Świat

"Exodus Wenezuelczyków", elity "wyprzedają wszystko". USA nakładają sankcje po wyborach

Świat

PAP/EPA/Miguel GutierrezNicolas Maduro zwyciężył w wyborach prezydenckich w Wenezueli

Przedstawiciele krajów z grupy G20: Argentyny, Kanady, Australii, Meksyku, USA oraz zaproszonego do udziału w spotkaniu G20 Chile stwierdzili we wspólnym oświadczeniu w poniedziałek, że nie uznają wyniku niedzielnych wyborów prezydenckich w Wenezueli. Z kolei prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump podpisał dekret, który nakłada nowe sankcje na Wenezuelę.

- Biorąc pod uwagę brak legitymizacji procesu wyborczego, nie uznajemy wyników wyborów (...) które wykluczają udział niektórych aktorów politycznych - powiedział minister spraw zagranicznych Argentyny Jorge Faurie.

Jak podano w oświadczeniu, jego sygnatariusze "rozważają możliwe środki ekonomiczno-finansowe w charakterze sankcji przeciwko autorytarnemu reżimowi Nicolasa Maduro, dążąc jednak do tego, aby nie dotknęły one Wenezuelczyków". Faurie odniósł się także do "kryzysu humanitarnego" w Wenezueli, który "niepokojąco się nasilił". Zwrócił też uwagę na "rosnący exodus Wenezuelczyków" stanowiący "zagrożenie dla bezpieczeństwa i stabilności w regionie".

Także Kolumbia nie uznała wyniku wyborów. Kolumbijska minister spraw zagranicznych Maria Angela Holguin Cuellar przypomniała, że Bogota wielokrotnie powtarzała, że nie uzna tych wyborów z powodu braku przejrzystości i nieobecności międzynarodowych obserwatorów.

Nowe sankcje

Prezydent USA Donald Trump podpisał w poniedziałek dekret nakładający nowe sankcje na Wenezuelę.

W specjalnym oświadczeniu opublikowanym w poniedziałek prezydent Trump zaapelował do "reżimu Maduro, aby jak najszybciej przywrócił w kraju demokrację, przeprowadził wolne i uczciwe wybory, uwolnił natychmiast i bez stawiania jakichkolwiek warunków wszystkich więźniów politycznych i aby przestał przyczyniać się do całkowitej degradacji ekonomicznej wenezuelskiego społeczeństwa".

Spełnienie tych warunków mogłoby odwrócić konsekwencje kolejnych sankcji, jakie wprowadzono w poniedziałek.

W ramach nowych sankcji zabroniono amerykańskim firmom i obywatelom USA pomagania rządowi Wenezueli w sprzedaży nieruchomości i dóbr inwestycyjnych. Reuters cytuje niewymienionego z nazwiska przedstawiciela administracji USA, który powiedział dziennikarzom, że nowe sankcje blokują drogę korupcyjnym praktykom - "pozbawiają skorumpowanych oficjeli wenezuelskich możliwości (...) wyprzedawania majątku publicznego w zamian za łapówki". Agencja Deutsche Presse-Agentur cytuje anonimowego przedstawiciela władz USA, według którego członkowie rządu Maduro, chcąc się wzbogacić, "wyprzedają wszystko, co nie jest mocno przyśrubowane". - Jeszcze nigdy ten region nie przeżył takiej kleptokracji. Teraz zamykamy kolejną drogę, którą wykorzystywano do praktyk korupcyjnych - dodał ów przedstawiciel administracji USA. Associated Press odnotowuje, że Waszyngton nie zdecydował się na objęcie sankcjami wenezuelskiej ropy naftowej. Wenezuela ma największe na świecie zasoby tego surowca.

Szef wenezuelskiej dyplomacji Jorge Arreaza ocenił, że ogłoszone przez Trumpa sankcje to "barbarzyństwo i szaleństwo".

- Stoi to w całkowitej sprzeczności z prawem międzynarodowym - podkreślił.

Przyspieszone wybory w Wenezueli

Lewicowy prezydent Maduro zwyciężył w niedzielnych przyspieszonych wyborach, zdobywając około 5,8 mln głosów, a jego kontrkandydat Henri Falcon uzyskał 1,8 mln. Frekwencja przy urnach wyniosła 46,1 procent. Rywale Maduro zapowiedzieli, że nie uznają wyniku wyborów. Falcon oświadczył, że nie uzna rezultatu wyborów ze względu na liczne nieprawidłowości w ich przeprowadzeniu. Zaliczył do nich między innymi umieszczenie w pobliżu lokali wyborczych ponad 13 tysięcy punktów kolportujących prorządowe materiały propagandowe. Oświadczył też, że jego szanse zmniejszył także apel opozycji o bojkot wyborów. Opozycja wzywała do bojkotu, ponieważ - podobnie jak większość społeczeństwa - uważa, że wynik wyborów był z góry przesądzony na korzyść obecnego prezydenta. Z tych samych powodów do powtórzenia głosowania wezwał inny kandydat do prezydentury, pastor Javier Bertucci. Maduro odwoływał się głównie do swych zwolenników w najbiedniejszych okręgach wyborczych, które - jak pisze Reuters - pozostają bastionem rządu mimo szalejącej inflacji i coraz dotkliwszych braków rynkowych napędzających wielocyfrową inflację.

Administracja USA uznała te wybory za "farsę" i zapowiedziała szybkie działania i presję na Caracas, aby przywrócić tam demokrację. Podobnie do Stanów Zjednoczonych wiele innych krajów uznało wybory w Wenezueli za nieprawomocne.

Autor: ads/adso / Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/Miguel Gutierrez

Tagi:
Raporty: