- Jeśli republikanie wygrają w Izbie Reprezentantów i Senacie Stanów Zjednoczonych (...) ze względu na naszą niesamowitą siłę i ekonomiczny sukces, wydam dywidendę każdemu dorosłemu obywatelowi w Stanach Zjednoczonych Ameryki w kwocie 5 tysięcy dolarów - zadeklarował prezydent Donald Trump w trakcie konwencji republikańskiej w Dallas. Nie podał szczegółów swojego planu.
Trump przedstawiał stawkę nadchodzących wyborów połówkowych w kategoriach wyboru między dobrem i złem, określając demokratyczną opozycję jako "głupkokratów" i sympatyków komunistów, którzy cofną kraj w postępie.
- Za 55 dni Amerykanie pójdą do urn w jednych z najważniejszych wyborów w naszej historii. Twój głos zadecyduje, czy nasz kraj potknie się na starcie kolejnych 250 lat, czy też ruszy naprzód i nigdy nie będzie oglądał się w tył - powiedział. - Pokonamy komunizm w Ameryce i zagłosujemy na amerykańską wolność - dodał.
Prezydent wymieniał swoje osiągnięcia, twierdząc, że za jego rządów do Ameryki nie przybył żaden nielegalny imigrant, a wkrótce pozbędzie się większości tych, którzy już w kraju są. Kpił z zarzutów "głupich, słabych" demokratów i niepokojów o rosnące koszty życia i wojnę z Iranem. Ocenił, że obawy o ceny są "szwindlem", a Ameryka wygrywa i ostatecznie wygra. Ogłosił też, pół żartem, pół serio, że nazwie cieśninę Ormuz "cieśniną Trumpa". - W końcu powinienem coś z tego mieć - skwitował.
Konwencja Partii Republikańskiej przed wyborami do Kongresu
Przemówienie prezydenta zamknęło pierwszy dzień konwencji wyborczej republikanów przed listopadowymi wyborami do Kongresu i części władz stanowych. Odbywająca się w Dallas impreza jest pierwszym tego typu zlotem polityków partii przed wyborami połówkowymi (tj. w połowie kadencji prezydenta), bo zwykle wydarzenia te odbywały się tylko w lata wyborów prezydenckich.
Doniesienia mediów sugerowały, że organizatorzy mieli problem ze sprzedaniem biletów na konwencję, która zbiega się z początkiem sezonu ligi NFL, choć Trump przekonywał, że są to kłamstwa, a przed halą drużyny Dallas Mavericks stała kolejka chętnych do wejścia.
Duża liczba kandydatów partii w wyścigach, w których toczy się szczególnie zażarta walka wyborcza, zdecydowała się na pominięcie i skupienie się na kampanii we własnych okręgach. To rezultat m.in. wysokich wpłat wymaganych od kandydatów za udział (25 tysięcy dolarów), jak też rekordowo niskich notowań popularności prezydenta. Według większości badań opinii publicznej, Trumpa popiera mniej niż 40 procent wyborców, a według badania Ipsosa dla agencji Reuters, jest to tylko 32 procent.
Mimo to - i mimo faktu, że Trump sam nie bierze udziału w wyborach - impreza w Dallas jest zdominowana przez prezydenta. Wbrew wcześniejszym planom, ma on przemawiać także w drugim dniu konwencji.
Wcześniej w środę swoje przemówienia wygłosił m.in. wiceprezydent J.D. Vance. Niespodzianką wieczoru było wirtualne wystąpienie senatora demokratów Johna Fettermana, który oznajmił, że choć jest z innej partii, to sprzeciwia się "skrajnościom i socjalizmowi" i chce współpracować z Trumpem. Fetterman wielokrotnie głosował z republikanami w obecnej kadencji i jest znany z silnego poparcia dla Izraela.
Rywalizacja w Teksasie. Demokraci mają szansę wygrać
Konwencja organizowana jest w Teksasie, czyli stanie, gdzie rozgrywa się najgłośniejsza rywalizacja, która może zadecydować o tym, która z partii obejmie kontrolę nad Senatem i prawdopodobnie całym Kongresem.
O fotel senatora ubiegają się uwikłany w przeszłości w skandale korupcyjne i obyczajowe prokurator generalny stanu Ken Paxton oraz demokrata i były pastor James Talarico. Mimo trwającej od dekad republikańskiej dominacji w Teksasie, sondaże wskazują, że Talarico ma szansę na zwycięstwo.
Trump w wystąpieniu nawiązał do wyścigu, wzywając do głosowania na Paxtona. - On może nie wygląda najlepiej, nie ubiera się najlepiej, nie mówi najlepiej, ale to najlepszy stanowy prokurator generalny, jakiego mamy - mówił.