Niewielkie flagi z nazwiskami 44 poległych duńskich żołnierzy zostały pierwotnie wetknięte przez duńskich weteranów w donice, pełniące funkcję zapory przed ewentualnym atakiem terrorystycznym. Akcję przeprowadzono w ramach protestu po wypowiedzi prezydenta USA Donalda Trumpa, który w wywiadzie dla telewizji Fox News powiedział, że wojska NATO podczas misji w Afganistanie "trzymały się trochę z tyłu" i "trochę z dala od linii frontu".
Flagi zostały wyjęte z donic i zabrane przez strażnika przed ambasadą. Skrytykowała to burmistrzyni Kopenhagi Line Barfod, oskarżając dyplomatów USA o brak szacunku. Polityczka wezwała do przywrócenia flag na miejsce i zauważyła, że choć donice należą do ambasady, to znajdowały się na terenie publicznym.
Przewodniczący Duńskiego Stowarzyszenia Weteranów Carsten Rasmussen wezwał ambasadę USA do przeproszenia za usunięcie flag, które określił jako "piękną" i "godną" odpowiedź na słowa Trumpa o sojusznikach.
Po tej krytyce ambasada USA podkreśliła, że "gdyby znany był cel demonstracji, flagi nie zostałyby usunięte". "Darzymy najgłębszym szacunkiem duńskich weteranów i poświęcenie duńskich żołnierzy dla naszego wspólnego bezpieczeństwa" - przekazano w oświadczeniu dla mediów.
W Afganistanie zginęło 44 duńskich żołnierzy.