- Prezydent USA Donald Trump uczestniczył w sobotę w balu korespondentów Białego Domu w hotelu Hilton w Waszyngtonie.
- W trakcie uroczystości w hotelowym lobby padły strzały. Służby zatrzymały podejrzanego mężczyznę. Co o nim wiemy?
- Prezydent, pierwsza dama, wiceprezydent J.D. Vance i pozostali przedstawiciele administracji zostali ewakuowani z sali, gdzie odbywała się kolacja.
- Trump wrócił do Białego Domu i wystąpił na konferencji prasowej.
W balu dziennikarzy w Waszyngtonie, w którym brał udział Donald Trump, uczestniczył korespondent "Faktów" TVN Marcin Wrona. Dziennikarz nagrał pierwsze chwile na sali po tym jak padły strzały. - Właśnie padły strzały. Nie wiadomo, co się dzieje. Kryjemy się teraz pod stołami. Prezydent został ewakuowany - mówił na nagraniu.
Na materiale można zobaczyć biegnących po sali agentów Secret Service, którzy rozpoczynają ewakuację członków amerykańskiej administracji. - To jest coś kompletnie niesamowitego. Czegoś takiego nigdy oczywiście nie doświadczyliśmy. Nikt nie wie, co się dzieje i o co chodzi - relacjonował.
- Padło kilka strzałów. Natychmiast wyprowadzono prezydenta. Natychmiast wbiegli funkcjonariusze służb. Raz jeszcze powtórzę padło kilka strzałów. Nie wiadomo kto i do kogo strzelał. Tuż koło nas stoją agenci Secret Service z wyciągniętą bronią gotową do strzału - kontynuował.
- Część ludzi jest teraz ewakuowana z sali. To są przedstawiciele najwyższych władz amerykańskich - mówił pokazując przy tym poruszenie na sali. - Sytuacja absolutnie bez precedensu - podkreślił.
Korespondent obserwował Kashya Patela, szefa FBI, który "sam nie wiedział za bardzo co się dzieje". - Szef FBI trzyma telefon, usiłuje się gdzieś dodzwonić, coś sprawdza, pisze jakieś SMS-y - mówił Wrona o fragmencie nagrania już po wydarzeniu na antenie TVN24.
Wrona o środkach bezpieczeństwa na balu
Na antenie TVN24 tłumaczył też, jak wyglądały zabezpieczenia przed wejściem na wydarzenie. Zwrócił uwagę na ilość radiowozów przy hotelu Hilton, gdzie odbywała się kolacja.
- To nie jest blokada, która została wprowadzona teraz. Przed balem, przed rozpoczęciem balu zablokowane były ulice dojazdowe do hotelu. (...) Tutaj nie dało się dojechać samochodem. Wszędzie było mnóstwo, mnóstwo policji. Ja widziałem samochody na dyplomatycznych numerach, które dojeżdżały dwie, trzy przecznice od hotelu i ambasadorowie musieli iść na piechotę, bowiem nie byli w stanie dojechać bliżej - mówił o "strefach bezpieczeństwa" wokół miejsca wydarzenia.
- W środku jedna co prawda bramka, ale wejście do Białego Domu to jest również jedna bramka i urządzenie prześwietlające torby, sprzęt - wskazał. - Tutaj nikt nie miał sprzętu, nikt nie miał żadnych toreb. Wystarczyła tylko bramka i trzeba było pokazać wszystko, co się ma w kieszeniach i tyle. Zatem żadne dodatkowe środki bezpieczeństwa, wydaje się, nie były potrzebne - przekonywał dziennikarz.
Jak przekazał Wrona, na miejscu były dwie agencje sprawdzające uczestników kolacji. - Wydaje się, że wszystko było zgodnie z podręcznikiem. Wszystko odbyło się tak, jak odbyć się miało - zaznaczył.