Świat

Krwawy atak w Kongo. Mieli karabiny i maczety

Świat

[object Object]
Zdaniem części ekspertów i aktywistów, kongijska armia nie radzi sobie we wschodniej części kraju
wideo 2/14

Rebelianci z Sojuszu Sił Demokratycznych (ADF), islamskiego ugrupowania wywodzącego się z Ugandy, zamordowali 22 osoby w zasadzce zorganizowanej w sobotę w nocy we wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga - podały miejscowe władze.

Jak poinformował rzecznik lokalnej armii, Mak Hazukay ataku na cywilów mieli dokonać członkowie Sojuszu Sił Demokratycznych (ADF), islamskiej grupy rebeliantów działającej głównie na terenie zachodniej Ugandy, ale mającej swoje bazy także we wschodniej części Kongo.

Napastnicy uzbrojeni w maczety i karabiny zorganizowali zasadzkę na podróżujących głównym szlakiem łączącym miasto Beni w prowincji Kiwu Północne (DRK) oraz sąsiednią Ugandę - powiedział agencji Reuters Boris Maelezo, członek parlamentu z tego regionu.

Jak poinformował Teddy Kataliko, miejscowy aktywista, wiele z ofiar sobotniej napaści to urzędnicy państwowi, którzy wracali na weekend ze znajdującej się niedaleko Nairobi - stolicy Kenii - miejscowości.

Według Alberta Baliesima Kadukima, innego kongijskiego parlamentarzysty, z napaści z życiem uszło 10 osób. Dwie kobiety uwolnione przez bojowników miały zeznać, że napastnicy poderżnęli gardło co najmniej 10 porwanym.

ADF jest oskarżane o zamordowanie setek ludzi na przestrzeni ostatnich trzech lat.

Beni - krwawa arena przemocy

Jest to pierwszy przypadek masowego mordu na terenie Kongo w tym roku.

Jak wynika z danych Misji Stabilizacyjnej Organizacji Narodów Zjednoczonych w Demokratycznej Republice Konga (MONUSCO) od października 2014 roku, w licznych aktach przemocy w tym regionie życie straciło ponad 800 osób, a 180 tysięcy zostało przesiedlonych. "Ta fala ataków przekształciła Beni z terenu względnego pokoju w największy teatr przemocy od dekad" - czytamy w raporcie sporządzonym przez Congo Research Group z Uniwersytetu w Nowym Jorku, który został opublikowany przez organizację Human Rights Watch w piątek. Jak dodano, ataki "spowodowały niespotykany wcześniej poziom brutalności w tym regionie".

Sytuacja pogorszyła się odkąd siły pokojowe ONZ rozpoczęły operację przeciwko miejscowym i międzynarodowym grupom zbrojnym działającym w tym regionie, w tym przeciwko wspomnianemu ADF oraz Demokratycznym Siłom Wyzwolenia Rwandy (FDLR).

Liczba zabójstw wzrosła szczególnie od czerwca tego roku, kiedy 900 więźniów, w większości członków ADF uciekło z więzienia Kangbayi na terytorium Beni. Sojusz jest bardzo aktywny na terenie Północnego Kiwu, gdzie szkoli swoich bojowników. Siły ONZ regularnie przeprowadzają wspólnie z kongijską armią operacje przeciwko należącym do niego islamskim rebeliantom.

Etniczny kocioł

Seria zamachów poddała w wątpliwość zdolność kongijskiego rządu do zapewnienia porządku w tym newralgicznym regionie. Wschodnia część Demokratycznej Republiki Konga to bowiem kocioł etnicznych napięć, od ponad dwóch dekad trawiący te tereny.

Występują na nich także największe na świecie złoża koltanu używanego do produkcji telefonów i innych urządzeń elektrycznych, przez co dodatkowo ciąży na niej tzw. klątwa surowcowa.

Autor: momo/adso / Źródło: Reuters, New York Times