Dlaczego Grenlandia tak "kusi Trumpa"?

Grenlandia
Nuuk, stolica i największe miasto Grenlandii
Źródło wideo: Reuters
Źródło zdj. gł.: muratart/Shutterstock
Prezydent USA powtarza, że "musi mieć Grenlandię". Dlaczego? Skąd taka neokolonialna retoryka w XXI wieku? Piotr Szymański z Ośrodka Studiów Wschodnich wyjaśnia w "Podcaście o zagranicy" Macieja Tomaszewskiego, dlaczego największa wyspa świata tak "kusi" Donalda Trumpa.

Konsekwencja, z jaką Donald Trump powraca do sprawy Grenlandii, wskazuje, że "nie jest to kaprys" - zauważa prowadzący "Podcast o zagranicy" Maciej Tomaszewski. Dlaczego prezydentowi USA tak bardzo zależy na zatknięciu flagi w stolicy wyspy, Nuuk?

- Na początku grudnia Duńczykom wydawało się, że sprawa idzie w dobrym kierunku - mówi Piotr Szymański, analityk z Ośrodka Studiów Wschodnich, w nowym odcinku podcastu pt. "Donald Trump i trzecia część królestwa. Obalamy mity". W opublikowanej pod koniec roku 2025 Narodowej Strategii Bezpieczeństwa USA nie było wzmianek o Grenlandii czy Arktyce. Ostatnio jednak Trump znów zaostrzył swoją neokolonialną retorykę. Powraca pytanie, dlaczego Grenlandia jest dla niego tak ważna.

Jeśli chodzi o złoża surowców, to Piotr Szymański podkreśla, że obecnie "nie ma formalnych przeszkód, by Amerykanie wchodzili w biznes związany z ich wydobyciem na Grenlandii". Z uwagi na panujące na wyspie warunki jest to jednak trudne, ryzykowne i bardzo drogie. Wiele firm już się stamtąd wycofało.

Kwestia północnych szlaków morskich - priorytetowa dla Rosji i Chin - w kontekście Grenlandii też rodzi wiele pytań. Więc może Trump chce tam rozmieścić wyrzutnie rakietowe, bo stamtąd jest bliżej do Rosji? Czy zatem prezydentowi USA chodzi o "najkrótszą drogę dla pocisków balistycznych"? - pyta eksperta Maciej Tomaszewski.

Różne sygnały ze strony amerykańskiej

Jak zauważa Piotr Szymański, plany USA wobec Grenlandii nie są jasne. W otoczeniu Trumpa pojawiają się różne sformułowania: o zakupie, przejęciu, przyłączeniu, strefie wpływów. Który ze scenariuszy jest najbardziej realny? - Zakup brzmi absurdalnie - uważa ekspert z OSW. Jak przypomina, Dania sprzedała USA część należącego do niej terytorium - do transakcji doszło w 1917 roku, do Stanów Zjednoczonych trafiły Wyspy Dziewicze - ale "to były czasy kolonialne".

- Obecnie (...) Dania przyznała Grenlandii prawo do samostanowienia - komentuje Szymański. - Jak można sprzedać terytorium, któremu się powiedziało: sami o sobie decydujecie?

Jednak jak wyjaśnia w "Podcaście o zagranicy", istnieje umowa, która mogłaby być "amerykańską szansą" i jednocześnie byłaby korzystna dla Grenlandii. Zakładałaby, że pewne obszary "byłyby regulowane z Waszyngtonu".

Kluczowe trzy lata

Ekspert mówi też o presji związanej z drugą kadencją prezydenta USA. - Jestem gotów sobie wyobrazić, że prezydent Trump widzi w tym jakiś pomysł na budowanie swojego dziedzictwa w polityce zagranicznej - komentuje sprawę planów wobec Grenlandii analityk OSW. - Rozumiem, że to wszystko jest układane pod Trumpa i pewne kwestie trzeba zamknąć w trzy lata - dodaje. Czy jednak jest to możliwe do wykonania w tak krótkim czasie?

ZOBACZ TEŻ: Podcasty polecane przez TVN24

Źródło: tvn24.pl
Autorka/Autor: zeb//az
Czytaj także: