Akcja - zdaniem organizatorów - miała zwrócić uwagę na erozję demokracji i kroki rządu, które do niej prowadzą. Wśród mówców na demonstracji nie było czynnych polityków. Głos zabierali ludzie kultury, naukowcy, aktorzy, lekarze i ekolodzy.
Według szacunków organizatorów w wydarzeniu uczestniczyło od 200 tysięcy do 250 tysięcy osób. W jego czasie krytykowano między innymi ograniczony budżet na obronność, który naraża na szwank zarówno reputację kraju, jak i jego bezpieczeństwo.
Wiele uwagi poświęcono projektowi ustawy dotyczącej organizacji pozarządowych, które musiałyby szczegółowo informować o swoich zagranicznych kontaktach i darczyńcach. Zaznaczono, że rządzący wprawdzie na tym etapie wycofali się z prac nad projektem, ale samo upublicznienie planów ma negatywny wpływ na takie organizacje.
Bardzo dużo miejsca poświęcono również sytuacji w mediach publicznych. W programie rządu jest zapis mówiący o odejściu od abonamentu na rzecz bezpośredniego finansowania radia i telewizji z budżetu. Zdaniem mówców to krok do kontroli nad dziennikarzami. Zwrócono między innymi uwagę, że z czeskiej telewizji publicznej już zaczęli odchodzić doświadczeni prowadzący polityczne dyskusje i debaty.
Sygnał do kolejnych protestów
Zdaniem lidera inicjatywy Milion Chwil dla Demokracji Mikulasza Minarza, opublikowanie pełnego projektu ustawy o mediach publicznych powinno być dla obywateli sygnałem do kolejnych demonstracji i protestów.
W 2029 roku inicjatywa zgromadziła w tym samym miejscu Pragi nawet 300 tysięcy osób. Była to najliczniejsza polityczna demonstracja w Czechach od upadku komunizmu w 1989 roku. Na początku lutego bieżącego roku Milion Chwil dla Demokracji zorganizowała z udziałem 90 tysięcy osób wiec poparcia dla prezydenta Petra Pavla.
Przemawiając w sobotę Minarz zaapelował do młodych ludzi, aby wstępowali do partii politycznych. Polityków wezwał, aby na listach kandydatów w zbliżających się wyborach komunalnych znalazły się miejsca dla nowych twarzy.
Rządy Andreja Babisza
Minarz zwrócił się także do liderów obecnej opozycji, by rozważyli w jakich okolicznościach mogliby ponownie przeanalizować swoje stanowisko wobec mniejszościowego rządu Andreja Babisza. Dzięki temu z rządu mogliby odejść przedstawiciele dwóch mniejszych, prawicowych partii koalicyjnych.
Babisz - miliarder, niekryjący swojego podziwu dla prezydenta USA Donalda Trumpa, ze swoim ruchem ANO wygrał w październiku ubiegłego roku wybory parlamentarne i utworzył rząd z mniejszymi partnerami: eurosceptyczną, antyekologiczną i prawicową partią polityczną Zmotoryzowani oraz antyeuropejskim i antynatowskim ugrupowaniem Wolność i Demokracja Bezpośrednia SPD.
Zdaniem części obserwatorów do takiego kroku zmusiła go między innymi nieprzejednana postawa przeciwników politycznych, którzy po ostrej kampanii wyborczej odrzucili jakąkolwiek formę współpracy z Babiszem.
Opracowała Kamila Grenczyn/ft