Kościół katolicki kwestionuje wyniki wyborów w Demokratycznej Republice Konga

Świat


Ogłoszone przez komisję wyborczą Demokratycznej Republiki Konga (DRK) wyniki wyborów prezydenckich nie zgadzają się z danymi 40 tysięcy obserwatorów głosowania z ramienia Kościoła katolickiego - poinformowała w czwartek Konferencja Episkopatu tego kraju.

Jej sekretarz generalny ksiądz Donatien Nshole odmówił podania nazwiska zwycięzcy wyborów. Dyplomaci, którzy mieli wgląd w kościelne dane, twierdzą, że wynika z nich zdecydowana wygrana byłego potentata naftowego Martina Fayulu - pisze AP.

Nshole wezwał wszystkich Kongijczyków do zachowania spokoju i podkreślił, że kwestionowanie oficjalnych wyników powinno odbywać się w ramach środków prawnych i bez przemocy.

Szef francuskiej dyplomacji sceptycznie o wynikach wyborów

Ogłoszone oficjalne wyniki wyborów prezydenckich skomentował szef MSZ Francji Jean-Yves Le Drian.

Na antenie stacji informacyjnej CNews powiedział, iż "wydaje się, że ogłoszone wyniki" nie zgadzają się z rezultatami rzeczywistymi.

Podkreślił, że kandydat opozycji Martin Fayulu startował w wyborach z pozycji faworyta.

- Musimy mieć jasność co do tych wyników, innych niż się spodziewano. Kościół katolicki w Demokratycznej Republice Konga zrobił własne wyliczenia i ogłosił zupełnie inne wyniki - powiedział Le Drian.

"Wyborczy zamach stanu"

W nocy ze środy na czwartek kongijska centralna komisja wyborcza ogłosiła, że według wstępnych rezultatów wybory prezydenckie z 30 grudnia wygrał Felix Tshisekedi, syn byłego lidera opozycji Etienne'a Tshisekediego.

Tshisekedi miał zdobyć ponad 7 mln z 18 mln oddanych głosów, podczas gdy Fayulu ok. 6,4 mln, a kandydat rządzącej partii, popierany przez dotychczasowego prezydenta DRK Josepha Kabilę były szef MSW Emmanuel Ramazani Shadary - ok. 4,4 mln głosów. Do zwycięstwa w wyborach prezydenckich w DRK potrzebna jest zwykła większość głosów.

Sam Fayulu odrzucił ogłoszone przez komisję wyborczą wyniki jako "wyborczy zamach stanu". - Te wyniki nie mają nic wspólnego z prawdą urny wyborczej - powiedział w rozmowie z francuskim radiem dla zagranicy RFI, apelując do obserwatorów wyborów o opublikowanie prawdziwych rezultatów głosowania.

Komisję wyborczą oskarżył o "podłe oszustwo" i dodał, że "narodowi kongijskiemu skradziono zwycięstwo, a naród kongijski nigdy się na to nie zgodzi".

Jeden z najważniejszych doradców Kabili, Barnabe Kikaya Bin Karubi, w czwartek uznał porażkę Shadary'ego w wyborach. "Rzecz jasna nie cieszy nas przegrana naszego kandydata, ale naród kongijski wybrał i zatriumfowała demokracja" - powiedział w rozmowie z agencją Reutera.

Reuters odnotowuje krążące po kraju pogłoski, że Tshisekedi zawarł w ostatnich dniach pakt z Kabilą i jego ludźmi o podziale wpływów i nietykalności, co miało mu zapewnić zdobycie władzy.

Oficjalne wyniki wyborów prezydenckich z 30 grudnia miały zostać przedstawione w niedzielę, ale komisja wyborcza przełożyła ogłoszenie ostatecznych wyników. Uprawnionych do głosowania było 45 mln obywateli DRK.

Obawy Zachodu

Zachodni dyplomaci obawiają się, że kwestia wygranej w wyborach spotęguje napięcia w stosunkach na linii państwo-Kościół w Demokratycznej Republice Konga. Kościół ostrzegał centralną komisję wyborczą, że ogłoszenie sfałszowanych wyników wyborów może doprowadzić do wybuchu rewolty społecznej.

Rada Bezpieczeństwa ONZ jest podzielona w ocenie sytuacji w DRK - USA "potępiły brak transparentności" w głosowaniu, podczas gdy Chiny, jeden z głównych inwestorów w DRK, "chwalą ten proces".

W związku z niestabilną sytuacją w DRK i w obawie przed możliwymi gwałtownymi protestami prezydent USA Donald Trump podjął decyzję o wysłaniu 80 żołnierzy i odpowiedniego sprzętu do sąsiedniego Gabonu. W środę władze DRK skierowały na ulice stolicy kraju, Kinszasy, siły bezpieczeństwa, zablokowano też dostęp do siedziby komisji wyborczej.

Obserwatorzy wskazują na liczne łamanie procedur demokratycznych podczas wyborów - m.in. fakt, że oficjalnie w związku z epidemią eboli możliwości głosowania pozbawiono ponad 1 mln osób, a na krótko przed wyborami w magazynie w Kinszasie spłonęło 7 tys. maszyn do głosowania i urn wyborczych. W dniu głosowania władze ograniczyły też dostęp do internetu.

Wybory są jednak szansą na pierwsze pokojowe przekazanie władzy w DRK od uzyskania w 1960 roku niepodległości przez to w ponad 40 procentach katolickie państwo. Kabila rządzi w tym kraju od 18 lat.

Autor: tmw/adso/kwoj / Źródło: PAP

Tagi:
Raporty: