnie jak w 2017 roku obrazki z przywitania i wizyty w Świątyni Nieba i nic więcej - przewiduje ekspert.

Dzieci i komendy jak w wojsku

Francuska agencja prasowa w 2015 roku pisała o Dai - 10-latku, który miał już za sobą witanie przywódców Singapuru, Mjanmy, Afganistanu i Danii. - Bardzo lubię tu [na plac Wielką Halą Ludową - red.] przychodzić witać obcokrajowców. Nie musimy iść do szkoły, a czasami widzę siebie w wieczornych wiadomościach - mówił chłopiec.

Dai uczęszczał do jednej z pekińskich szkół podstawowych, której uczniowie witali kolejne delegacje. "Eksperci twierdzą, że rytuał nawiązuje zarówno do kultu jednostki za rządów Mao Zedonga, jak i do sposobu, w jaki cesarze uosabiali państwo w epoce imperialnych Chin" - wyjaśniała AFP.

Według agencji przed przybyciem gości nauczyciele instruują dzieci, "wydając komendy przypominające te wojskowe". Reporter AFP opisał, jak jeden z nauczycieli strofuje "niesfornego" ucznia na placu. - Nie ośmieszaj siebie i swojej szkoły, robiąc cokolwiek, co mogłoby zdenerwować przywódców - miał powiedzieć.

Źródło: Reuters, CNN, AFP, tvn24.pl
Czytaj także: