Donald Trump odniósł się w ten sposób podczas krótkiej rozmowy z dziennikarzami na Florydzie do gróźb najwyższego przywódcy Iranu Alego Chameneia. Ajatollah ostrzegał, że amerykański atak na Iran wywoła wojnę, która obejmie cały region.
- Oczywiście, że on tak mówi, dlaczego miałby tak nie mówić? - odparł Trump. - Mamy tam największe, najpotężniejsze okręty na świecie, bardzo blisko. Mam nadzieję, że zawrzemy układ. Jeśli nie zawrzemy układu, przekonamy się, czy on miał rację - dodał.
Groźby ataku na Iran
W sobotę Trump przekonywał, że prowadzi "poważne" negocjacje z Iranem na temat jego programu jądrowego, choć przyznał, że mogą się zakończyć fiaskiem. Wcześniej prezydent USA groził, że czas na dojście do porozumienia ucieka, a kolejny atak na Iran będzie gorszy, niż ten z czerwca ubiegłego roku, kiedy Stany Zjednoczone zaatakowały irańskie obiekty nuklearne.
Groźby kolejnego amerykańskiego ataku na Iran pojawiły się w momencie, gdy władze w Teheranie brutalnie tłumiły antyrządowe protesty. Demonstracje przetoczyły się przez wszystkie prowincje Iranu, a według informacji przekazywanych w zagranicznych mediach, zginęło około 36,5 tysiąca osób.
Od początku roku - gdy w Iranie wybuchły protesty - Stany Zjednoczone gromadzą siły w regionie Bliskiego Wschodu, w tym armady [floty okrętów - red.], samoloty F-15 i F-35, więcej powietrznych tankowców oraz systemów obrony powietrznej.
W niedzielę portal militarny Defence Blog poinformował również o lecącym w kierunku Bliskiego Wschodu amerykańskim samolocie poszukiwawczo-ratowniczym, wraz ze wsparciem samolotów transportowych. W ocenie serwisu tego typu maszyny są rozmieszczane tylko wtedy, gdy wojskowi planiści przewidują możliwość strat.
W niedzielę "Wall Street Journal" podał, że atak na Iran nie nastąpi w bezpośredniej przyszłości, bo USA wciąż przygotowują obronę przed możliwym odwetem Iranu. Reżim w Teheranie nie pozostaje obojętny na groźby administracji Trumpa. Ajatollah zapowiedział, że odpowiedzią na działania USA będzie atak na amerykańskie bazy w regionie.